We wtorek Parlament Europejski głosował nad stanowiskiem negocjacyjnym w sprawie propozycji Komisji Europejskiej zawieszenia aukcji 900 mln pozwoleń na emisję CO2 w latach 2013-2015 (tzw. backloading). O tyle samo miałaby być zwiększona liczba pozwoleń w kolejnych latach do 2020 r. KE nie wykluczała jednak dalszych propozycji, polegających na trwałym usunięciu tych pozwoleń z unijnego rynku handlu emisjami CO2 (ETS). Ingerencji na rynku ETS sprzeciwia się Polska.

We wtorek większość uzyskała poprawka odrzucająca odroczenie aukcji; złożyło ją 88 posłów, m.in. polskich, z frakcji chadeckiej i konserwatystów. O poparciu tej poprawki zdecydowali też we wtorek polscy europosłowie z frakcji socjalistów. Większości nie uzyskała jednak poprawka ostatecznie zamykająca prace PE nad tą propozycją; Komisja Europejska na razie jej nie wycofała.

"Komisja (Europejska) pozostaje przekonana, że backloading pomógłby przywrócić zaufanie do ETS w krótkim terminie, dopóki nie zdecydujemy o bardziej strukturalnych środkach. Przemyślimy teraz kolejne kroki, by zapewnić silny rynek ETS. Ważne w tym będzie stanowisko Rady UE (rządy - PAP)" - oświadczyła po głosowaniu komisarz UE ds. klimatu Connie Hedegaard.

Niezadowolenie z wyniku głosowania wyraził też sprawozdawca PE, niemiecki socjaldemokrata Matthias Groote. "Z żalem przyjmuje wynik dzisiejszego głosowania, to początek repatriacji polityki klimatycznej" - oświadczył. "Taka polityka to woda na młyn przeciwników walki z globalnym ociepleniem. Odrzucenie tej propozycji osłabi system handlu emisjami i zagrozi celom klimatycznym UE" - dodał.

Cytowany w komunikacie resortu środowiska minister Marcin Korolec wyraził zadowolenie z wtorkowego wyniku głosowania. "PE co prawda nie odrzucił całkiem proponowanej prze Komisję interwencji na rynku CO2, ale zadał poważne pytanie odnośnie przyszłości tej inicjatywy" - dodał minister.

Zdaniem Korolca głosowanie miało "wymiar symboliczny". "Nasi obywatele i europejski przemysł widzą potrzebę działania przeciw zmianom klimatu, ale w rozsądny sposób. Europa sama nic nie zdziała i sztuczne podnoszenie kosztów życia ludzi i działania firm zaczyna być coraz mocniej kwestionowane" - ocenił. Dodał, że w Europie potrzeba jest rozsądna polityka klimatyczna, na którą godzić się będą obywatele i która nie spowoduje "osłabiania naszej konkurencyjności i utraty miejsc pracy". "Zaczynamy obecnie w Europie dyskusję nt. ram polityki energetyczno-klimatycznej po roku 2020. Dzisiejsze głosowanie to dobry wstęp do tej debaty" - zaznaczył szef resortu środowiska.

Z wyniku głosowania ucieszyli się też polscy europosłowie, choć zaznaczali, że to nie koniec sprawy. "To wielkie zwycięstwo, ale sprawa nie jest zamknięta. Udało nam się zbudować bardzo szeroką koalicję. Polska przestała być osamotniona w swojej opozycji wobec zaostrzania polityki klimatycznej" - skomentował europoseł Konrad Szymański (PiS).

"To dobra wiadomość dla Polski. Udało się obronić nasze stanowisko i przekonać większość PE do rozsądnej polityki klimatycznej. UE jest na drodze do ograniczenia emisji CO2 i nie ma potrzeby sztucznie ingerować w rynek emisjami (...). Tym samym odsunięta została groźba, że cenę za wyśrubowaną politykę klimatyczną zapłacą europejscy konsumenci" - oświadczyli wspólnie europosłowie PO Jolanta Hibner, Bogusław Sonik, Lena Kolarska-Bobińska, Bogdan Marcinkiewicz i Jerzy Buzek.

"Możemy się cieszyć, że została wygrana bitwa, ale nie wojna. Myślę, że KE nie wycofa całkowicie swojej propozycji, ale przemyśli jej projekt i taktykę" - powiedziała PAP Kolarska-Bobińska (PO). Jej zdaniem na wtorkowej decyzji PE zaważył m.in. kryzys gospodarczy.

"Sukces polega na tym, że udało nam się pozyskać wielu sojuszników, ale pamiętajmy: 334 posłów było za (odrzuceniem backloadingu - PAP), a 315 przeciw. To uzmysławia, jak wyrównane są siły w tej fundamentalnej walce, która dla Polski ma znaczenie daleko większe niż dla innych krajów" - powiedział z kolei europoseł SP Tadeusz Cymański. Jego zdaniem polski rząd powinien "pójść za ciosem" i starać się nie dopuścić, by sprawa odroczenia aukcji powróciła i przyczyniła się do obniżenia konkurencyjności polskiej gospodarki.

"Wynik głosowania był taki jak przewidywaliśmy, propozycja wróciła do komisji środowiska PE" - powiedziała PAP europosłanka Lidia Geringer de Oedenberg (SLD). Zaznaczyła, że polska delegacja we frakcji socjalistów odrzuciła propozycję ze względu na jej podstawę prawną, która pozbawia kraje członkowskie wpływu na politykę energetyczną. "KE nie może być jedyną instytucją, która miałaby wpływ na to, jak ma wyglądać aukcja emisjami" - zaznaczyła.

Pod koniec ubiegłego roku minister środowiska Marcin Korolec przedstawił w Brukseli analizę, która wskazywała na możliwą stratę ok. 1 mld euro przychodów budżetowych w latach 2013-20 na skutek zawieszenia aukcji 900 mln pozwoleń. Ponadto obawy Polski i innych krajów budzi upoważnienie KE do dostosowywania harmonogramu aukcji pozwoleń.