"Polska Izba Książki pozytywnie ocenia działania rządu dążące do zapewnienia uczniom dostępu do bezpłatnych podręczników i materiałów edukacyjnych. Dotacje na podręczniki i ćwiczenia, wprowadzenie wieloletniości podręczników dla starszych klas zaproponowane w nowelizacji ustawy oświatowej to rozwiązania, które środowisko wydawnicze popiera. Niestety, celem niektórych rządowych propozycji jest wyłącznie ograniczenie działalności branży wydawniczej, a nie troska o zapewnienie wysokiej jakości edukacji. Ich wdrożenie sprzeczne będzie z zasadami nowoczesnej pedagogiki, może też doprowadzić do edukacyjnych absurdów, czego przykładem jest np. ustalenie dotacji na zakup ćwiczeń do jednego przedmiotu w gimnazjum na poziomie ok. 2 zł rocznie" - mówił Matuszewski.
Jego zdaniem zaproponowany przez MEN kilkumiesięczny okres przygotowania rządowego podręcznika do klas pierwszych musi się odbić na jego jakości. Wydawcy szacują, że cykl przygotowania książki spełniającej oczekiwania nauczycieli i uczniów to co najmniej półtora roku pracy. Wydawców niepokoi też fakt, że przy projektowaniu rządowego podręcznika nie ma mowy o osadzeniu go w kontekście trzyletniego cyklu nauczania, co jest standardową procedurą w przyjętym dotychczas trybie pracy nad książką edukacyjną.
Wydawca komercyjny, aby uzyskać prawo do nazywania książki podręcznikiem, musi przejść skomplikowaną procedurę weryfikacyjną książki z udziałem kilku niezależnych ekspertów. "Podręcznik rządowy zostanie uznany za książkę dydaktyczną niejako z mocy prawa, bez możliwości jego oceny przez rzeczoznawców. Dotąd nie wiemy nawet, kto jest w składzie zespołu, który te książkę przygotowuje, a przecież mamy już połowę marca..." - mówił Matuszewski.
Wątpliwości wydawców budzi też przedstawiony przez rząd kosztorys kwot dotacji celowych na podręczniki i ćwiczenia do kolejnych etapów nauki. Zdaniem Matuszewskiego przewidziane w nowelizacji ustawy o oświacie i systemie informacji oświatowej wysokości dotacji w praktyce uniemożliwią korzystanie z zeszytów ćwiczeń i innych materiałów jednorazowego użytku. Przykładowo: w gimnazjum roczna dotacja na ćwiczenia do 13 przedmiotów wyniesie 25 zł na ucznia, czyli prawie 2 zł. na jeden przedmiot. "Przyjęcie takiego rozwiązania grozi gwałtownym załamaniem jakości nauczania w polskich szkołach" - mówił Matuszewski.@page_break@PIK uważa, że wprowadzenie zasady wieloletniego użytkowania podręczników na II i III etapie edukacji jest dobrym pomysłem, szeroko już zresztą w polskich szkołach stosowanym. Jednak na wczesnym etapie edukacji, a zwłaszcza w klasie pierwszej szkoły podstawowej nowa, kolorowa książka, po której można pisać jest dla dziecka wielką atrakcją, elementem budowania pozytywnej relacji ze szkołą. Zdaniem wydawców pozbawianie pierwszaków tej radości jest wielkim błędem edukacyjnym.
"Grozi nam rozwarstwienie społeczne na tle jakości podręczników. Powszechna opinia jest taka, że bezpłatne znaczy - marne. W związku z tym troskliwi rodzice będą szukać szkół, w których dzieci będą mogły się uczyć z dobrych podręczników. Efekt może być taki, jak w Grecji, gdzie także jest jeden, oficjalny, rządowy podręcznik. Tylko że rodzice, niezadowoleni z jakości edukacji, powołali system szkół popołudniowych, w których nauczanie jest prowadzone za pieniądze i z podręcznikami kupionymi na komercyjnym rynku. Może się okazać że wprowadzenie darmowego podręcznika zaowocuje ostrym podziałem, na dzieci, których rodziców stać na dodatkową naukę i komercyjne podręczniki oraz te, których rodzice zadowalają się podręcznikiem darmowym. Tego MEN nie bierze chyba pod uwagę. Może jest jeszcze czas, aby to rozważyć" - mówił Matuszewski.
Na konferencji przedstawiono tez rozwiązania przyjęte w innych europejskich krajach. W większości z nich sprawdził się system, w którym za podręczniki płaci rząd centralny lub lokalny, ale ich przygotowaniem zajmują się profesjonalne wydawnictwa. Wyboru książek, które w danym roku zakupią dla uczniów władze zajmują się najczęściej nauczyciele. (PAP)

Polecamy: PiS: MEN musi określić wymogi, jakie będzie spełniał rządowy podręcznik