PAP: Jak pan tłumaczy tak dobry wynik?

Jacek Wójcicki: Myślę, że wpłynęło na niego wiele rzeczy. Na pewno w pewnym sensie zmęczenie materiału: czasami ludzie mają dosyć pewnych spraw, czasami im po prostu coś się znudziło. Pan prezydent (Tadeusz Jędrzejczak – PAP) miał też swój bardzo dobry czas. Ale jesteśmy społeczeństwem, które bardzo szybko reaguje i potrzebuje też bodźców – nowych, szybszych; potrzebuje też zmian. Myślę też, że mieszkańcy poczuli potrzebę takiego naprawdę poważnego ruchu, by miasto drgnęło, by o mieście było głośno, by miasto było liderem w przyszłości i to chyba jest bardzo ważne - kampania wyborcza to był tylko finał. Myślę, że moje doświadczenie – 8 lat pracy w samorządzie, właściwie 11, bo wcześniej byłem radnym, było też takim twardym dowodem, że można coś zrobić.

PAP: Nie obawia się pan pracy w urzędzie miasta, znacznie większym samorządzie niż Deszczno?

J.W.: Oczywiście, że tak. Dlatego pierwszą rzeczą, którą zrobię, będzie poznanie urzędu. Trzeba poznać się z pracownikami, zobaczyć na jakim etapie są sprawy w urzędzie, jak to funkcjonuje i na pewno to będzie chwilę trwało. Natomiast po tym, co się wydarzyło w wyborach widzę, że warto to ryzyko podjąć, bo to miasto jest pełne świetnych ludzi, którzy chcą coś zrobić, którzy są zaangażowani.

PAP: Jakie będą pana pierwsze decyzje jako prezydenta?

J.W.: W tej chwili trudno powiedzieć. Trzeba poznać urząd, nie da się w mieście zrobić rewolucji. Nie można wejść do urzędu i jednym podpisem coś zmienić, jeśli się tego nie zna. Znam mechanizmy funkcjonujące w samorządzie, prowadziłem jednostkę samorządową, natomiast każda taka jednostka ma swój klimat, który trzeba sprawdzić (...). Nie można tu czegoś przekreślić grubą kreską, trzeba zacząć od jakiegoś audytu i zobaczyć, jak ten urząd funkcjonuje. Jestem bardzo daleki od +wymiatania+. Uważam, że trzeba poznać potencjał pracowników, jeżeli są jakieś deficyty, to trzeba pomóc, żeby je uzupełnić, bo naprawdę nie ma takiej konieczności, żeby w tej chwili jakoś radykalnie zwalniać. Uważam, że to zupełnie zbędne.

PAP: Czy planuje pan wymianę poglądów z prezydentem Tadeuszem Jędrzejczakiem?

J.W.: Bardzo liczę, że pan prezydent weźmie dobry wynik do sejmiku (w tym przypadku Jędrzejczak kandydował z listy SLD), będzie świetnym radnym i będziemy na pewno współpracować. To jest świetny samorządowiec, charyzmatyczny, z dużym doświadczeniem i myślę, że nie ma drugiej osoby, która by tak dobrze znała miasto. Mam nadzieję, że będzie otwarty i będzie chciał pomóc.

PAP: Stosunki prezydenta z radą miejską nie były najlepsze. Jak pan zamierza z nią współpracować?

J.W.: Jestem przekonany, że z radą dogadamy się, że będziemy tworzyć jeden wspólny front na rzecz przyszłości miasta, bo nie wyobrażam sobie, żeby jakieś podziały polityczne wchodziły w grę. Jeżeli coś będziemy robili sensownie, to czy to będzie prawa, czy lewa strona, to trzeba taką inicjatywę podjąć. Jeżeli moje działanie będzie niezgodne z oczekiwaniami mieszkańców, to rada jest właśnie od tego, żeby powiedzieć +nie+. Zaproszę całą radę, wszystkie kluby, żeby stworzyć jeden komitet.

PAP: Do jakich poglądów panu bliżej – prawicowych, liberalnych, lewicowych?

J.W.: Uważam, że kompletnie nie ma znaczenia, jaka partia, jaka opcja, czy prawa, czy lewa strona. Naszą partią są mieszkańcy Gorzowa, to 60 proc. wyborców powiedziało +tak+ dla bezpartyjnego samorządu, a w związku z tym kompletnie są dla mnie nieistotne barwy polityczne i to, kto jakie ma poglądy.

PAP: Co Jacek Wójcicki może obiecać mieszkańcom Gorzowa?

Mogę obiecać, że całą swoją energię, całe swoje życie, które poświęcałem samorządowi, poświęcę dalej i zrobię wszytko, żeby to miasto za parę lat tętniło naprawdę energią, życiem, żebyśmy byli po prostu z niego dumni.
(PAP)