- Śledztwo prowadzone jest w sprawie narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia dwuletniego dziecka przez osoby udzielające mu pomocy medycznej. 

Do tragedii doszło w minioną niedzielę 22 stycznia 2017. Z ustaleń śledczych wynika, że rodzice jeszcze w nocy z soboty na niedzielę przywieźli chłopca do lekarza dyżurującego w ramach nocnej opieki medycznej w Legionowie. Dziecko miało objawy związane z bólem brzucha.
- Zostało zbadane przez lekarza i lekarz nie stwierdził konieczności hospitalizacji. Rodzice wrócili do domu, po upływie kilkunastu godzin niepokojące objawy się powtórzyły, tym razem wezwano karetkę pogotowia, jednak ratownik po zbadaniu dziecka nie stwierdził konieczności jego hospitalizacji - relacjonował Łapczyński.

Po upływie godziny stan chłopca znacznie się pogorszył. Zaczął tracić przytomność, przestał oddychać. Lekarz, który przyjechał z wezwaną karetką reanimował go przez godzinę.
- Nie udało się jednak przywrócić czynności życiowych - dodał prokurator.

We wtorek 24 stycznia 2017 po południu rozpoczęła się sekcja zwłok chłopca. Ma ona odpowiedzieć na pytanie o przyczyny śmierci dziecka.
- Zabezpieczona została też dokumentacja medyczna, przesłuchiwani są świadkowie - dodał Łapczyński. (pap)