„Ceny leków z importu docelowego będą droższe od tych, które są zapisane w umowach o chemioterapię. Obecnie z przyczyn formalnych – bo przecież nie jest to kwestia pieniędzy - NFZ nie może zapłacić za nie szpitalom wyższej ceny" - podkreślił Paszkiewicz.
"Po przekazaniu przez Ministerstwo Zdrowia informacji o lekach, których brakuje, będzie możliwość zmiany statusu leków z katalogu, a tym samym pokrywania kosztów wynikających z importu docelowego. Nie mamy także informacji o wydawanych przez ministerstwo zgodach na import docelowy. O takie dane prosiliśmy już wcześniej. Docierają do nas tylko informacje z mediów i od niektórych świadczeniodawców" - dodał.
Prezes NFZ ocenił także, że takie rozwiązanie obecnych problemów jest tymczasowe: „Możemy wprowadzić taki wariant tylko na dwa miesiące, ponieważ od 1 lipca wejdzie w życie obwieszczenie Ministra Zdrowia o programach lekowych i chemioterapii i NFZ nie będzie mógł zapłacić więcej niż podana w nim cena. Dlatego konieczne jest znalezienie innych producentów, którzy będą dostarczali brakujące leki" - dodał Paszkiewicz.
MZ poinformowało w środę wieczorem, że cytostatyki, których brak w Polsce zgłaszali pacjenci z chorobami nowotworowymi, trafią wkrótce na rynek. Resort otrzymał od ich producenta pisemne potwierdzenie w tej sprawie. Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz apeluje, by szpitale zgłaszały problemy z dostępem do leków.
Resort podkreśla, że w sprowadzaniu deficytowych leków pomaga procedura importu docelowego. Jest to procedura sprowadzania leku z zagranicy dla konkretnego pacjenta. Import realizowany jest na podstawie szczegółowych i zweryfikowanych zaleceń lekarza.

Paweł Rozwód (PAP)