Czytaj także: Sejm przyspiesza z projektem ws. praw konsumenta>>>

Pierwsza to implementacja dyrektywy UE o sprzedaży na odległość i poza lokalem przedsiębiorstwa. Druga część to uchylenie ustawy o sprzedaży konsumenckiej - te przepisy wracają do Kodeksu cywilnego.

O ile chodzi o tę pierwszą część, to jej rozwiązania są korzystniejsze dla konsumenta niż dotychczasowe. Przede wszystkim z 10 do 14 dni wydłuża się okres na odstąpienie od umowy. Zostało sprecyzowane, że przedsiębiorca w przypadku odstąpienia odpowiada za wszystkie koszty związane z zakupem, czyli np. koszt kuriera w przypadku zakupów przez internet.

Bardzo wyraźnie unormowano też kwestię informacji, których udziela się klientowi przy okazji zakupu. Przedsiębiorcy trochę narzekają, że zakres tych informacji jest zbyt szeroki.

Jednak my stoimy na stanowisku, że ci konsumenci, którzy nie będą chcieli czytać żadnych informacji - nie przeczytają ani trzech, ani trzydziestu zdań. Natomiast jeśli ktoś będzie rzeczywiście chciał się dowiedzieć, jakie są jego uprawnienia, właściwości towaru, to powinien mieć taką możliwość. Bowiem niezależnie od tego czy chodzi o produkt czy usługę, racjonalny wybór konsumenta musi być oparty na rzetelnej informacji. Konsument ma prawo dokładnie wiedzieć, co kupuje.

Pozytywnie postrzegamy też to, że polski ustawodawca obniżył - w stosunku do dyrektywy UE - minimalną kwotę, od której będą obowiązywały przepisy ustawy - do 50 zł. Dyrektywa określa ten pułap na poziomie 50 euro. To na polskie warunki dużo. Zbyt dużo, by można było uznać, że są to zwykłe, codzienne transakcje. Ponadto biorąc pod uwagę siłę nabywczą polskich konsumentów, 50 zł idealnie odzwierciedla ten sam poziom, który dla Niemca czy Francuza stanowi 50 euro.

Co do drugiej części ustawy - czyli uchylenia przepisów o sprzedaży konsumenckiej - oznacza ona powrót do starych, dobrych, sprawdzonych rozwiązań.

Jest to dla konsumentów korzystne. Dotychczas bowiem kupujący, który jest przedsiębiorcą ma więcej praw niż konsument. Gdy konsument oddaje towar do reklamacji, to przedsiębiorca może odmówić zwrotu pieniędzy i zaoferować naprawę lub wymianę. Natomiast w przypadku przedsiębiorcy, po jednokrotnej nieudanej naprawie lub wymianie - kupujący może towar zwrócić i żądać oddania pieniędzy.

Wracamy do dobrych rozwiązań - oddając towar do ponownej reklamacji, konsument będzie miał prawo do tego, by odzyskać pieniądze. Jest to bardzo pozytywny sygnał.

Co do projektu o upadłości konsumenckiej, to nowe regulacje wydają się niezbędne, gdyż obecne prawo jest fikcyjne. Statystki odnoszące się do tego, ile upadłości konsumenckich ogłoszono, są dramatycznie złe.

Zdaniem Federacji już uchwalając obecnie obowiązujące prawo, w tym zakresie popełniono kilka podstawowych błędów, które sprawiły, że ono nigdy nie zaistniało w praktyce.

Pierwsza podstawowa wada to bardzo wysokie koszty postępowania upadłościowego. Zazwyczaj były to kwoty rzędu kilkunastu tysięcy złotych, z oczywistych względów niedostępne dla ludzi pogrążonych w tarapatach finansowych. Druga rzecz to to absolutny brak symetrii w zasadach upadłości w stosunku do przedsiębiorców i konsumentów.

W przypadku zwykłej procedury upadłościowej dla przedsiębiorców, w momencie zakończenia postępowania upadłościowego przedsiębiorcę wykreśla się z rejestru; w jakiejś części zaspokajani są wierzyciele i historia się kończy.

