Do zebranych przemawiali m.in. prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, przewodniczący Rady Naczelnej PSL Jarosław Kalinowski, wiceprezes PSL Adam Jarubas, były minister rolnictwa Stanisław Kalemba, poseł Mirosław Maliszewski i rolnicy z różnych województw.

Kiedy nie było Polski, chłop polski zachował narodowość, religię i ziemię. Dzięki temu powstało i odrodziło się państwo polskie. Dzisiaj jesteśmy tutaj, bo nie ma zgody ludowców na spekulację polską ziemią, to jest wartość, która żywi i broni, trzeba ją pielęgnować - mówił Kosiniak-Kamysz podczas protestu.

Polski rolnik nie musi być uczony przez ustawy, jak dbać o swoją ojcowiznę. Polscy nie potrzebują "wchodzenia z buciorami w prawo dziedziczenia i w prawo własności", bo to jest zapisane w tej "złej ustawie". Nie ma na to naszej zgody - podkreślił szef PSL.

Przypomniał, że w poprzedniej kadencji Sejmu z inicjatywy PSL zostały przyjęte rozwiązania, które gwarantują ochronę polskiej ziemi i jej bezpieczeństwo, chronią przed spekulacją i wykupem przez tzw. słupy. "Nie ma na to zgody, by z polskich rolników czynić obcokrajowców", a ta ustawa idzie w tym kierunku" - argumentował. Dodał, że protest jest po to, by wspierać polskie rolnictwo, polską wieś i polską dobrą żywność.

Czytaj: Zmiany w obrocie ziemią rolną podwyższą ceny gruntów

"Dziś wyraźnie mówimy stop niszczeniu polskiego rolnictwa, stop ograniczaniu prawa własności, stop wchodzeniu w święte prawo dziedziczenia" - powiedział Kosiniak-Kamysz.

To PSL na początku lat 90. było autorem ustawy o gospodarstwie rodzinnym, w konstytucji znalazł się zapis, że podstawą ustroju rolnego są gospodarstwa rodzinne. PSL był też autorem ustawy o ustroju rolnym z 2003 r., w ustawie tej zagwarantowano m.in. preferencje dla polskich rolników i prawo pierwokupu dla ANR, gdyby dochodziło do spekulacji - tłumaczył europoseł Jarosław Kalinowski.

Zaznaczył, że wiedząc o zjawisku wykupowania ziemi przez podstawione osoby, z inicjatyw PSL została w ubiegłym roku znowelizowana ustawa z 2003 r., tak, by uniemożliwić spekulowanie ziemią.

Ustawa ta została podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę. "Dzisiaj w ramach tzw. dobrej zmiany, tę ustawę, którą podpisał prezydent, PiS chce wyrzucić do kosza i proponuje własną nowelizację. (...) Oprócz powielenia naszych dobrych rozwiązań, proponują rozwiązania, które nie mogą być przyjęte, bo szkodzą polskiej wsi i rolnikom" - powiedział Kalinowski.

Jak mówił, PiS proponuje "powrót do komuny" wchodząc w prawo własności. Rolnik, który będzie chciał przekazać ziemię dzieciom, będzie musiał zapytać się o zgodę urzędnika. Nie ma na to zgody - dodał.

Zdaniem posła PSL Mirosława Maliszewskiego, "ustawa nie jest tylko bublem prawnym, ale ma ogromne negatywne konsekwencje dla wszystkich. To ustawa, która zmienia wizję polskiego rolnictwa (...), bo to państwo ma kontrolować obrót ziemią". To jest zamach na polską ziemię, ziemia ma być w rękach polskiego chłopa, rolnika” - powiedział. Zauważył, że projektowane przepisy zakazują zakupu ziemi rolnikowi, który płaci składki do ZUS.

Dowiedz się więcej z książki
Prawo rolne
  • rzetelna i aktualna wiedza
  • darmowa wysyłka od 50 zł

 

PSL chroni polską ziemię od ponad 120 lat - przekonywał wieloletni poseł PSL Stanisław Kalemba. Przypomniał, że za nowelizacją z ub. roku opowiedziało się 384 posłów na 398 głosujących. Była ona poparta przez wszystkie organizacje rolnicze.

Ustawa miała wejść w życie od 1 stycznia br., ale nie weszła, a PiS proponuje inną ustawę. Podkreślił, że gdy był ministrem, podpisał porozumienie z protestującymi rolnikami z województwa zachodniopomorskiego, gdzie uwzględnione były wszystkie ich postulaty.

Protestujący przeszli pod Sejm, gdzie postulaty rolników przekazano marszałkowi.

Zdaniem ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela, PSL podaje nieprawdziwe informacje nt. procedowanej ustawy. Odnosząc się do zarzutów dot. naruszenia prawa własności minister wyjaśnił, że projekt ustawy nie ingeruje w dziedziczenie nieruchomości rolnych, potomek będzie mógł odziedziczyć ziemię bez względu na to, czy mieszka w mieście czy na wsi. Dzieci, jako osoby bliskie zbywcy, będą mogły nabywać nieruchomości rolne bez żadnych ograniczeń, w szczególności bez względu na to, gdzie aktualnie zamieszkują.

Politycy PiS ocenili w środę na konferencji prasowej w Sejmie, że zarzuty PSL w sprawie procedowanego projektu ustawy dot. obrotu ziemią, są polityczne, a nie merytoryczne. "To hucpa polityczna" - podkreślił poseł PiS Robert Telus.

Wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi Zbigniew Babalski przekonywał, że ataki PSL na PiS są polityczne i zupełnie nieuzasadnione. "To są po prostu kłamstwa. W ustawie, która jest procedowana, jest wyraźny zapis, że prawa dziedziczenia, prawa zbywania na rzecz osoby bliskiej - czyli tzw. ojcowizny, nie są w żaden sposób naruszone, to jest niezbywalne prawo, tego nikt nie dotyka" - podkreślił.

Zdaniem Babalskiego, PSL - w okresie koalicji z PO - przez osiem lat nie zrobiło nic, żeby zatrzymać spekulacyjny obrót polską ziemią.

Projekt ustawy o wstrzymaniu sprzedaży nieruchomości rolnych Skarbu Państwa, według zamierzeń jego autorów, ma chronić przed spekulacyjnym wykupem przez cudzoziemców. Ziemia ma służyć głównie produkcji żywności.

Państwowe grunty nie będą sprzedawane przez 5 lat, a jedynie dzierżawione. Wyjątki w ograniczeniach zakupu mają dotyczyć gruntów przeznaczonych na inne cele przewidziane w miejscowym planie zagospodarowania - ziemi położonej w specjalnych strefach ekonomicznych, domów z niezbędnymi gruntami i lokali mieszkalnych; działek do 1 ha.

Zgodnie rządowym projektem nabywcami gruntów mają być zasadniczo tylko rolnicy, wyjątek będą stanowić osoby bliskie zbywcy, jednostki samorządu terytorialnego oraz Skarb Państwa. Zasady te nie będą dotyczyły dziedziczenia.

Nabycie gospodarstwa będzie łączyło się z wymogiem osobistego jego prowadzenia przez 10 lat. Jego zbycie przed upływem tego terminu będzie możliwe na podstawie decyzji sądu, a sprzedaż ziemi lub dzierżawa bez takiej zgody wiązać się będzie z jej odkupem przez ANR.(PAP)