Premier powiedział też, że nie ma powodów, by źle oceniać ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza.
"Lekarze, którzy będą zachowywali się niegodnie, którzy będą utrudniali pacjentom życie, będą podlegali konsekwencjom. Pracujemy nad takimi konsekwencjami. Stanowisko OZZL i Porozumienia Zielonogórskiego jest dla mnie nie do zaakceptowania. Lekarze, jeśli chcą korzystać z pieniędzy publicznych, muszą pracować tak, żeby pacjent na tym nie stracił" - podkreślił Tusk.
Odnosząc się do kontrowersji wokół nowej listy leków refundowanych, premier zaznaczył: "To jest nie do uniknięcia, że ktoś to odczuje boleśnie, ponieważ będzie musiał płacić trochę więcej pieniędzy za leki. Tutaj trzeba zawsze znaleźć ten złoty środek".
"Chcemy z jednej strony jak największą grupę leków refundować, aby coraz więcej ludzi mogło korzystać z tej pomocy państwa, ale to oznacza, że często niektóre inne leki będą mniej refundowane. Dla nas było rzeczą najważniejszą, żeby te miliardy złotych, które idą na refundację leków, żeby służyły w jak największym stopniu pacjentom, a w trochę mniejszym stopniu koncernom farmaceutycznym czy aptekom" - powiedział premier.
Zdaniem Tuska zamieszanie związane z nową listą leków refundowanych "ma być środkiem nacisku na rząd, aby tak zmienić listę refundacyjną, by koncerny farmaceutyczne mogły nadal zarabiać bez żadnych limitów". "Bo przecież istota zmian, jeżeli chodzi o ustawę refundacyjną, jest taka, żeby pośrednicy i producenci mieli mniej zarabiać i dzięki temu pacjent ma dostać do dyspozycji więcej leków refundowanych" - powiedział premier.
Tusk pytany, w jakim stopniu za sytuację z nową listą leków odpowiedzialny jest minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, odparł: "99 proc. tego zamieszania to nie jest minister Arłukowicz. To są ci, którzy poprzez wywoływanie takiej paniki, czy niepokoju ludzi chcą wpłynąć na zmiany na liście refundacyjnej. (...) Nie mam żadnego powodu, aby źle oceniać ministra Arłukowicza".
Szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Krzysztof Bukiel, odnosząc się do słów premiera, powiedział w sobotę PAP, że jego zdaniem szef rządu w ogóle nie zapoznał się ze stanowiskiem lekarzy i "wyrobił sobie fałszywe wyobrażenie o tym, czego się domagają". Według Bukiela, premier ignoruje postulaty lekarzy i nie jest zainteresowany rozwiązaniem problemu przepisów dot. wypisywania recept na leki refundowane.
Bukiel zapewnił, że medycy nie zamierzają "zachowywać się niegodnie". "My nie chcemy utrudniać życia pacjentom, ale je ułatwić poprzez to, że będziemy poświęcali więcej czasu na ich leczenia, a nie na biurokrację, którą narzuca nam państwo, a jednocześnie nie daje odpowiednich narzędzi. Nie jesteśmy żadnym elementem wywrotowym. Kolejny raz apeluję do premiera, by się z nami spotkał i zapoznał z naszymi postulatami" - dodał.
"Grożąc lekarzom premier chce zatuszować bubel prawny stworzony przez byłą minister zdrowia Ewę Kopacz" - ocenił z kolei prezes Porozumienia Zielonogórskiego Jacek Krajewski. Także według niego Tusk nie zapoznał się ze stanowiskiem lekarzy; Krajewski podkreślił, że premier od roku nie zareagował na zaproszenie do spotkania z PZ.
W wydanym w sobotę komunikacie Porozumienie oceniło, że "autoreklama ministra Arłukowicza, podkreślającego swoje heroiczne boje z koncernami farmaceutycznymi i szermującego obniżkami cen leków, ma służyć zatuszowaniu nieudolności twórców ustawy, której realizacja od dawna budzi wątpliwości".
W piątek Bukiel ogłosił, że co najmniej kilkanaście tysięcy lekarzy, m.in. z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy i Porozumienia Zielonogórskiego, nie będzie od nowego roku określało na receptach poziomów odpłatności za lek.
Lekarze protestują przeciwko przepisom ustawy refundacyjnej (która wchodzi w życie w niedzielę) przewidującym, że lekarze błędnie wypisujący recepty będą zobowiązani do zwrotu kwoty nienależnej refundacji wraz z odsetkami. Ma być tak w przypadku wypisania recepty np. nieuzasadnionej względami medycznymi lub niezgodnej z listą leków refundowanych. Lekarz będzie też ponosił odpowiedzialność finansową w przypadku, gdy na recepcie wpisze niewłaściwy poziom refundacji leku.
Sprzeciwiają się także rozporządzeniu Ministerstwa Zdrowia określającemu sposób i tryb wystawiania recept i oraz nakładającemu na lekarzy obowiązek określania na recepcie poziomów odpłatności leków: B - bezpłatne, R - ryczałt, 30 proc., 50 proc., 100 proc. Lekarze sprzeciwiają się też wymogowi wpisywania na recepcie kodów uprawnień pacjenta do refundacji leków.
Nowa lista leków refundowanych wchodzi w życie w niedzielę. Medykamenty po raz pierwszy będą miały stałe ceny i marże. Według ekspertów zmiany w terapii mają dotyczyć setek tysięcy pacjentów. Firmy farmaceutyczne nie będą mogły udzielać rabatów, a apteki wprowadzać promocji. Zakaz ten nie dotyczy leków, które nie są finansowane przez państwo. Medykamenty refundowane będą sprzedawane tylko w aptekach, które podpisały umowę z NFZ.
Ministerstwo Zdrowia opublikowało listę refundacyjną 23 grudnia. Wywołała ona wiele kontrowersji, w piątek resort skorygował ją - dopisano m.in. leki stosowane po przeszczepach, w leczeniu astmy oskrzelowej dzieci, paski do glukometrów. Zgodnie z ustawą refundacyjną, ma ona być aktualizowana co dwa miesiące.
Eksperci informują, że na nowej liście zabrakło ponad 800 leków, które do tej pory były refundowane. Podkreślają, że za niektóre leki, np. ważne produkty stosowane w onkologii, pomimo kolejnych zmian na liście refundacyjnej, pacjenci nadal zapłacą więcej niż w 2011 r. (PAP)