Znacznie mniej ambitne są ustalenia szczytu w sprawie tzw. unii politycznej, czego przejawem miał być m.in. stały budżet eurolandu. Nie zgodziły się na to Niemcy. Powstanie natomiast lansowany przez Berlin instrument finansowy eurolandu na doraźne wsparcie reform strukturalnych.

 

Przywódcy uzgodnili na zakończonym w piątek dwudniowym szczycie UE, że integracja eurolandu musi rozpocząć się od reformy struktury sektora bankowego w Europie. Chodzi o to, podkreślono we wnioskach ze szczytu, by przerwać "błędne koło" powiązań między zadłużeniem banków i długami państw, oraz by sprawić, by to nie podatnicy, ale same banki ponosiły koszty swych ryzykownych działań.

 

Po wielkim sukcesie, za jaki uznano porozumienie ws. wspólnego nadzoru bankowego ulokowanego w Europejskim Banku Centralnym, następnym etapem tej tzw. unii bankowej ma być wspólny system likwidacji banków (tzw. resolution mechanism). Chodzi o wspólny mechanizm restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji banków. Na fundusz naprawczy składałyby się banki, a nie podatnicy.

 

"Przedstawimy propozycję +resolution mechanism+ dla banków na pewno w 2013 r. i liczymy, że będzie zaaprobowana najszybciej jak to możliwe" - mówił szef Komisji Europejskiej Jose Barroso na zakończenie szczytu. Ani on ani przewodniczący Rady Europejskiej nie potrafili jednak odpowiedzieć na pytanie, skąd będą pochodzić środki finansowe, jako zabezpieczenie (tzw. backstop), gdyby w +resolution mechanism+ okazał się niewystarczający i konieczne byłoby finansowanie publiczne.

 

Wcześniej było niemal oczywiste, że w ostateczności banki mogłyby liczyć na wsparcie Europejskiego Mechanizmu Stabilności, czyli funduszu ratowania eurolandu. Ale, jak ujawnili dyplomaci, kanclerz Niemiec Angela Merkel nie zgodziła się na taki zapis. Niemcy są największym płatnikiem EMS i nie chcą zobowiązywać się, zwłaszcza przed jesiennymi wyborami, do nowych obciążeń finansowych.

 

Van Rompuy przyznał, że sprawa jest niejasna. "Musimy dalej pracować nad wdrożeniem naszych decyzji" - powiedział. Zwrócił uwagę, że "są różnice między tymi, co są w strefie euro i tymi, co nie są". Dylemat brzmi: jak umożliwić krajom spoza euro, które zdecydują się na wejście do unii bankowej, zabezpieczenie w postaci interwencji z ESM, skoro te kraje się na ten fundusz nie składają.

 

Politycy unijni podkreślają, że zarówno nadzór jak i system likwidacji banków są otwarte dla 10 państw spoza euro, ale to do nich należy decyzja, czy do nich przystąpić. Wielka Brytania z góry wykluczyła udział we wspólnym nadzorze, a Szwecja i Czechy zadeklarowały, że na razie nie wchodzi to w grę. Polska nie deklaruje się ostatecznie w tej sprawie. Premier Donald Tusk zapowiadał w Brukseli, że przeprowadzi konsultacje w kraju.

 

Jeśli chodzi o stały budżet eurolandu, którego powołanie proponował wcześniej Van Rompuy oraz Barroso, jako instrument łagodzenia asymetrycznych szoków kryzysowych w eurolandzie, to wnioski ze szczytu - ze względu na sprzeciw Niemiec - przemilczają ten temat.

 

Szefowie państw i rządów "27" zgodzili się natomiast na osobny instrument finansowy dla eurolandu w formie funduszy solidarnościowych zachęcających kraje do wzmacniających konkurencyjność reform strukturalnych. Mają się do tych reform zobowiązać w kontraktach zawartych z instytucjami UE.

 

To pomysł, który od kilku miesięcy lansuje Berlin, głównie z myślą o południowych krajach - jak Włochy i Hiszpania, jako alternatywa dla euroobligacji, czyli wspólnego zadłużania się państw euro. Van Rompuy i Barroso dostali mandat od przywódców, by do czerwca opracować szczegóły tego instrumentu.

 

Jak mówiła Merkel dziennikarzom, środki na fundusze solidarnościowe dla eurolandu mogą pochodzić np. z podatku od transakcji finansowych lub funduszy strukturalnych. Chodzi o około "10, 15, 20 mld euro". "Ale możemy o tym zdecydować dopiero po porozumieniu ws. wieloletniego budżetu UE" - zastrzegła. Szczyt w sprawie budżetu UE ma odbyć się w lutym.

 

Z Brukseli Inga Czerny (PAP)