W sobotę, bez zezwolenia, działacze komitetu zawiesili na pomniku napis "Bóg, honor, ojczyzna" i koronę na głowie orła. Członkowie komitetu pilnowali pomnika po deklaracji wiceprezydenta Aleksandra Sosony, że napisy zostaną usunięte. W poniedziałek zawiesili akcję po wypowiedziach rzeczniczki prezydenta miasta, że napisy i korona nie będą zdejmowane do momentu oceny sytuacji prawnej.

 

Jak poinformował w czwartek na konferencji prasowej prezydent Tadeusz Truskolaski, zaprosił do mediacji pomiędzy miastem a komitetem przewodniczącego "Solidarności" w regionie Józefa Mozolewskiego oraz dyrektora białostockiego oddziału IPN prof. Cezarego Kuklo. Do czasu rozmów, których celem jest wypracowanie kompromisu, miasto nie będzie zdejmować umieszczonych na pomniku symboli, nie będzie - jak podkreślił prezydent - "żadnych działań siłowych".

 

Zasadnicze rozmowy stron mają się odbyć po wyborach parlamentarnych, wstępne w przyszłym tygodniu. Truskolaski podkreślił, że chodzi o uniknięcie kontekstów politycznych przed wyborami jakie pojawiają się w tej sprawie "bez względu na intencje" tych, którzy dokonali zmian na pomniku.

 

Truskolaski powiedział, że nie ma teraz dobrego rozwiązania w tej sprawie, bo nie podejmie decyzji o zdjęciu napisów, bo byłby postrzegany jako osoba, która "walczy z Bogiem, honorem i ojczyzną", a z drugiej strony nie można nic nie zrobić, bo mógłby się spotkać z zarzutem, że "aprobuje działania które nie są zgodne z prawem".

 

Prezydent podkreślał, że hasło na pomniku jest mu bardzo bliskie, jest dewizą historyczną i wzniosłą, z polskich sztandarów, ale ocenił, że "trochę szkoda, że stało się one przedmiotem sporu". "Bo na pewno samo hasło jest godne poparcia i myślę, że nawet umieszczenia w tym miejscu tylko, że jest kwestia formy i czasu, który został na to wybrany (...) To, co ma być piękne, staje się narzędziem walki, przepychanki. To nie jest dobre. Będziemy chcieli tego uniknąć" - zaznaczył Truskolaski. Komitet nie kryje, że zdecydował się na akcję właśnie przed wyborami, bo ma nadzieję, że napisy nie zostaną zdjęte.

 

Miasto w rozmowach będzie reprezentował wiceprezydent Adam Poliński. Ma być też do nich zaproszony autor pomnika prof. Bohdan Chmielewski. Autor w wypowiedziach w mediach protestuje przeciwko sposobowi zmian na pomniku, mówi także o naruszeniu jego praw autorskich.

 

Prezydent powiedział, że miasto chciałoby aby prof. Chmielewski np. przeprojektował pomnik, a gdyby się kategorycznie nie zgodził, być może przeprojektowane zostanie bezpośrednie otoczenie pomnika, w którym dołączone symbole mogłyby się znaleźć.

 

Andrzej Guzowski ze społecznego komitetu "odkomunizowania" pomnika powiedział PAP w czwartek, że komitet jest otwarty na rozmowy z miastem, bo rozmawiać trzeba. Powiedział, że komitet dalej będzie informował społeczeństwo o pomniku i o celach swojej akcji. W skład tego komitetu wchodzą m.in. członkowie Klubu Więzionych, Internowanych i Represjonowanych oraz Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego.

 

W poniedziałek władze miasta zawiadomiły o zdarzeniu prokuraturę, ale także m.in. konserwatora zabytków i Wojewódzką Radę Kombatantów. Prezydent powiedział, że instytucje te nie wypowiedziały się na razie ws. tych zawiadomień.

 

Sporny pomnik ma ok. 20 metrów wysokości, powstał w latach 70. ubiegłego wieku i jest poświęcony "Bohaterom Ziemi Białostockiej poległym w walce o Polskę Ludową”. Stoi w centrum miasta, obok budynku wydziałów humanistycznych Uniwersytetu w Białymstoku, w przeszłości siedziby Komitetu Wojewódzkiego PZPR.

 

Działacze komitetu umieścili napis na słupach tego pomnika. Użyli podnośnika, nikt im nie przeszkadzał. Organizatorzy akcji tłumaczyli, że takie zmiany proponowali już wcześniej, ale nie uzyskali na to zgody. W ich ocenie pomnik to m.in. symbol sowieckiego ucisku, a podobne są w Polsce demontowane.(PAP)

 

kow/ abe/