"Wprowadzaniu reformy towarzyszyły kłamstwa, nieprawdy, powtarzane do tej pory; towarzyszył chaos, zamęt, a jednocześnie wprowadzenie wszystkich w błąd. Ale nie jest tak, że kłamstwo sto razy powtórzone stanie się prawdą" - powiedział Broniarz, który przez ponad godzinę prezentował obywatelski wniosek ws referendum.
Przedstawił - jak mówił - szereg kłamstw w sprawie reformy edukacji. Według niego nieprawdą jest, że reforma została skonsultowana. Jak mówił, w uruchomionej przez MEN debacie "Rodzic – Uczeń – Nauczyciel” rodzice i uczniowie występowali jedynie w nazwie wydarzenia.
Drugie kłamstwo według ZNP brzmi: "dzieci nie zauważą różnicy". "Pytają państwo często: "Gdzie byliście, kiedy Platforma wysyłała sześciolatki do szkół?". A ja pytam gdzie państwo są dzisiaj? Troszczyliście się o dzieci kiedy miały sześć lat, gdzie państwa troska teraz?" - mówił Broniarz pod adresem twórców reformy. Jak zaznaczył, to są te same dzieci tylko o kilka lat starsze. Zarzucił MEN, że niszczy ich marzenia i plany, zaburza poczucie bezpieczeństwa i zaufanie do państwa.
"Dlaczego nie zapytali ich państwo o zdanie? Może dlatego, że gdyby państwo zapytali, okazałoby się, że droga, którą państwo obrali nie jest słuszna. Miasto Warszawa w 2016 przeprowadziło badania wśród młodzieży gimnazjalnej. 71 proc. gimnazjalistów powiedziało, że lubi swoją szkołę. Państwo na wszelki wypadek nie pytają o nic uczniów. W ogóle nie bierzecie pod uwagę faktu, że młodzież może mieć swoje zdanie i ma prawo zabierania głosu" - powiedział Broniarz.
Jak mówił, trzecie kłamstwo, dotyczące reformy to, że po jej wprowadzeniu uczniowie będą się uczyć zgodnie z nowoczesnymi podstawami programowymi kształcenia ogólnego. Przytoczył m.in. fragment opinii Rada Języka Polskiego o podstawach z tego przedmiotu. Jak mówił, wynika z niej, że nastąpi powrót do "encyklopedyzmu", a twórcze, refleksyjne, krytyczne korzystanie z wiedzy będzie poza zasięgiem większości uczniów; ponadto treści kształcenia są przestarzałe, oddają rzeczywistość kulturowo-komunikacyjną sprzed 50 lat; lekcje języka polskiego zostaną oderwane od rzeczywistości, w której żyje współcześnie człowiek.

