- Jestem wściekły – powiedział minister po napadzie na lekarkę pogotowia w romskiej dzielnicy we Wracy na południowym zachodzie kraju pięć dni temu i po dwóch kolejnych takich napadach w ostatniej dobie. - Nierówność społeczna nie daje Romom specjalnych praw – mówił.

Minister wskazał, że od początku roku w Bułgarii dokonano 227 napadów na ekipy pogotowia ratunkowego, w tym 174 w romskich dzielnicach. Niektórzy lekarze odnieśli bardzo ciężkie obrażenia. Napady Romów na lekarzy zdarzają się i w szpitalach.

Czytaj także: Rumunia: bunt przeciw niedofinansowaniu ochrony zdrowia >>>

- Miejscowe władze i liderzy romscy powinni ustosunkować się do szerzącej się przemocy i podjąć działania, które zagwarantują bezpieczeństwo ekip medycznych w romskich dzielnicach – podkreślił Moskow.

- Koniec z gadaniem, kto jakie prawa ma i z apelami, by dalej tak nie postępować. Jeśli ktoś woli żyć jak bydlę, będzie traktowany w odpowiedni sposób. Nawet dzikie zwierzęta rozumieją, kiedy otaczane są opiekę i wtedy nie napadają – napisał minister na swojej stronie na Facebooku. Przypomniał, że większość Romów nie ma ubezpieczeń zdrowotnych.

Stanowisko ministra, poparte przez środowisko lekarskie, wywołało ostrą reakcję społeczną, szczególnie w środowisku romskim. Minister spraw wewnętrznych Weselin Wuczkow powiedział, że ochrony policyjnej dla ekip karetek nie można zagwarantować bez dodatkowych środków i zwiększenia liczby etatów dla policjantów.



 

Lider romskiej partii Euroroma, Cwetelin Kynczew, zarzucił ministrowi stosowanie zasady odpowiedzialności zbiorowej, zarzucił pogotowiu celowe zaniedbywanie pracy w romskich dzielnicach i opóźnianie wyjazdów na wezwania Romów.

Według Ilii Ilijewa, lidera partii DROM, decyzja Moskowa jest „sprzeczna z konstytucją, dyskryminująca i sprzeczna z przysięgą Hipokratesa”. Ilijew wydał oświadczenie, w którym podkreślił, że Moskowowi chodzi o odwrócenie uwagi od opłakanego stanu systemu ochrony zdrowia w Bułgarii i wmówienie ludziom, że winę za to ponoszą Romowie.(pap)