Pod koniec ub. roku Sąd Rejonowy w Białymstoku skazał lekarza na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwuletni okres próbny; ma on też m.in. zapłacić ok. 16 tys. zł kosztów sądowych. Wyrok zaskarżył obrońca urologa, który domaga się uniewinnienia.

 

Sąd Okręgowy utrzymał wyrok kary w zawieszeniu, zmienił podstawę prawną zawieszenia kary, przez co oskarżony nie ma obowiązku informowania o przebiegu próby wyznaczonego przez sąd kuratora. Został też zmieniony czas czynu, wyłączając jeden dzień, kiedy lekarza nie było w pracy. Jak wyjaśniał sędzia Wiesław Oksiuta, tylko w tym zakresie apelacja zasługiwała na uwzględnienie, w pozostałej części była bezzasadna. Dodał, że sąd z urzędu dokonał korekty zaskarżonego wyroku i zastosował korzystniejsze dla oskarżonego przepisy dotyczące zawieszenia kary.

 

W ocenie sądu, przeprowadzona kontrola odwoławcza "nie wykazała uchybień procesowych ani innych nieprawidłowości, które mogłyby rzutować na treść wyroku".

 

Oksiuta mówił, że obrona domagała się uniewinnienia lekarza, ale - jak dodał - nie budzą wątpliwości ustalenia biegłych, którzy ustalili, iż "w postępowaniu lekarskim zaistniały nieprawidłowości, które stanowiły również podstawę przypisane czynu". Dlatego - jak mówił Oksiuta - sąd I instancji słusznie uznał winę oskarżonego. "W myśl ustawy o zawodzie lekarza i dentysty lekarz ma obowiązek wykonywać zawód zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej, dostępnymi mu metodami i środkami zapobiegania, rozpoznania i leczenia chorób, zgodnie z zasadami etyki zawodowej oraz należytą starannością" - powiedział sędzia.

 

Obrona podnosiła też w apelacji, że oskarżony nie był lekarzem prowadzącym, a leczenie odbywało się zespołowo. W ocenie sądu okręgowego, nie ma wątpliwości, że oskarżony był jednym z lekarzy prowadzących. Oksiuta dodał, że powszechnie przyjmuje się, że jest to lekarz prowadzący, choć nie ma uregulowania prawnego. "Przyjmuje się, że to lekarz prowadzący jest odpowiedzialny za decyzje wobec pacjenta" - referował sędzia.

 

Sąd ocenił też, że podczas leczenie oskarżony miał wgląd w historię choroby i badań pacjentki, a dopuścił się szeregu nieprawidłowości. Oksiuta mówił, że zaniechanie podczas samego leczenia i zaniechania podczas odpowiedniego zabezpieczenia pacjentki przed wypisem ze szpitala, obciąża oskarżonego.

 

Na podstawie zebranych dowodów, przede wszystkim opinii biegłych powołanych w śledztwie, prokuratura oskarżyła lekarza o nieumyślne narażenie pacjentki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Według śledczych, w 2013 r. - "w ramach wykonywanych obowiązków i będąc zobowiązanym do opieki nad pacjentką" - m.in. nie wykonał on istotnych badań, zbyt długo stosował jeden z leków, a także podejmował "nieprawidłowe decyzje co do medycznych procedur" w trakcie leczenia.

 

W ocenie prokuratury, wskutek zignorowania objawów sepsy nie została na czas podjęta decyzja o usunięciu pacjentce jednej z nerek. W październiku 2013 r. kobieta zmarła.

 

Oskarżony lekarz przez całe postępowanie nie przyznał się do zarzutów. Na początku procesu przed sądem rejonowym mówił m.in., że nie był tzw. lekarzem prowadzącym tej pacjentki oraz że - od czerwca do października 2013 r. - leczeniem kobiety zajmowało się kilkunastu lekarzy, m.in. z oddziału urologii Szpitala Wojewódzkiego w Białymstoku, oddziału intensywnej terapii czy poradni urologicznej tej lecznicy.

 

Uznając go za winnego, sąd I instancji powołał się przede wszystkim na opinię biegłych, którzy - na podstawie dostępnej dokumentacji medycznej - uznali, iż w czasie hospitalizacji pacjentki doszło do długiej listy nieprawidłowości.

 

Biegli zwrócili przy tym uwagę, że nie można uznać, iż to następstwem działania oskarżonego lekarza była śmierć pacjentki, ale - z drugiej strony - właściwe jej leczenie dawało szanse na wyleczenie i zapobieżenie zgonowi. Uznali, iż "nie były to szanse zerowe". (PAP)