Wniosek RPO, Ireny Lipowicz, dotyczy jednego z przepisów ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia przewidującego, że rejestry służące na przykład monitorowaniu stanu zdrowia obywateli i poziomu zapotrzebowania na świadczenia zdrowotne są tworzone na mocy rozporządzeń ministra zdrowia. Rzecznik przypomniała natomiast, że "kwestie przetwarzania danych osobowych stanowią materię zastrzeżoną dla ustawy".

Ustawa o systemie informacji w ochronie zdrowia została uchwalona w 2011 roku. Miała ona między innymi uporządkować kwestie zbierania i przetwarzania danych dotyczących chorób i pacjentów. Przed wejściem w życie tej ustawy funkcjonowało bowiem kilkadziesiąt różnych rejestrów medycznych.

W nowych przepisach przewidziano, że niektóre z rejestrów (system informacji medycznej, centralny wykaz usługobiorców i centralny wykaz usługodawców) utworzone zostaną bezpośrednio na mocy ustawy, inne mają być tworzone w drodze rozporządzenia.

Dotychczas - na mocy rozporządzeń - powstały cztery rejestry: krajowy rejestr nowotworów, krajowy rejestr operacji kardiochirurgicznych, ogólnopolski rejestr ostrych zespołów wieńcowych i rejestr medycznie wspomaganej prokreacji. Trwają prace nad rozporządzeniami mającymi powołać 12 kolejnych rejestrów.

Trybunał wysłuchał we wtorek przedstawicieli RPO, Sejmu i Prokuratury Generalnej oraz dodatkowo biorących udział w rozprawie: generalnego inspektora ochrony danych osobowych, rzecznik praw pacjenta oraz urzędników z resortu zdrowia.

Wszyscy uczestnicy rozprawy nie kwestionowali pożytecznej roli, jaką pełnią takie rejestry.
- Dzięki danym z rejestru o nowotworach można było stworzyć podbudowę pod przygotowywany obecnie w Sejmie tzw. pakiet kolejkowy - mówiła Alina Budziszewska-Makulska z departamentu prawnego Ministerstwa Zdrowia.

Wątpliwości RPO budzą natomiast przeniesione na poziom rozporządzeń unormowania odnoszące się do rejestrów gromadzących wrażliwe informacje o pacjentach.
- Model z ustawy jest wygodny i użyteczny dla władzy, podkreślający jej pozycję wobec jednostki, ale konstytucyjnie nadający się do zdyskwalifikowania - mówił Mirosław Wróblewski z biura Rzecznika.

- Rejestry te zawierają informacje o stanie zdrowia, stanowiące dane wrażliwe, odnoszące się do jednej z najbardziej intymnych sfer życia człowieka. O ile nie ulega wątpliwości konieczność przetwarzania tego rodzaju danych w celu realizowania świadczeń medycznych oraz prowadzenia polityki zdrowotnej państwa, w ocenie Rzecznika przetwarzanie to jest dopuszczalne jedynie w sytuacji zapewnienia przez ustawodawcę odpowiednich mechanizmów ochrony tych danych - wskazano we wniosku RPO.

Stanowisko to podzielili: przedstawiciel PG oraz GIODO.
- Wielokrotnie podkreślaliśmy, że obecny stan prawny będzie budził wątpliwości - mówił generalny inspektor ochrony danych osobowych Wojciech Wiewiórowski.

Z taką argumentacją nie zgodził się przedstawiciel Sejmu poseł Stanisław Piotrowicz. Wskazywał, że przeniesienie do ustawy szczegółowych przepisów odnoszących się docelowo do kilkudziesięciu rejestrów będzie de facto niewykonalne.

Trybunał interesował się też dalszymi losami rejestrów, które istniały przed wejściem w życie ustawy z 2011 roku. Według danych resortu zdrowia na początku 2012 roku zidentyfikowano około 40 rejestrów prowadzonych bez podstawy prawnej. Wobec trzech - nowotworowego i dwóch kardiologicznych - wydano rozporządzenia, prace nad innymi rozporządzeniami trwają, część rejestrów zlikwidowano. Niewykluczone, że są też takie rejestry, które nadal działają bez podstawy prawnej.

- To są często rejestry prowadzone przez podmioty, na które Ministerstwo w zakresie nadzoru nie ma wpływu. Ustawa nakazuje ich usunięcie, a prowadzenie takiego rejestru skutkowałaby już teraz odpowiedzialnością odszkodowawczą dla osób, których dane zbierane są bez podstawy prawnej - zaznaczyła Budziszewska-Makulska.

Trybunał po zadaniu kilkudziesięciu pytań do uczestników rozprawy odroczył ją na razie bez wyznaczania terminu. (pap)