Endy Gęsina-Torres (zgadza się na podawanie danych i prezentowanie wizerunku) dostał się do strzeżonego ośrodka dla cudzoziemców w Białymstoku w styczniu tego roku. Dał się zatrzymać przez policję, wykorzystał swoje kubańskie pochodzenie, podał fałszywe dane personalne i historię swego rzekomego przekroczenia granicy z Białorusią. Decyzją sądu, umieszczony został w ośrodku, gdzie ukrytą kamerą nagrał materiał do programu TVP.

Oskarżony dziennikarz przyznaje się do zarzutów. Ale jak mówił w poniedziałek przed sądem, w jego ocenie, wszystkie działania, jakie podjął, nie mają jednak żadnej szkodliwości społecznej, a jedynym celem prowokacji było dostanie się do strzeżonego ośrodka dla cudzoziemców, by poznać panujące w nim warunki. W tym czasie bowiem, w prasowych publikacjach pojawiały się informacje dotyczące trudnych warunków w takich ośrodkach w Polsce.

"Interes społeczny wymagał, by przedstawić to, co dzieje się w ośrodku. A innej możliwości dla dziennikarza, by się dostać się do środka i przedstawić rzeczywisty stan, nie było" - mówił przed sądem.

Jeszcze w poniedziałek sąd ma rozpocząć przesłuchania świadków. Proces jest obserwowany m.in. przez Helsińską Fundację Praw Człowieka.