Według niego polskie władze powinny poinformować Brukselę, co zrobiły albo co zamierzają zrobić, by w pełni wdrożyć unijną dyrektywę. Jeśli w wyznaczonym terminie nie nadejdzie zadowalająca odpowiedź, KE może pozwać Polskę przed Europejski Trybunał Sprawiedliwości.

Chodzi o tę część unijnych przepisów, które mówią o jakości i bezpieczeństwie oddawania, pobierania, testowania, przetwarzania, konserwowania, przechowywania oraz dystrybucji komórek rozrodczych, tkanek embrionalnych i tkanek płodu.

Według KE do tej pory Polska nie przyjęła odpowiednich regulacji dotyczących właśnie tych trzech kategorii komórek. Opóźnienie we wdrażaniu dyrektywy jest konsekwencją toczącego się w Polsce sporu o zapłodnienie metodą in vitro i jego refundację z budżetu państwa.

Komentując decyzję Brukseli o wszczęciu procedury przeciwko Polsce poniedziałkowa "Gazeta Wyborcza" napisała, że Komisja Europejska "traci cierpliwość do polskiego sporu o in vitro". Według dziennika "od 20 lat zapłodnienie in vitro odbywa się w Polsce poza prawem".

Rzecznik KE nie chciał w poniedziałek komentować takiej interpretacji. "Mamy unijną dyrektywę i wywieramy presję, aby została ona wdrożona" - powiedział jedynie.

O wszczęciu procedury KE informowała już w zeszły czwartek. Podkreśliła w krótkim komunikacie, że w unijnym prawie ustanowiono przepisy o jakości i bezpieczeństwie tkanek i komórek - takich jak szpik kostny, ścięgna, komórki jajowe i rogówka - bo ich przeszczepianie może się wiązać z ryzykiem przenoszenia chorób. Zastosowanie tych tkanek i komórek "może natomiast być regulowane prawodawstwem krajowym".

Na jesieni ubiegłego roku polski rząd przedstawił nowe rozwiązanie w sprawie in vitro. Procedura ma być finansowana w ramach programu zdrowotnego; refundacja będzie dostępna dla par, które udokumentują, że od roku bezskutecznie starają się o dziecko. Program ma się rozpocząć w lipcu 2013 roku i objąć 15 tys. par. Rozpisany jest na trzy lata z możliwością przedłużania; jego dalsze losy będą zależały od zapisów ustawy, która miałaby powstać w ciągu pierwszych trzech lat działania programu. Ma ona rozstrzygnąć m.in., czy dozwolone będzie mrożenie lub niszczenie zarodków, a także kto będzie mógł korzystać z tej procedury.