Polska po raz drugi zawetowała w piątek unijne plany, by do 2030 r. UE zredukowała emisje CO2 o 40 proc., a do 2040 r. - o 60 proc. w porównaniu z 1990 r. Duńska prezydencja podkreślała, że 26 krajów poparło jej propozycję kompromisu, a duńska komisarz ds. klimatu Connie Hedegaard zapowiedziała dalsze prace na rzecz tzw. kroków milowych, pomimo sprzeciwu Polski. "Będziemy robić swoje (...); jeden kraj nie może blokować 26 krajów" - mówiła, co zostało odebrane jako zapowiedź ominięcia Polski w klimatycznych decyzjach.

"Jako prezydencja chcielibyśmy zjednoczyć Europę i dlatego nie mam sekretnego planu, by ominąć Polskę, ale jestem mocno nieusatysfakcjonowany, że wydaje się tak trudne wynegocjowanie czegoś, co nie jest prawnie wiążące, co jest w interesie całej UE" - zapewnił w imieniu duńskiej prezydencji Lidegaard.

"Jeśli nie będziemy inwestować w efektywność energetyczną, w różnorodność źródeł energii, wtedy będziemy, w tym także Polska, bardzo zależni od jeszcze droższego importu energii. Jest to więc pytanie o bezpieczeństwo dostaw energii do Europy" - argumentował. "Dla mnie bezpieczne dostawy energii są jedną z podstaw współpracy UE i nie chcę omijać krajów, ale przekonać je. Wciąż mam nadzieję, że uda się nam przekonać naszych polskich kolegów (...), że to nie jest przeciwko ich interesom" - dodał.

Zdaniem ministra pochodzącego z kraju stawianego za wzór klimatycznych osiągnięć, jeśli UE przestanie wysyłać sygnały rynkom, że chce iść dalej w kierunku bardziej efektywnego wykorzystania energii i zróżnicowanych jej źródeł, "trudno będzie dostarczać pewną i tanią energię Europejczykom, w tym także Polakom".

"Dyskutujemy teraz nad tym, na co zgodziło się 26 państw, czyli o tym, czy chcemy mieć jakieś wyznaczniki redukcji CO2 po 2020 r. Prywatny sektor, przedsiębiorstwa i sektor technologii chciałyby bardzo wiedzieć, w jakim kierunku idzie UE po 2020" - powiedział Lidegaard. Podkreślił, że zaskoczyło go, że Polska zawetowała tzw. kroki milowe na drodze do redukcji emisji CO2 w UE o 80 proc. do 2050 r., ponieważ są to niewiążące wskazania.
Dodał, że prezydencja i 26 krajów chce upoważnić KE, by wyszła z propozycjami strategicznymi, a nie prawnymi. "Jeśli chcemy dotrzeć do wyznacznika w 2030 r., to co trzeba zrobić: czy będzie lepiej oszczędzać więcej energii, czy lepiej wykorzystywać więcej gazu, źródeł odnawialnych i o to w tym chodzi" - wyjaśnił. Zauważył, że KE ma prawo podjąć inicjatywę "z lub bez wniosków ministrów środowiska". "Komisja wie, że 26 z 27 krajów członkowskich chce, by wyszła z propozycją strategii, więc miałbym nadzieję, że to zrobi" - zaznaczył.

Jego zdaniem powstaje pytanie, czy na długą metę to dobre, że Polska "blokuje resztę UE". "To jest coś, nad czym musimy się dłużej zastanowić (...) ale nie rozmawiałem jeszcze ze swoim premierem i nie mam planu" - powiedział, choć na konferencji w piątek wspominał o konsultacjach z przywódcami. Przypomniał, że marcowy szczyt UE wraz z polskim premierem poprosił ministrów środowiska o wnioski ws. niskowęglowej gospodarki i "tydzień później nie mogę przekonać do tego polskiego ministra środowiska". "Dlatego podaję argument, że może trzeba rozważyć, żeby zajęła się tym Rada Europejska (przywódcy)" - powiedział duński minister.

Premier Donald Tusk mówił po szczycie UE 1-2 marca, że Polsce udało się doprowadzić do zmiany początkowo "niepokojących sygnałów przeciwko gospodarkom węglowym" w zapisie ze szczytu.

Polska obawia się zwiększania ambicji klimatycznych UE ze względu na koszty, jakie może ponosić jej oparta na węglu gospodarka. Zdaniem ministra środowiska Marcina Korolca, UE nie powinna zobowiązywać się do określonego dalszego obniżania emisji CO2 po 2020 r. zanim nie zrobią tego inni światowi emitenci tacy jak Chiny, Stany Zjednoczone, Rosja, czy Japonia. Wbrew wyraźnemu sprzeciwowi tylko ze strony Polski, Korolec uważa, że "co najmniej państwa regionu popierają polskie stanowisko".

Z Brukseli Julita Żylińska (PAP)