Przytoczył też krytyczne uwagi, zgłoszone np. przez Ministerstwo Sportu i Turystyki. Jak zaznaczył dobrej podstawy programowej nie da się napisać w dwa miesiące. Pytał też dlaczego - jeśli podstawy są takie dobre - MEN nie chce podać nazwisk ich autorów.
Kolejne kłamstwo - według prezesa ZNP - dotyczy tego, że gimnazja się nie sprawdziły. Cytował byłego ministra edukacji prof. Mirosława Handke, który wprowadzał do polskiego systemu edukacji gimnazja, twierdzącego, że dziewięcioletni system kształcenia (6-letnia szkoła podstawowa i 3-letnie gimnazjum - PAP) to standard na świecie, a gimnazja podnoszą aspiracje edukacyjne dzieci i ich rodziców. Według Broniarza, potwierdzają to badania.
Jak mówił, od 2000 roku Polska odnotowała jeden z największych wzrostów umiejętności 15-latków w badaniu PISA. Największy skok w wynikach uzyskaliśmy po pierwszej edycji PISA w 2000 roku, która objęła jeszcze uczniów przed reformą z 1999 roku. Zaznaczył, że obecnie osiągnięcia polskich 15-latków są powyżej średniej OECD i średniej Unii Europejskiej. W naukach przyrodniczych Polacy zajęli 10 miejsce na 26 krajów Unii Europejskiej biorących udział w badaniu. W czytaniu zajęli 5 miejsce, a w matematyce 8 miejsce. W UE lepsze wyniki w naukach przyrodniczych uzyskali 15-latkowie z Estonii, Finlandii, Słowenii, Niemiec, Holandii i Wielkiej Brytanii. W czytaniu lepsze wyniki od nas uzyskały tylko Finlandia, Irlandia i Estonia.
Kłamstwo kolejne - zdaniem Broniarza - brzmi: reforma wyrówna szanse edukacyjne. "Nie przedstawiono żadnych dowodów na to, że tak się stanie" - ocenił. "Czy wyrównaniem szans jest pozostawienie dzieci na kolejne dwa lata w szkołach podstawowych, które są gorzej wyposażone, nie mają pracowni przedmiotowych, a często nawet sal gimnastycznych?" - pytał prezes ZNP. Zadał też pytanie, co z równym dostępem do edukacji artystycznej i dwujęzycznej.
"Co mają państwo do powiedzenia o szansach edukacyjnych uczniów obecnych klas I gimnazjów, którym się nie powiedzie, nie otrzymają promocji i wrócą do szkoły podstawowej, którą rok wcześniej skończyli? Młody człowiek odbiera to jako degradację i niezasłużoną karę. A co z tymi, którzy nie zdadzą w trzeciej klasie gimnazjum i zmuszeni będą powtarzać dwa lata nauki zamiast roku?" - pytał.
Według niego kolejne kłamstwo dotyczy tego, że nikt w wyniku reformy edukacji nie straci pracy. Jak mówił 9,4 tys. nauczycieli straci pracę od 1 września w związku z reformą edukacji, a 22 tys. nie będzie miało pełnego etatu. "Mówicie państwo o osłonach dla zwalnianych nauczycieli, a tych osłon nie ma" - dodał. "Pani minister chwali się miejscami pracy, jakie nauczyciele mogą znaleźć w bazach danych prowadzonych przez kuratoria. Woli jednak nie wspominać o tym, że ogromna większość z nich to praca na niepełny etat, często w wymiarze 1-2 godzin. To oznacza pracę nawet za 500 zł miesięcznie" - powiedział Broniarz.
Według prezesa ZNP następne kłamstwo brzmi: "obywatelki i obywatele chcą tych zmian, jesteśmy gotowi do dialogu". "Tak, dwa lata temu plany reformy edukacji cieszyły się poparciem większości społeczeństwa, ale kiedy poznawaliśmy szczegóły planu, okazało się, że część z nas nie oczekuje tego, co proponuje MEN. I poparcie zaczęło spadać. Ale ministerstwo pozostało głuche na głosy krytyki, a nawet zwykłe pytania" - powiedział. Przypomniał, że przeciwko wprowadzeniu reformy strajkowali nauczyciele, protestują też rodzice, którzy każdego 10. dnia miesiąca na znak protestu nie posyłają dzieci do szkoły.

Broniarz mówił także, że nie jest prawdą to, że reforma jest bezkosztowa. "Samorządy już piszą do MEN wnioski o dofinansowanie w przypadku, gdy gimnazjum zostaje przekształcone w ośmioletnią szkołę podstawową. Pierwsze wnioski dotyczące doposażenia świetlic złożyło 330 samorządów. Opiewają na prawie 17 milionów złotych" - powiedział.
Zdaniem prezesa ZNP nieprawdą jest też to, że reforma jest już wdrożona, nie da się jej odwrócić. "To nie my narzuciliśmy szaleńcze tempo procedowania ustawy" - powiedział. "Na każdym etapie można było powstrzymać zmiany" - powiedział. Jak mówił głosy krytyczne wobec reformy były zgłaszane już w lecie ubiegłego roku po ogłoszeniu założeń reformy. "Reforma jest jeszcze tylko na papierze (...). Jeszcze żadna szkoła nie została zlikwidowana, jeszcze żadne dziecko nie uczy się zgodnie z nowa podstawą programową" - zaznaczył.
Według niego, o tym, jak bardzo społeczeństwo nie zdawało sobie sprawy z tego, co się konkretnie kryje w programie PiS, świadczą ostatnie badania CBOS. "Po dwóch miesiącach uświadamiania ludziom, co się naprawdę kryje za tzw. reformą, poparcie dla referendum oświatowego wzrosło - według ostatniego sondażu CBOS - do 62 proc" - powiedział Broniarz.
"Większość z państwa ma dzieci lub wnuki w wieku szkolnym: czy naprawdę jesteście gotowi zafundować im ten edukacyjny koszmar: przepełnione klasy, naukę na zmiany, lekcje z nauczycielami jeżdżącymi od szkoły do szkoły, naukę z pisanych na kolanie nowych programów?Czy naprawdę ze względu na polityczne racje, skażecie wasze dzieci i wnuki na naukę w zdeformowanej - przez minister Annę Zalewską – szkole? Czy będziecie potem mogli spokojnie spojrzeć sobie w oczy?" - pytał Broniarz. (PAP)

Więcej informacji i narzędzi znajdziesz w programie
LEX Prawo Oświatowe
Bądź na bieżąco ze zmianami prawnymi i korzystaj z aktualnych materiałów