Śledczy zainteresowali się sprawą po opublikowaniu w mediach treści rozmów dyspozytora pogotowia ratunkowego z zespołami karetek - poinformował w środę 7 maja 2014 rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.

W związku z tą sprawą również minister zdrowia Bartosz Arłukowicz zlecił w środę kontrolę działań medycznych służb ratunkowych przy karambolu na S8.

- Zawsze, kiedy pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości, sprawdzamy to i kontrolujemy bardzo dokładnie. System ratownictwa medycznego jest systemem bardzo rozbudowanym, w którym pracuje bardzo wielu ludzi. Zleciłem kontrolę w przypadku tej katastrofy, tego karambolu na S8, zarówno resortową, jak i konsultanta krajowego. Po zapoznaniu się z wynikami kontroli, podejmiemy stosowne decyzje - jeśli takie będą potrzebne - powiedział Arłukowicz dziennikarzom w Sejmie. - Słyszałem to nagranie, dlatego podjąłem decyzję o szczegółowej kontroli każdego z etapów, zarówno powiadamiania organizacji systemu, jak i pracy ludzi przy tym wypadku - podkreślił Arłukowicz.

Jak dodał, nie chce teraz przesądzać o ewentualnych decyzjach. - Trud pracy w karetce pogotowia znam osobiście, wiele lat jeździłem karetką i wiem, że czasem w ekstremalnych warunkach pracuje się bardzo trudno - podkreślił minister.

Według "Dziennika Łódzkiego", po karambolu doszło do "chaosu". Gazeta napisała, że pierwsze zgłoszenie o wypadku wpłynęło do Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Łodzi o godz. 23.27, a pierwsza karetka pojawiła się na miejscu dopiero o godz. 23.57. Według gazety, wynikało to między innymi z tego, że przez blisko trzy minuty operator i dyspozytor ustalali między sobą dokładną lokalizację miejsca wypadku. Dyspozytor z Łodzi wysłał na miejsce karetkę specjalistyczną ze Skierniewic, pierwsza na miejsce dojechała jednak karetka podstawowa z Białej Rawskiej.

Potem - według gazety - przyjechały dwa zespoły specjalistyczne - z Rawy Mazowieckiej i ze Skierniewic (ambulans łódzkiego pogotowia), a lekarz z łódzkiej karetki przekazał informację, że nie potrzeba już na miejscu więcej karetek. Dyspozytor z Łodzi zgodził się na zawrócenie karetki Falcka z Żyrardowa. Z nagrań rozmów wynika też, że na miejscu nie przeprowadzono triażu, czyli segregowania rannych, w pewnym momencie zabrakło też lekarza, który by koordynował pracę ratowników medycznych na miejscu.

Jak powiedział Kopania, sprawę wyjaśnia prokuratura w Rawie Mazowieckiej. Badana będzie prawidłowość działań służb ratunkowych podczas akcji. Zabezpieczone zostały zapisy rozmów zespołów pogotowia, śledczy planują przesłuchanie pracowników służb medycznych. Kopania zaznaczył, że prokuratura będzie również chciała skorzystać z wyników kontroli przeprowadzonej przez ministerstwo zdrowia.

Według rzecznika, śledczy chcą sprawdzić, czy akcja była przeprowadzona prawidłowo, czy ewentualne "niedociągnięcia" w akcji miały wpływ na udzielenie skutecznej pomocy, czy mogły doprowadzić do poważniejszych skutków dotyczących zdrowia poszkodowanych i czy naraziły te osoby na powstanie takich skutków.

Do karambolu doszło z soboty na niedzielę (3/4 maja 2014) na drodze S8 w miejscowości Kowiesy na pasie w kierunku Wrocławia. Na drodze panowała wówczas gęsta mgła. W karambolu brało udział 11 samochodów, w tym dwa tiry. W wypadku zginęły trzy osoby, w tym małe dziecko - wszyscy byli obywatelami Czech. Pomocy medycznej udzielono 25 rannym osobom. Dziewięcioro z nich trafiło do szpitali.

W związku z tą sprawą zarzut spowodowania wypadku, w wyniku którego ranna została pasażerka jednego z samochodów, usłyszał 28-letni kierowca TIR-a - obywatel Białorusi. Jego auto jako ostatnie uderzyło w samochody biorące udział w karambolu. Mężczyzna był trzeźwy, podobnie jak pozostali kierowcy, ale z odczytu tachografu wynikało, że jechał z prędkością około 95 km na godzinę. Tymczasem gęsta mgła ograniczała widoczność zaledwie do kilku metrów. (pap)