Jak poinformowała w środę rzeczniczka chorzowskiej policji młodsza aspirant Justyna Dziedzic, w ostatnich dniach zakończyło się trwające blisko dwa lata śledztwo przeciw urzędnikom. Zostali oni oskarżeni o przekroczenie uprawnień i przywłaszczenie pieniędzy. Łącznie przedstawiono im 3126 zarzutów. W procesie obojgu może grozić kara do 10 lat więzienia.

Urzędnicy, 49-letni mężczyzna i 54-letnia kobieta, przywłaszczali sobie część pieniędzy wpłacanych za zezwolenia gotówką. Dotyczyło to przede wszystkim przypadków, gdy petent płacił maksymalną stawkę. Dostawał właściwe zezwolenie, ale wpłatę księgowano, jakby zapłacił niższą stawkę - za zezwolenie innego rodzaju. Różnicę pracownicy urzędu wpłacali na własne konta.


Aferę wykryli chorzowscy policjanci zwalczający przestępczość gospodarczą. Miejscowy magistrat w sierpniu 2011 r. skierował do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Pierwsze szacunki nieprawidłowości, oparte na analizie dokumentów tylko z dwóch lat, opiewały mniej więcej na 400 tys. zł. Według śledczych ostatecznie kwota ta przekroczyła 900 tys. zł.

Urzędnicy zostali zatrzymani we wrześniu; nie pracowali już wtedy w urzędzie. Trafili pod dozór policji, musieli też wpłacić poręczenia majątkowe. Pod kątem przyszłych kar policjanci zabezpieczyli ich mienie o wartości 880 tys. zł.

Niezależnie od postępowania prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową w Chorzowie tamtejszy urząd miasta już 2011 r. wystąpił na drodze cywilnej o zwrot brakujących środków. Samorządowcy zapowiedzieli też działania zmierzające do stworzenia bardziej skutecznych sposobów weryfikacji operacji księgowych.