Spór między właścicielami mazurskich portów a administrującym jeziorami Regionalnym Zarządem Gospodarki Wodnej (RZGW) w Warszawie, dotyczy wysokości opłat za użytkowanie jezior. RZGW uznaje system mazurskich jezior za zbiorniki sztucznie spiętrzone i w związku z tym domaga się opłat za użytkowanie terenów na wodzie na podstawie stawek wynikających z ustawy o gospodarce nieruchomościami (średnio ok. 24 zł za m kw. powierzchni jeziora).
Właściciele portów uznają, że jeziora są naturalnymi wodami płynącymi i w związku z tym chcą ponosić opłaty wynikające z Prawa wodnego - wedle tych przepisów opłata za m kw. jeziora wynosi 83 gr.
Rzecznik RZGW w Warszawie Urszula Tamoń poinformowała PAP, że ponieważ właściciele portów i ośrodków wczasowych na Mazurach nie podpisują z RZGW stosownych umów dzierżawy, administrator jezior skierował na drogę sądową cztery sprawy, w przygotowaniu jest kolejnych 18 pozwów.
Właściciele mazurskich portów, z których większość nie ma podpisanych umów z RZGW, w rozmowie z PAP przyznawali, że ich niepewna sytuacja prawna powstrzymuje ich od inwestowania w porty.
"Kto z nas wyłoży pieniądze wiedząc, że jeśli nie dojdzie do porozumienia z RZGW, to może stracić port? Nie jesteśmy straceńcami, nie będziemy nic robić, póki nie będziemy mieć pewności, że się dogadamy z RZGW" - powiedział PAP Zbigniew Sawicki z Konsorcjum Właścicieli i Gestorów Mazurskich Portów i Przystani.
Organizacja ta skupia obecnie ok. 120 właścicieli portów i przystani, które mają nieuregulowaną sytuację prawną z RZGW.
"Chciałem powiększyć swoją flotę i zbudować następny pomost. Nie zrobię tego, do czasu, gdy moja sytuacja się nie wyjaśni. Sytuację, w jakiej się znalazłem, mogę porównać do włożenia kija w koła pędzącego roweru" - powiedział we środę PAP właściciel portu "Cicha zatoka" w Mikołajkach Wiesław Okrasa (jego sprawa z RZGW jest już w sądzie). Okrasa, który w Mikołajkach zainwestował dotąd blisko milion zł, przyznał, że z powodu sporu sądowego nie może wziąć kredytu pod zastaw portu. Dodał, że jeśli RZGW zmusi go - jak chce tego w pozwie - do rozebrania pomostów, wówczas pracę stracą wszyscy jego pracownicy.
Postępowaniu właścicieli portów nie dziwią się mazurscy samorządowcy. "Wiadomo, że do rozwoju biznesu potrzebny jest dobry klimat, a tego na razie na Mazurach z powodu postępowania RZGW nie ma" - powiedział PAP burmistrz Mikołajek Piotr Jakubowski.
Starosta giżycki Mirosław Drzażdżewski przyznał w rozmowie z PAP, że z tego powodu boi się o konkurencyjność oferty turystycznej Mazur. "Jeśli właściciele portów będą musieli płacić dużo więcej, wiadomo, że podniosą ceny gościom. No i się nie rozwijamy, a dziś kto się nie rozwija, ten się de facto cofa" - przyznał Drzażdżewski.
Starosta giżycki i burmistrz Mikołajek przyznali w rozmowach z PAP, że nie mają za złe właścicielom portów wstrzymywania się z inwestycjami. "My jako samorząd też mamy jeden ośrodek, bazę sportów wodnych, w sprawie której nie możemy się z RZGW porozumieć. Nie inwestujemy tam, nic nie robimy, czekamy na rozwój sytuacji. Taka jest moja decyzja i wszystkim radzę to samo" - powiedział PAP starosta giżycki.
Tamoń powiedziała PAP, że wszystkie podmioty, z którymi RZGW chce podpisać umowę dzierżawy, prowadzą działalność gospodarczą. (PAP)