Wysocki podkreślił, że Polska jest przygotowana na przywleczenie wirusa. Jak poinformował, trzy tygodnie temu w Cieszynie było podejrzenie takiego przypadku, jednak nie został on potwierdzony. Szef NIZP-PZH zaznaczył, że personel medyczny zachował się w tej sytuacji wzorcowo - i szpital, i ratownictwo medyczne i przede wszystkim pielęgniarka epidemiologiczna.

Zaznaczył, że w Polsce stopień zagrożenia wirusem jest bardzo niewielki. Podkreślił, że nasza infrastruktura "różni się dramatycznie na korzyść" od tej, która jest w krajach afrykańskich.
- Tym niemniej powinniśmy być przygotowani i myślę, że jesteśmy przygotowani na import wirusa - dodał.

W NIZP-PZH jest jedyne w Polsce laboratorium, w którym diagnozuje się gorączkę krwotoczną.
- Na szczęście, jak do tej pory, tych kilka podejrzeń, które mieliśmy od września, wypadło negatywnie - powiedział. Jak powiedział, są to między innymi przypadki Afrykanów, którzy podróżują do Polski i chorują, mają niepokojące objawy.

Profesor Andrzej Zieliński z Zakładu Epidemiologii NIZP-PZH podkreślił, że możliwości "zawleczenia" z innych krajów są praktycznie zerowe.
- Ta choroba nigdzie nie występuje endemicznie, tzn. nigdzie nie jest tak, że od czasu do czasu ktoś zachoruje i na tym koniec - dodał.

Jak powiedział, w poprzednich ogniskach choroby najwyższa śmiertelność wynosiła 89 procent, ale średnio to jest 65 procent zakażonych.
- Nie możemy określić, jaka jest śmiertelność tej ostatniej epidemii, ponieważ niewiele osób jeszcze choruje i nie wiemy, czy one wyzdrowiej czy umrą" - zaznaczył Zieliński.(pap)