We wrześniu ub.r. Komisja Europejska zaproponowała stały mechanizm wymiany informacji o międzyrządowych umowach w dziedzinie energii, także tych negocjowanych. Rządy musiałyby udostępniać KE ważniejsze negocjowane umowy. Na taki zapis nie zgodziły się kraje UE, a Zieloni i Socjaliści nie zaakceptowali przegłosowanego w czwartek kompromisu, który zakłada dobrowolne dzielenie się z KE informacjami o negocjowanych umowach i ewentualne zapraszanie jej do stołu negocjacyjnego.

Ostatecznie zapisy o nowym mechanizmie zostały przegłosowanie przy 240 głosach sprzeciwu. "Za" głosowało 369 europosłów.

"W głosowaniu przepadły poprawki Zielonych i Socjalistów, którzy chcieli uczestnictwa KE w negocjacjach, oraz by kraje naradzały się (z KE) przed negocjacjami" - poinformowały PAP służby prasowe Parlamentu Europejskiego.

Ostatecznie obowiązkowa wymiana informacji będzie dotyczyć ratyfikowanych już międzyrządowych umów na dostawy energii. Co więcej, kraje mogą zastrzec, że nie chcą dzielić się z innymi krajami UE całymi umowami, a tylko ich streszczeniem, jeśli uznają ich treść za poufną.

Kraje UE mogą natomiast, jeśli zechcą, poinformować KE o nowych umowach "przed lub w czasie" ich negocjacji. Wówczas Komisja - na prośbę kraju UE lub z własnej inicjatywy, ale za zgodą kraju - może zasiąść przy stole negocjacyjnym w roli obserwatora i doradcy. KE wzięła raz udział w negocjacjach: polskiej międzyrządowej umowy z Rosją na dostawy gazu w 2010 r. Zaowocowało to zmianą niektórych zapisów tej umowy, które wzbudziły wątpliwości KE.

Ponadto przegłosowane przez PE przepisy przewidują, że kraje UE, gdy mają wątpliwości co do zgodności zapisów negocjowanych umów z unijnym prawem, mogą przesłać KE tekst umowy przed zamknięciem rozmów z dostawcą. W takim przypadku, KE będzie mieć 4 tygodnie na wydanie opinii.

Mimo kontrowersji związanych z zarzucanym rozwodnieniem zapisów, chwalił je sprawozdawca PE. Zadowolenie z przyjęcia przepisów o wymianie informacji wyraził też komisarz UE ds. energii Guenther Oettinger, który wskazał jednak, że zapisy mogłyby być bardziej ambitne; zapowiedział też monitoring ich wdrażania przez kraje UE.

"UE jest bardzo zależna od importu energii. W sektorze gazowym import stanowi 60 proc. konsumpcji, a w ropie naftowej - 80 proc. W interesie europejskich konsumentów jest, by UE mówiła jednym głosem wobec zewnętrznych dostawców. Doprowadzi to do większej koordynacji wśród krajów UE i niższych cen dla konsumentów" - powiedział sprawozdawca PE, chadek Krisjanis Kariņs.

"Decyzja w sprawie międzyrządowych umów w dziedzinie energii jest pierwszym krokiem w kierunku zapewnienia przejrzystości, solidarności i spójności z zasadami rynku wewnętrznego. Będziemy monitorować skuteczność tej legislacji i nadal zachęcać do ambitniejszego podejścia w odpowiedzi na wyzwania UE i zgodnie z długofalowymi celami w dziedzinie polityki energetycznej" - oświadczył Oettinger.

O wspólne stanowisko UE wobec dostawców energii od czasu kryzysu gazowego z początku 2009 roku apelowała Polska. Dotąd kraje UE musiały informować KE jedynie o podpisanych umowach i tylko gazowych. Uchwalone w czwartek przepisy o wymianie informacji wchodzą w życie zaraz po opublikowaniu ich w oficjalnym dzienniku UE.

W ciągu trzech miesięcy od wejścia ich w życie, kraje UE muszą dostarczyć KE wszystkie swoje obowiązujące międzyrządowe umowy energetyczne z państwami trzecimi. Potem KE będzie miała 9 miesięcy na poinformowanie rządów, czy ma jakieś wątpliwości co do zgodności tych umów z prawem UE np. w dziedzinie konkurencyjności. 4 września KE uruchomiła dochodzenie wobec Gazpromu w związku z podejrzeniem, że łamał on te zapisy w swoich umowach z krajami Europy Środkowo-Wschodniej, w tym w umowie z Polską.

Z Brukseli Julita Żylińska (PAP)

jzi/ mki/ jra/