W liście otwartym PSEW do wicepremiera Janusza Piechocińskiego, przedstawionym w środę na konferencji prasowej, organizacje zaangażowane w rozwój odnawialnych źródeł energii (OZE) zwracają uwagę, że w znajdującym się obecnie w Sejmie projekcie nowelizacji Prawa energetycznego nie ma przepisów, gwarantujących transparentność informacji nt. świadectw pochodzenia energii, tzw. zielonych certyfikatów.

Sygnatariusze listu postulują zmianę odpowiedniego artykułu tak, aby minister gospodarki miał obowiązek publikowania w BIP bazy danych o wykorzystaniu energii, wytworzonej z odnawialnych źródeł. Chodzi przede wszystkim o ilości wydanych i umorzonych zielonych certyfikatów.

PSEW wskazuje, że wszystkie informacje o systemie zielonych certyfikatów znajdują się obecnie w czterech instytucjach: Agencji Rynku Energii, gdzie w ramach systemu statystyki państwowej zbiera się miesięczne dane m.in. na temat produkcji energii ze źródeł odnawialnych; w URE, gdzie wydawane są certyfikaty i przyznawane koncesje na wytwarzanie energii odnawialnej, na Towarowej Giełdzie Energii - gdzie rejestrowane są certyfikaty oraz odbywa się handel nimi, a także w NFOŚiGW, na którego rachunek uiszcza się opłatę zastępczą. Jednak Fundusz nie ma obowiązku publikowania swoich danych - podkreśla PSEW.

Dlatego w liście, wraz z Towarzystwem Obrotu Energią, Lewiatanem i Polską Radą Koordynacyjną OZE, stowarzyszenie apeluje o wprowadzenie odpowiedniej poprawki do projektu ustawy, który czeka w Sejmie na drugie czytanie.

PSEW ma również zastrzeżenia do zapowiedzi MG zmodyfikowania pewnych zapisów w projektowanej w ministerstwie ustawie o OZE. Na początku maja przedstawiciel resortu zapowiedział na posiedzeniu sejmowej podkomisji stałej ds. energetyki, że w odpowiedzi m.in. na postulaty branży OZE w projekcie znajdą się zapisy dotyczące: ograniczenia do 24 miesięcy "czasu życia" zielonych certyfikatów, wprowadzenia obliga giełdowego, czyli obowiązku sprzedaży minimum 70 proc. tych świadectw przez Towarową Giełdę Energii oraz likwidacji opłaty zastępczej i wprowadzenia wyższych kar za nielegitymowanie się odpowiednią liczbą certyfikatów. Według MG propozycje te to reakcja na sytuację na rynku certyfikatów.

Zgodnie z polskim prawem, każdy producent lub sprzedawca energii musi uzyskiwać pewien jej procent ze źródeł odnawialnych i legitymować się świadectwami pochodzenia, tzw. zielonymi certyfikatami. Jeżeli ich nie posiada, może je kupić na rynku - na giełdzie bądź na podstawie umowy dwustronnej. Jeśli tego nie zrobi, musi zapłacić tzw. opłatę zastępczą na rzecz NFOŚ.

Sprzedaż certyfikatów miała być źródłem dochodu, stanowiącego wsparcie państwa dla producentów energii z OZE. Od miesięcy skarżą się jednak oni, że z powodu niskich cen nie są w stanie finansować poniesionych inwestycji.

Jak tłumaczył prezes PSEW Wojciech Cetnarski, propozycja ograniczenia czasu życia certyfikatu spowoduje, że w miarę zbliżania się tego terminu, certyfikat będzie miał coraz mniejszą wartość, a w momencie osiągnięcia terminu umorzenia jego wartość wyniesie zero. Ograniczony termin ważności praktycznie uniemożliwia rynkową wycenę tego świadectwa - zauważył Cetnarski. Według PSEW, oznacza to zagrożenie dla stabilności finansowania inwestycji w OZE, opartych na gwarancji sprzedaży świadectw pochodzenia za cenę rynkową. Jednak w tym przypadku ich wartość będzie spadać, niezależnie od wyceny rynku - wskazał Cetnarski.

PSEW uważa również, że kara za niewypełnienie obowiązku OZE nie powinna zwalniać z zakupu certyfikatów, jak zapowiada MG. Stowarzyszenie ocenia też, że obligo giełdowe powinno być na znacznie niższym poziomie niż 70 proc. Według Cetnarskiego powinien to być rząd wielkości dzisiejszego odsetka certyfikatów sprzedawanych poprzez TGE, czyli 15-20 proc.