Ustawa hazardowa, która m.in. zakazuje reklamowania gier hazardowych w tym zakładów bukmacherskich, weszła w życie 1 stycznia 2010 r., na dwa tygodnie przed rozgrywanymi w Zakopanem zawodami sportowymi na Wielkiej Krokwi.

Dotychczas proces nie mógł ruszyć przez dwa lata, bo sąd musiał ustalić, czy ustawa jest zgodna z prawem unijnym. W tej sprawie zakopiański sąd zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu z tzw. pytaniem prejudycjalnym. W środę sąd powiedział, że rozważy zwrócenie się do Trybunału Sprawiedliwości UE z kolejnym pytaniem prawnym, ponieważ uzyskana odpowiedź nie jest jednoznaczna.

Na ławie oskarżonych zasiada przedstawiciel firmy, która zleciła i wprowadziła reklamę, Wojciech Z., oraz prezes Tatrzańskiego Związku Narciarskiego Andrzej K. Reklama jednej z firm bukmacherskich znalazła się m.in. na bandach okalających stadion Wielkiej Krokwi, numerach startowych zawodników, biletach wstępu, programach i afiszach.

W środę podczas kolejnej rozprawy przed Sądem Rejonowym w Zakopanem wyjaśnienia składał oskarżony Wojciech Z. „W mojej ocenie ta ustawa (hazardowa) przyniosła Polsce jedynie straty, bo spowodowała utratę praw do organizacji różnych zawodów sportowych i do czerpania korzyści finansowych przez kluby sportowe” – powiedział przed sądem Z.

Zdaniem oskarżonego wycofanie się z zawartych umów na umieszczenie reklam lub niedotrzymanie ich warunków byłoby bardzo trudne. Zaznaczył, że umowy ze sponsorami to umowy skomplikowane, opiewające na wiele lat i poprzedzone długimi pertraktacjami. Umowy sponsorskie, w tym prawa do emisji reklam podczas zawodów PŚ w Zakopanem, były zawarte już w 2007 r.

„Wycofanie się z umowy dla Polski oznaczałoby utratę prestiżu na arenie międzynarodowej, wizerunku i praw do organizacji Pucharu Świata w skokach narciarskich, a dla organizatora, to jest Tatrzańskiego Związku Narciarskiego (TZN), olbrzymie straty materialne” - mówił Wojciech Z. Oskarżony powoływał się na opinię konstytucjonalistów, z której miało wynikać, że ustawa hazardowa nie jest kompletna i nie może być stosowana w Polsce, bo nie była poddana procedurze notyfikacyjnej.

Z. powiedział przed sądem, że jeszcze przed PŚ sporządził i opublikował w prasie notatkę, w której informował o niekompletności ustawy. Skierował też zapytanie do Ministerstwa Finansów, czy umieszczenie reklamy firmy bukmacherskiej będzie złamaniem ustawy. „W piśmie zwrotnym minister finansów zaznaczył, że nie jest organem kompetentnym dla oceny, czy ustawa ta odnosi się do takich firm jak bet-et-home (zajmujących się hazardem i zakładami bukmacherskimi - PAP)” - zeznał.

Oskarżony przyznał, że był przekonany, że ustawa hazardowa nie dotyczy emitowania reklam i nie chciał wycofywać się z warunków umowy. Zeznał, że o treści reklam poinformował ówczesnego dyrektora PŚ w Zakopanem, nieżyjącego już Lecha Nadarkiewicza. Zaznaczył, że firma bet-et-home jest sponsorem wielu rozgrywek sportowych, w tym PŚ w skokach narciarskich rozgrywanych w innych krajach na całym świecie. „Reklamy bet-et-home oglądają za pośrednictwem telewizji i internetu widzowie na całym świecie, również w Polsce, ale u nas taka reklama jest niedozwolona, tym samym pozbawiliśmy się źródła finansowania zawodów” – powiedział Z.

„Przyznaję się do czynu, ale nie przyznaję się do winy” – zakończył Z.

Dotychczas proces nie mógł ruszyć, bo sąd musiał ustalić, czy ustawa o grach hazardowych jest zgodna z prawem unijnym. W tej sprawie zakopiański sąd zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu z tzw. pytaniem prejudycjalnym. Wniosek o zawieszenie postępowania karnego i opinię w kwestii spójności przepisów krajowych z unijnymi został przedłożony sądowi rejonowemu 1 czerwca 2011 r. przez jednego z obrońców oskarżonych, który wskazał, że tzw. ustawa hazardowa nie była notyfikowana w Komisji Europejskiej, a jego zdaniem powinna być.

Za złamanie ustawy o grach hazardowych grozi wysoka grzywna, w tym przypadku nawet do 3 mln zł.