Jak poinformowała we wtorek 29 listopada 2016 roku jedna ze zwolnionych kobiet, przewodnicząca szpitalnego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Wanda Gut, położne domagają się przywrócenia do pracy i wypłaty odszkodowania za okres pozostawania bez pracy – w przypadku, gdy sąd orzeknie o konieczności przywrócenia ich na zajmowane wcześniej stanowiska.

Położne nie są pracownicami lecznicy od 15 listopada 2016. Zostały zwolnione dyscyplinarnie.

Zdaniem pracownic, popieranych przez związek zawodowy, dyrekcja zastosowała wobec nich odpowiedzialność zbiorową - oddział położniczo-ginekologiczny zajmuje dwie kondygnacje szpitala, a położne, przypisane do konkretnych odcinków pracy na oddziale, nie mogły ich opuszczać. Jak wyjaśniała Gut, nie wszystkie pracownice wiedziały, co się działo w części oddziału zajmującej się patologią ciąży.

Sprawa dotyczyła zdarzenia z początku listopada 2016. Do szpitala w Starachowicach zgłosiła się kobieta w ósmym miesiącu ciąży, ponieważ przestała czuć ruchy dziecka. Zdiagnozowano, że dziecko nie żyje, a gdy rozpoczęła się akcja porodowa, kobiecie nie udzielono pomocy. Pozostawiona bez opieki, urodziła na podłodze jednej ze szpitalnych sal. . Taki tok zdarzeń potwierdzają wstępne ustalenia prokuratury, która prowadzi postępowanie w związku z narażeniem pokrzywdzonej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Dyrektor szpitala Grzegorz Fitas podjął decyzję o rozwiązaniu umowy z ośmioma osobami, które dyżurowały, gdy kobieta rodziła. To ordynator, pielęgniarka oddziałowa, dwoje lekarzy dyżurnych oraz cztery położne pracujące wówczas na zmianie.

Na stronie internetowej szpitala pojawiły się ogłoszenia o pracę między innymi dla lekarzy ginekologów. Według informacji lokalnych mediów, dyrekcja lecznicy podjęła właśnie decyzję o przeniesieniu oddziału położniczo-ginekologicznego na jedno piętro.

Starachowicki szpital został skontrolowany przez świętokrzyski NFZ. Sprawdzano tzw. dostępność świadczeń - czy w tym konkretnym czasie na oddziale dyżur pełniło tyle osób (lekarzy, położnych), ile jest wymaganych w warunkach koniecznych do funkcjonowania oddziału, oraz jak oddział funkcjonuje po decyzjach o zwolnieniu części personelu. Postępowanie wyjaśniające podjął Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Świętokrzyskiej Izby Lekarskiej.

Kontrolę w szpitalu przeprowadził też - na polecenie ministra zdrowia - wojewódzki konsultant ds. ginekologii i położnictwa. Jak mówił w połowie listopada 2016 minister Konstanty Radziwiłł, wszystko wskazuje na to, że w szpitalu w Starachowicach nie popełniono istotnego błędu medycznego, a "zawiodły przede wszystkim sprawy dotyczące relacji" - zabrakło empatii i komunikacji między ludźmi.

 [-OFERTA_HTML-]

 

Szef resortu zdrowia zastrzegł, że nie jest upoważniany do ujawniania treści raportu, w którym zawarto dane osobowe orazi informacje dotyczące podejmowanych procedur i stanu zdrowia. (pap)