Natomiast w przypadku upadłości konsumenckiej - konsument już po ogłoszeniu upadłości przez x lat musi jeszcze spłacać należności. Więc nie jest skory do tego, żeby oddać cały majątek, włącznie z mieszkaniem, a potem jeszcze zostać z długami i koniecznością spłat. Tak naprawdę ogłoszenie upadłości w niczym nie poprawia jego sytuacji.

Zawsze powtarzamy, że nie bronimy nieuczciwych dłużników. Tylko że nie można z góry zakładać, że każdy kto nie spłaca swoich zobowiązań, jest nieuczciwy, ponieważ życie jest bardzo bogate i zdarza się, że nawet najuczciwszy człowiek nie może podołać swoim zobowiązaniom.

Od nowej ustawy o upadłości konsumenckiej oczekiwalibyśmy zatem: znaczącego uproszczenia procedury zgłaszania wniosku o upadłość; zmniejszenia kosztów postępowania oraz tego, że znajdą się w nim przepisy, które będą w minimalnym przynajmniej stopniu odzwierciedlać nieodpowiedzialne zachowania kredytodawców.

W sytuacji gdy dłużnik dostał kredyty od ośmiu czy dziesięciu banków - i od czwartego do dziesiątego były one udzielane w sytuacji, gdy był kompletnie niewypłacalny - to oczekiwalibyśmy, że takie banki wezmą na siebie część odpowiedzialności. Czyli dostaną z powrotem tylko część roszczenia.

Te postulaty to odpowiedź na sytuację - nie byłyby potrzebne, gdyby ludzie nie byli nadmiernie zadłużeni. A nie biorą przecież tych pieniędzy z księżyca czy od krasnoludków, tylko ktoś im te kredyty daje - w sposób nieco nierozsądny.

W sprawie ustawy liczymy na dialog ze wszystkimi stronami. Każdy powinien się uderzyć w piersi. Konsumenci za to, że biorą kredyty, nie zastanawiając się, jak je spłacą. Ale z drugiej strony sektor finansowy też nie jest bez winy". (PAP)

W ustawie wyodrębniamy dwie części. Pierwsza to implementacja dyrektywy UE o sprzedaży na odległość i poza lokalem przedsiębiorstwa. Druga część to uchylenie ustawy o sprzedaży konsumenckiej - te przepisy wracają do Kodeksu cywilnego.

O ile chodzi o tę pierwszą część, to jej rozwiązania są korzystniejsze dla konsumenta niż dotychczasowe. Przede wszystkim z 10 do 14 dni wydłuża się okres na odstąpienie od umowy. Zostało sprecyzowane, że przedsiębiorca w przypadku odstąpienia odpowiada za wszystkie koszty związane z zakupem, czyli np. koszt kuriera w przypadku zakupów przez internet.

Bardzo wyraźnie unormowano też kwestię informacji, których udziela się klientowi przy okazji zakupu. Przedsiębiorcy trochę narzekają, że zakres tych informacji jest zbyt szeroki.

Jednak my stoimy na stanowisku, że ci konsumenci, którzy nie będą chcieli czytać żadnych informacji - nie przeczytają ani trzech, ani trzydziestu zdań. Natomiast jeśli ktoś będzie rzeczywiście chciał się dowiedzieć, jakie są jego uprawnienia, właściwości towaru, to powinien mieć taką możliwość. Bowiem niezależnie od tego czy chodzi o produkt czy usługę, racjonalny wybór konsumenta musi być oparty na rzetelnej informacji. Konsument ma prawo dokładnie wiedzieć, co kupuje.

Pozytywnie postrzegamy też to, że polski ustawodawca obniżył - w stosunku do dyrektywy UE - minimalną kwotę, od której będą obowiązywały przepisy ustawy - do 50 zł. Dyrektywa określa ten pułap na poziomie 50 euro. To na polskie warunki dużo. Zbyt dużo, by można było uznać, że są to zwykłe, codzienne transakcje. Ponadto biorąc pod uwagę siłę nabywczą polskich konsumentów, 50 zł idealnie odzwierciedla ten sam poziom, który dla Niemca czy Francuza stanowi 50 euro.

