Oznacza to, że uchwalanie ustawy się opóźni. Gdyby komisje spraw zagranicznych oraz sprawiedliwości i praw człowieka zaopiniowały w czwartek poprawki zgłoszone podczas drugiego czytania, w piątek mogłoby się odbyć głosowanie nad ustawą.
Czytaj: Rząd zgadza się na ratyfikację Konwencji ws. zwalczania przemocy wobec kobiet>>>

Jak powiedziała przewodnicząca komisji sprawiedliwości Stanisława Prządka (SLD), posiedzenie zostało odwołane ze względu na nieobecność wiceministra spraw zagranicznych Artura Nowaka-Fara, który pracuje przy ratyfikacji tej konwencji od początku. "Podjęliśmy decyzję z przewodniczącym komisji spraw zagranicznych, że bez ministra nie będziemy pracować. Wprawdzie do zaopiniowania są tylko dwie poprawki, prawie tożsame, ale pan minister powinien być obecny, ponieważ może być dyskusja, mogą być do niego pytania i powinien w tym procesie legislacyjnym uczestniczyć do końca" - podkreśliła Prządka.

Wyraziła nadzieję, że w najbliższych dniach uda się wyznaczyć termin posiedzenia, na którym dojdzie do rozpatrzenia poprawek, i wówczas możliwe będzie głosowanie nad projektem.

Szef komisji spraw zagranicznych Robert Tyszkiewicz (PO) powiedział, że komisje zamierzają zająć się poprawkami do projektu na najbliższym posiedzeniu Sejmu.
Czytaj: PO, TR i SLD za, PSL i PiS przeciwko ratyfikacji konwencji o przemocy>>>

Tymczasem źródła zbliżone do kierownictwa Platformy powiedziały, że w partii "nie ma ciśnienia" na to, aby jak najszybciej głosować nad konwencją, a wręcz są głosy, iż tego tematu nie powinno się "eksploatować" w kampanii samorządowej. PAP dowiedziała się, że PSL porozumiał się PO, żeby tę sprawę na razie odłożyć. "Wybory samorządowe to nie jest dobry moment, aby rozmawiać o tej sprawie, jestem przeciwny eksploatowaniu tej sprawy. To nie jest kampania o ideologii, tylko +o chodnikach+ czy o funduszach unijnych" - powiedział polityk Platformy.

Także politycy PSL mówią, że kampania wyborcza to nie jest najlepszy okres, żeby dyskutować na tematy budzące tak duże emocje. "To nie jest dobry czas, żeby fundować Polakom kolejny spór o sprawy światopoglądowe, żeby radykalna lewica konfrontowała się w radykalną prawicą. To jest czas, żeby rozmawiać o realnych problemach, które istnieją w samorządzie, w Polsce lokalnej, a nie o sprawach ideologicznych. Dzisiaj na rękę wszystkim formacjom politycznym, które rzeczowo i merytorycznie myślą o wyborach samorządowych jest to, żeby tego rodzaju sprawę odłożyć na czas po wyborach" - powiedział PAP rzecznik PSL Krzysztof Kosiński.

Jarosław Górczyński z komisji spraw zagranicznych dodał, że PSL stoi niezmiennie na stanowisku, że dzisiaj nie ma potrzeby wprowadzania konwencji, ponieważ kobieta w polskim społeczeństwie i w naszej tradycji "od wieków zajmuje godne miejsce".

"Nie musimy mieć tutaj narzucanych uregulowań unijnych, bo polska konstytucja zabezpiecza równe prawa mężczyzn i kobiet. Jesteśmy przeciwko przemocy wobec kobiet, ale musimy pewne kwestie rozgraniczyć. W tej konwencji tak trochę tylnymi drzwiami jest wprowadzany zapis o równości mężczyzn i kobiet pod kątem np. roli, jaką zajmują w danym momencie w społeczeństwie. To jest zapis budzący wiele kontrowersji. Myślę, że jeszcze jest czas na duża poważną dyskusję i jeszcze w tym momencie nie nadszedł ten czas. Nie uważamy, żeby pośpiech był w tym momencie wskazanym, trzeba poznać argumenty różnych stron" - powiedział.

Polska podpisała Konwencję Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej w grudniu 2012 r. W kwietniu br. Rada Ministrów podjęła uchwałę ws. przedłożenia jej do ratyfikacji i przyjęła projekt odpowiedniej ustawy. Podczas drugiego czytania w Sejmie, które miało miejsce 25 września, zgłoszono poprawki, co spowodowało, że projekt został ponownie skierowany do komisji.

Konwencja budzi wiele kontrowersji. O jej ratyfikowanie od dawna apelują organizacje kobiece, broniące praw człowieka oraz pomagające ofiarom przemocy. Konwencję krytykuje natomiast m.in. prezydium Episkopatu Polski oraz organizacje prawicowe. Kościół jest przeciwny przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, to nie może zaakceptować redefiniowania pojęcia płci, małżeństwa, rodziny - co zdaniem hierarchów zakłada konwencja. Biskupi nie zgadzają się również, aby w zapisach były sformułowania, że m.in. religia jest źródłem przemocy wobec kobiet. Hierarchowie obawiają się, że konwencja wprowadzi "ideologię gender".

Konwencja ma chronić kobiety przed wszelkimi formami przemocy oraz dyskryminacji; oparta jest na idei, że istnieje związek przemocy z nierównym traktowaniem, a walka ze stereotypami i dyskryminacją sprawiają, że przeciwdziałanie przemocy jest skuteczniejsze. (PAP)