Taki nieprawomocny wyrok wydał w piątek Sąd Okręgowy w Warszawie - pod nieobecność S., który nie przyjechał z Ukrainy. Sąd uznał jego obecność za nieobowiązkową, skoro został on prawidłowo zawiadomiony o rozprawie. W piątek sąd otworzył przewód sądowy, wysłuchał aktu oskarżenia i po niecałej godzinie wydał wyrok.

W mowie końcowej prok. Monika Harasim wniosła dla S. o karę 4 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata, 2 tys. zł grzywny i nakazanie mu na własny koszt przeprosin pokrzywdzonego w dwóch polskich gazetach.

Do incydentu doszło w lipcu 2013 r. podczas wizyty Komorowskiego dla upamiętnienia 70. rocznicy zbrodni wołyńskiej z lat 1943-45. Gdy rozmawiał z wiernymi po mszy w katedrze rzymskokatolickiej w Łucku na Ukrainie, młody mężczyzna poklepał go po ramieniu ręką, w której trzymał jajko. Został natychmiast powalony na ziemię przez ochronę i zatrzymany przez milicję.

Atak potępiło ukraińskie MSZ. Sam Komorowski apelował, aby nie przypisywać incydentowi szczególnego znaczenia. Kilka dni po incydencie S. został skazany przez ukraiński sąd za czyn chuligański na rok więzienia w zawieszeniu.

Niezależnie od tego, własne śledztwo w sprawie wszczęła Prokuratura Okręgowa w Warszawie. S. przyznał się do czynu, za który grozi do 3 lat więzienia. W wyjaśnieniach S. wskazał, iż chciał wyrazić oburzenie wobec rozpowszechnianej w polskich mediach opinii, iż tragedia wołyńska "była ludobójstwem wyłącznie na narodzie polskim, bo ucierpieli także i Ukraińcy".

Komorowski nie skorzystał z prawa bycia oskarżycielem posiłkowym w procesie.(PAP)

Dowiedz się więcej z książki
Postępowanie karne
  • rzetelna i aktualna wiedza
  • darmowa wysyłka od 50 zł