Co do drugiej części ustawy - czyli uchylenia przepisów o sprzedaży konsumenckiej - oznacza ona powrót do starych, dobrych, sprawdzonych rozwiązań.

Jest to dla konsumentów korzystne. Dotychczas bowiem kupujący, który jest przedsiębiorcą ma więcej praw niż konsument. Gdy konsument oddaje towar do reklamacji, to przedsiębiorca może odmówić zwrotu pieniędzy i zaoferować naprawę lub wymianę. Natomiast w przypadku przedsiębiorcy, po jednokrotnej nieudanej naprawie lub wymianie - kupujący może towar zwrócić i żądać oddania pieniędzy.

Wracamy do dobrych rozwiązań - oddając towar do ponownej reklamacji, konsument będzie miał prawo do tego, by odzyskać pieniądze. Jest to bardzo pozytywny sygnał.

Co do projektu o upadłości konsumenckiej, to nowe regulacje wydają się niezbędne, gdyż obecne prawo jest fikcyjne. Statystki odnoszące się do tego, ile upadłości konsumenckich ogłoszono, są dramatycznie złe.

Zdaniem Federacji już uchwalając obecnie obowiązujące prawo, w tym zakresie popełniono kilka podstawowych błędów, które sprawiły, że ono nigdy nie zaistniało w praktyce.

Pierwsza podstawowa wada to bardzo wysokie koszty postępowania upadłościowego. Zazwyczaj były to kwoty rzędu kilkunastu tysięcy złotych, z oczywistych względów niedostępne dla ludzi pogrążonych w tarapatach finansowych. Druga rzecz to to absolutny brak symetrii w zasadach upadłości w stosunku do przedsiębiorców i konsumentów.

W przypadku zwykłej procedury upadłościowej dla przedsiębiorców, w momencie zakończenia postępowania upadłościowego przedsiębiorcę wykreśla się z rejestru; w jakiejś części zaspokajani są wierzyciele i historia się kończy.

Natomiast w przypadku upadłości konsumenckiej - konsument już po ogłoszeniu upadłości przez x lat musi jeszcze spłacać należności. Więc nie jest skory do tego, żeby oddać cały majątek, włącznie z mieszkaniem, a potem jeszcze zostać z długami i koniecznością spłat. Tak naprawdę ogłoszenie upadłości w niczym nie poprawia jego sytuacji.

Zawsze powtarzamy, że nie bronimy nieuczciwych dłużników. Tylko że nie można z góry zakładać, że każdy kto nie spłaca swoich zobowiązań, jest nieuczciwy, ponieważ życie jest bardzo bogate i zdarza się, że nawet najuczciwszy człowiek nie może podołać swoim zobowiązaniom.

Od nowej ustawy o upadłości konsumenckiej oczekiwalibyśmy zatem: znaczącego uproszczenia procedury zgłaszania wniosku o upadłość; zmniejszenia kosztów postępowania oraz tego, że znajdą się w nim przepisy, które będą w minimalnym przynajmniej stopniu odzwierciedlać nieodpowiedzialne zachowania kredytodawców.

W sytuacji gdy dłużnik dostał kredyty od ośmiu czy dziesięciu banków - i od czwartego do dziesiątego były one udzielane w sytuacji, gdy był kompletnie niewypłacalny - to oczekiwalibyśmy, że takie banki wezmą na siebie część odpowiedzialności. Czyli dostaną z powrotem tylko część roszczenia.

Te postulaty to odpowiedź na sytuację - nie byłyby potrzebne, gdyby ludzie nie byli nadmiernie zadłużeni. A nie biorą przecież tych pieniędzy z księżyca czy od krasnoludków, tylko ktoś im te kredyty daje - w sposób nieco nierozsądny.

W sprawie ustawy liczymy na dialog ze wszystkimi stronami. Każdy powinien się uderzyć w piersi. Konsumenci za to, że biorą kredyty, nie zastanawiając się, jak je spłacą. Ale z drugiej strony sektor finansowy też nie jest bez winy". (PAP)