Wirusem eboli od wybuchu epidemii w marcu zaraziło się w Afryce Zachodniej ponad 7 tysięcy osób; 3338 chorych zmarło - podaje WHO, podkreślając, że dane te są prawdopodobnie zaniżone.

Kraje najbardziej dotknięte epidemią to Liberia, Gwinea i Sierra Leone. 20 przypadków zachorowań odnotowano w Nigerii, a jeden w Senegalu.

Odrębne ognisko choroby wykryto w Demokratycznej Republice Konga, gdzie zachorowało 70 osób, a 42 zmarły.

Po środowym spotkaniu w siedzibie WHO w Genewie, w sprawie prac nad lekiem, służby prasowe organizacji poinformowały, że walcząc o jak najszybsze udostępnienie na skalę masową nowej szczepionki, "eksperci starają się w ciągu paru miesięcy dokonać tego, co normalnie zajmuje dwa do czterech lat". Jednak nawet przy "maksymalnym wysiłku" pierwsze znaczące dawki szczepionki będą dostępne dopiero pod koniec pierwszego kwartału 2015 roku.

WHO przyznaje, że w przypadku stosowania tego leku w Afryce Zachodniej powstają dodatkowe trudności techniczne, gdyż szczepionka musi być przechowywana w temperaturze - 80 stopni Celsjusza.

Afrykański Bank Rozwoju przyznał w środę Liberii, Sierra Leone, Gwinei i Wybrzeżu Kości Słoniowej dodatkowe fundusze przeznaczone na walkę z epidemią. Będzie to w sumie 155 mln dolarów, z czego 118 mln to kredyt, a 37 mln to darowizna.

ADB przeznaczy też 10 mln dolarów, na to, by "zachęcić afrykańskich lekarzy i pielęgniarki, by wyjechali do Gwinei, Sierra Leone i Liberii" - poinformował prezes banku Donald Kaberuka.

W połowie sierpnia 2014 ADB pożyczył krajom dotkniętym epidemią 60 mln dolarów.

Służby prasowe ONZ poinformowały również w środę, że "najprawdopodobniej na ebolę" zmarł jedyny jak dotąd pracownik misji ONZ w Liberii.

W USA we wtorek 30 września 2014 zdiagnozowano pierwszy przypadek wirusa ebola. W środę amerykańskie Centrum Zwalczania i Prewencji Chorób (CDC) podało, że lekarze obserwują 18 osób, które zetknęły się z chorym.

Pacjent, którego tożsamości nie ujawniono, zgłosił się do szpitala w piątek 26 września 2014, odesłano go jednak do domu, zapisawszy antybiotyki. Stracono wiele bardzo cennego czasu, podczas którego inne osoby były narażone na kontakty z chorym - podaje Reuters, powołując się na wirusologów.

- Mamy w Dallas siedmioosobową ekipę, która bada przypadek, jest w kontakcie z rodziną chorego i identyfikuje wszystkie osoby, które mogły mieć z nim kontakt - powiedział szef CDC dr Thomas Frieden.(pap)