Wskazując na działania rządu, który przeprowadził wiele oczekiwanych także przez samorząd lekarski zmian oraz prowadzony przez jego resort dialogu ze środowiskiem, Radziwiłł ocenił, że w tej sytuacji "z całkowitym niezrozumieniem odbiera" zwrócenie się przez Hamankiewicza w trakcie protestu lekarzy rezydentów do organizacji lekarskich poza Polską, aby "wywarły one presję na polski rząd, żeby zechciał w ogóle rozmawiać" oraz, aby "znalazł rozwiązanie zanim protestujący lekarze umrą".

W zeszłym tygodniu Hamankiewicz podczas spotkania z głodującymi lekarzami poinformował, że NRL zwróciła się do międzynarodowych organizacji ws. protestu rezydentów, aby wywarły presję na polski rząd, żeby zechciał rozmawiać z lekarzami. Zwrócono się do 31 izb lekarskich międz innymi z Austrii, Bułgarii i Czech.

 [-DOKUMENT_HTML-]

Radziwiłł zwrócił uwagę, że odbyło się to bez próby jakiegokolwiek dialogu Naczelnej Izby Lekarskiej z Ministerstwem Zdrowia, mimo że - jak zaznaczył - cały czas jako minister jest otwarty na argumenty samorządu zawodowego lekarzy i spotkania z jego przedstawicielami.

"Zwracanie się do międzynarodowych organizacji lekarskich z prośbą o interwencję nie powinno być udziałem instytucji wynikającej z Konstytucji RP, której zadaniem jest działanie w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony. Niestety nie dostrzegłem nikogo spośród członków Naczelnej Rady Lekarskiej, kto działania Pana próbowałby powstrzymać lub przynajmniej wyrazić swoje negatywne zdanie w tej sprawie. W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak opuścić szeregi Naczelnej Rady Lekarskiej, którą Pan kieruje" - napisał minister zdrowia.

Lekarze rezydenci protestują od 2 października 2017 roku, część z nich prowadzi protest głodowy w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Warszawie. Domagają się między innymi zwiększenia nakładów finansowych na zdrowie i poprawy warunków pracy. (pap)