Joanna Wnuk-Nazarowa zwraca uwagę, że usunięto zapis dotyczący umów o wspólnym prowadzeniu instytucji kultury. Gdyby ten przepis wszedł w życie, oznaczałoby to faktycznie, że z dniem 1 stycznia 2013 roku, na mocy tej ustawy, wszystkie zawarte do tej pory umowy o współprowadzeniu byłyby nieważne.
Tego na szczęście nie ma. Całe szczęście, bo to groziło utratą osobowości prawnej przez naszą instytucję. Jeśli którakolwiek z instytucji współprowadzonych daną placówkę się wycofuje, oznacza to w praktyce koniec tej placówki.
W ustawie został zapis obligujący pracownika artystycznego do uzyskiwania od swojego szefa zgody na podjęcie dodatkowego zatrudnienia, jeśli mogłoby ono kolidować z obowiązkami w pierwszym miejscu pracy.
Akurat nasza instytucja ma świetny regulamin wewnętrzny wypracowany ze związkami zawodowymi. Każdy pracownik przychodzący do pracy go podpisuje. Jest tam zakaz świadczenia usług konkurencji. Jeżeli nasz muzyk gra np. z Sinfonią Varsovią, orkiestrą Aukso czy jakąś inną, to musi poprosić o pozwolenie na te występy, ponieważ swoją grą wzbogaca inną orkiestrę.
Jeżeli jest dobry regulamin w danej instytucji, to ten przepis jest zbędny - dziwię się, że przy pomocy takiego dokumentu jak ustawa ktoś tę sprawę reguluje. To powinno być ustanawiane na podstawie regulaminu pracy.
W ustawie jest też mowa o kontraktach dyrektorskich. To jest dobra rzecz, świetna. Zawsze było głupio jakiejś sławie, która siedzi 20 lat jako dyrektor na umowie o czas nieokreślony, dać wypowiedzenie". (PAP)