Od stycznia 2019 obowiązują zmienione standardy opieki okołoporodowej. Są one aktualne i w 2020 roku. Rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie standardu organizacyjnego opieki okołoporodowej reguluje kwestię znieczulenia zewnątrzoponowego, ale go nie gwarantuje (jako metody łagodzenia bólu). To, czy rodząca kobieta może realizować swoje prawo do znieczulenia, zależy od województwa, od szpitala w którym rodzi, a nie od wskazań medycznych. W rzeczywistości zależy od tego, czy dostępny jest anestezjolog.

Znieczulenie do porodu na życzenie - zależne od anestezjologa

W wielu szpitalach nadal brakuje anestezjologów. Dyrektorzy placówek medycznych chcieliby pozyskać tych specjalistów, ale jest z tym problem. W kraju mamy zaledwie 7 tysięcy anestezjologów. Jeśli w szpitalu, na porodówce odbywają się cesarskie cięcia, to dyżurujący anestezjolog musi czuwać nad rodzącą operacyjnie i nie ma czasu aby przyjść do rodzącej naturalnie po to, aby wykonać jej znieczulenie zewnątrzoponowe.

Tak wygląda rzeczywistość, która odbiega niejednokrotnie od teorii z rozporządzenia ministra zdrowia.

 


Od 2015 r. NFZ płaci za każde znieczulenie do porodu. Aktualnie jego wycena wynosi 500 złotych.  Znieczulenie zewnątrzoponowe to przywilej pacjentek, ale w praktyce decyzję o podaniu znieczulenia podejmuje wyłącznie lekarz, który sprawuje opiekę nad pacjentką. Bierze pod uwagę aspekty medyczne, czyli istniejące wskazania i przeciwwskazania, np. stan zdrowia przyszłej mamy i dziecka, ale także to, czy wcześniejsze porody odbywały się naturalnie czy przez cesarskie cięcie. Jeśli stan zdrowia obojga - mamy i dziecka - nie stanowi przeciwskazań – znieczulenie powinno być zastosowane na prośbę kobiety. Ale gdy anestezjologa do podania znieczulenia brakuje, kobieta może usłyszeć, że jest już za późno na uśmierzenie bólu.

Znieczulenie do porodu na życzenie zależne od szpitala i regionu

Od momentu, gdy NFZ wprowadził dodatkowe finansowanie znieczulenia, liczba podawanych znieczuleń w kraju wzrosła trzykrotnie. Jednak nadal różnice w dostępie do tej metody łagodzenia bólu między województwami są ogromne. Gorszy dostęp do znieczulenia mają często rodzące w szpitalach powiatowych. Niestety, standard nie doprecyzowuje w jakich sytuacjach kobieta ma prawo do znieczulenia i kiedy należy je podać, np. że ma się ono odbyć w ciągu godziny od prośby pacjentki.

Przepisy  nie odpowiadają także na ważne pytanie: czy znieczulenie to procedura, która przysługuje kobiecie tak, jak np. antybiotykoterapia w określonych sytuacjach, czy jest to coś, czego kobieta może się domagać?

Dlatego często kobiety zabiegają o cesarki, bo boją się, że nie otrzymają znieczulenia. Z danych Fundacji Rodzic Po Ludzku wynika, że w tych województwach, gdzie jest najmniejszy dostęp do znieczulenia zewnątrzoponowego, jest najwyższy odsetek cesarskich cięć. Wielu kobietom zamiast znieczulenia proponuje się gaz rozweselający.