Chodzi o proces, który rozpoczął się w 2012 roku. Dr Mirosław G., były ordynator kardiochirurgii szpitala MSWiA w Warszawie odpowiada w nim za śmierć Floriana M., pacjenta w którego sercu, podczas operacji którą wykonywał pozostał wacik. Lekarz od początku nie przyznaje się do winy; za zarzucony czyn grozi mu do 5 lat więzienia.

Prokurator Przemysław Ścibisz podkreślał w środę, że "wszystkie dowody, zeznania świadków, wskazują że Mirosław G. jest winny".
- Efektem błędów oskarżonego, jego bezkrytycznego podejścia do swojej pracy i nieomylności była śmierć człowieka – mówił prokurator.

Zwracał uwagę, że to właśnie życie jest "dobrem największej wartości, które powinno być chronione.
- Równocześnie powinno być piętnowane każde zachowanie, które prowadzi do śmierci – dodał.

Zaznaczył, że oskarżony, mimo iż zwracano mu uwagę na możliwość popełnienia błędu z uporem się do niego nie przyznawał. Nie zgadzał się też – jak dodał - na przeprowadzenie badania echa serca, które mogło gazik wykryć i uratować życie pacjenta.

- Lekarze wiedzieli, że ryzykują to, że mogą się narazić swojemu przełożonemu, że zostaną skarceni. Pomimo, że wiedzieli, że w sercu został gazik, nie podejmowano działań – powiedział.

W ocenie prokuratora gdyby G. przyznał się do błędu i przeprowadził "w trybie natychmiastowym reoperację pacjent, by przeżył".

Do stanowiska prokuratury przyłączył się pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych – synów Floriana M. mecenas Rafał Rogalski. Zaznaczył, że uważa wnioskowane kary za zasadne dlatego, "iż doktor G. nie potrafił się przyznać do błędu co więcej chciał zrobić wszystko żeby jego błąd nie wyszedł". Dodał, że w jego opinii kara w zawieszeniu "w tym przypadku nie byłaby karą dotkliwą". Domaga się też zadośćuczynienia dla bliskich Floriana M.

Adwokat dr. G. Beata Czechowicz wniosła o uniewinnienie swego klienta.
- Jestem przekonana co do jego niewinności – powiedziała przekonując, że śmierć Floriana M. to "tragiczny zbieg wydarzeń". Dodała, że przeciw jej klientowi "wytoczono prawdziwą machinę, użyto wszelkich środków, żeby zniszczyć jego karierę". Przypomniała, że biegłemu profesorowi Ryszardowi J., który przedstawił w tej sprawie korzystną opinie dla oskarżonego, prokuratura przedstawiła zarzut, a obecnie skierowała do sądu akt oskarżenia o przestępstwo sporządzenia fałszywych opinii.

 [-DOKUMENT_HTML-]

Zaznaczyła, że pacjent trafił do G. w stanie bardzo ciężkim, zagrażającym życiu.

- Jest wielką wartością, aby sprawa mogła trafić pod osąd niezależnego organu w tym przypadku sądu. Suma nieprawd, przeoczeń, niedostrzegania się tego co jest w aktach przez stronę oskarżającą jest ogromna – mówiła.

Zwróciła się też bezpośrednio do bliskich M.
- Ja się absolutnie z tym zgadzam, że państwo przez ten proces, przez czas trwania tego procesu, nie możecie zakończyć traumy. Nigdy nie mieliście możliwości zetknąć z faktycznym wymiarem prawno-karnym sprawy. (...) Zostaliście przekonani, że lekarz, który zrobił wszystko co mógł by ratować waszego ojca, go zabił – powiedział.

Dodała, że zdaje sobie sprawę z tego, iż rodzina ma zawsze obawę "czy zrobiła wszystko co w jej mocy, żeby swojemu bliskiemu pomóc". Zapewniła, że "wybrali dobrze, najlepiej jak można było, ale doszło do tragicznego zbiegu wydarzeń".

Zwracała uwagę, że oskarżyciele powołują się na opinie między innymi byłego ministra zdrowia Zbigniewa Religi, który – jak zaznaczyła – był w "otwartym konflikcie z jej klientem i równocześnie był ministrem w czasach gdy G. został zatrzymany i usłyszał zarzuty m.in. w tej sprawie".

To nie jedyny proces, który obecnie się toczy ws. Mirosława G. We wrześniu 2016 roku przed warszawskim sądem rejonowym rozpoczął się jego ponowny proces dotyczący korupcji.

W styczniu 2013 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa po czteroletnim procesie skazał dr. G. na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata i grzywnę za przyjęcie ponad 17,5 tys. zł od pacjentów - został skazany za część zarzutów korupcyjnych z łącznej liczby 42 zarzutów, jakie usłyszał. Uniewinniono go od 23 zarzutów, między innymi mobbingu wobec podwładnych i części zarzutów korupcyjnych.

Sprawy oskarżonych pacjentów sąd warunkowo umorzył, a niektórych - uniewinnił. Rok później Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił uniewinnienie G. oraz kilku jego pacjentów i zwrócił w tym zakresie sprawę sądowi mokotowskiemu. Nie przesądził równocześnie, czy doszło do wręczenia korzyści majątkowej, wskazał, że sąd I instancji nie uzasadnił wystarczająco swego stanowiska.

W sprawie Floriana M. prokuratura początkowo postawiła b. ordynatorowi - w 2007 roku - zarzut zabójstwa pacjenta z zamiarem ewentualnym, czyli co najmniej godzenia się na jego śmierć. Pod tym zarzutem lekarz został aresztowany na kilka miesięcy. Potem prokuratura wycofała zarzut zabójstwa i lekarz wyszedł na wolność. (pap)