Radziwiłł, który w środę 4 października 2017 był gościem telewizji wPolsce.pl, przyznał, że duża część postulatów rezydentów jest słuszna i wyraził nadzieję, że lekarze "przynajmniej zawieszą ten protest".

- W znacznej mierze mają rację, jeśli chodzi o ich postulaty i to nie tylko płacowe, ale również te dotyczące nakładów na ochronę zdrowia, systemu kształcenia lekarzy i ich specjalizacji - mówił Radziwiłł.

- Ich sytuacja naprawdę jest trudna i nie odbieram tego protestu jako ataku ani na siebie, ani na rząd, to jest młodzieńczy przejaw zatroskania o trudną sytuację w służbie zdrowia - dodał.

Minister był pytany o postulaty płacowe rezydentów.
- Z drugiej strony można powiedzieć, że dla młodego człowieka dwie średnie krajowe pensje, czyli prawie 9 tys. zł brutto to jest kwota ogromna i nas na to nie stać - nie dlatego, żeby nakłady na ochronę zdrowia były za małe, tylko Polska nie jest krajem, w którym młody człowiek po studiach może liczyć na takie zarobki, i to w jakimkolwiek zawodzie - powiedział.

 [-DOKUMENT_HTML-]

Przypomniał, że spotykał się z rezydentami kilkanaście razy i jeszcze przed tym protestem zaproponował - w związku z nowymi przepisami dotyczącymi wynagrodzeń w służbie zdrowia - podwyżki "i to nie symboliczne". Dodał, że w zależności od rodzaju specjalizacji podwyżki te są zróżnicowane i "sięgają nawet 1400 zł miesięcznie".

- Oczywiście o szczegółach będziemy jeszcze rozmawiać, ale trudno mówić, by były to pieniądze niegodne - powiedział.

Radziwiłł spotkał się z protestującymi lekarzami we wtorek 3 października 2017 wieczorem; jak powiedziała rzeczniczka MZ Milena Kruszewska, spotkanie w godzinach wcześniejszych nie było możliwe ze względu na obowiązki służbowe ministra.

Jak poinformowała, Radziwiłł przypomniał protestującym, że oczekuje na ich stanowisko wobec przedstawionego w miniony czwartek projektu rozporządzenia w sprawie wynagrodzeń rezydentów.
- Te rozmowy przebiegały bardzo dobrze – powiedziała Kruszewska.

Od poniedziałku 2 października 2017 roku młodzi lekarze prowadzą protest głodowy w hallu głównym Dziecięcego Szpitala Klinicznego przy ulicy Żwirki i Wigury w Warszawie. Liczba medyków, którzy zdecydowali się na tę formę protestu, zwiększa się; obecnie jest ich około 30. Protestujący domagają się wzrostu finansowania ochrony zdrowia do poziomu 6,8 procenta PKB w trzy lata, z drogą dojścia do 9 procent przez najbliższe dziesięć lat. Chcą też zmniejszenia biurokracji, skrócenia kolejek, zwiększenia liczby pracowników medycznych, poprawy warunków pracy i podwyższenia wynagrodzeń. Rezydenci zorganizowali też akcję oddawania krwi pod hasłem "Niech poleje się krew".

We wtorek 3 października 2017 roku rezydenci zaapelowali o spotkanie z premier Beatą Szydło, wicepremierem Mateuszem Morawieckim i prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. (pap)