Projekt zakłada zawężenie zakresu pozyskiwania danych i wprowadzenie sądowej kontroli ich uzyskiwania, tak jak to jest obecnie przy uzyskiwaniu zgody m.in. na podsłuch. Generalny Inspektor Danych Osobowych miałby kontrolować zasadność ich przetwarzania oraz niszczenie niepotrzebnych danych.

Projekt w obecnej formie przygotowało Biuro Legislacyjne Senatu - miałaby to być inicjatywa ustawodawcza tej izby po raporcie NIK krytykującym zasady i praktykę uzyskiwania danych telekomunikacyjnych.

We wtorek projektem zajmowała się senacka komisja praw człowieka, praworządności i petycji. Zdecydowała, że do końca marca będzie można złożyć szczegółowe uwagi do projektu; potem komisja podejmie decyzję o jego losach - czy skieruje go pod obrady całej Izby.

Projektu bronili m.in. przedstawiciele Fundacji Panoptykon i Naczelnej Rady Adwokackiej. Podkreślali, że bliższa jest im koncepcja państwa, które chroni wolności obywateli, a nie stanowi prawo dla ułatwienia pracy służb. Przypominali, że billingi są coraz częściej dowodem w sprawie, a dane telekomunikacyjne świadczą w sądzie o tym kto z kim i gdzie się znajdował.

Szef CBA Paweł Wojtunik powiedział, że w jego ocenie projekt w takim kształcie jest nieakceptowany, bo nie pozwoli wywiązać się w praktyce z ustawowych obowiązków nałożonych na CBA, ale też inne służby.

"Te rozwiązania utrudnią w znaczącym stopniu ściganie przestępczości w ogóle, a na pewno je ograniczy przez czasochłonne i kosztochłonne procedury" – powiedział Wojtunik. Podkreślił, że liczba pozyskiwanych danych w Polsce jest faktycznie duża, ale jedynie kilka procent dotyczy wykazu połączeń. 90 proc. to ustalenie danych abonenta.

"W 98 proc. przypadków dzięki pozyskiwaniu danych na obecnych zasadach weryfikujemy negatywnie udział osób w procederze przestępczym" – zaznaczył. Przypomniał, że pozyskiwanie danych telekomunikacyjnych, to nie pozyskiwanie treści tych rozmów, do którego każdorazowo potrzebna jest kontrola sądu.

Przeciw projektowi jest też Prokuratura Generalna, która obawia się, że poważnie utrudni to prace prokuratury i sądów z powodu liczbę wniosków. W ocenie przedstawiciela MSW Mirosława Hakiela ograniczy to ściganie sprawców, bo procedura uzyskania pozwolenia na dostęp do billingów się wydłuży. Według niego uzyskanie danych w najpilniejszych przypadkach potrwa do 12 do 24 godzin, co uniemożliwi ściganie sprawców przestępstw.

W przypadku policji możliwość uzyskania billingów nie obejmie m.in. groźby karalnej, stalkingu czy wpływania na czynności urzędowe i kradzieży z włamaniem. Również bójka - np. "ustawka" grup kibiców czy przestępczość w internecie nie będzie skutecznie ścigana pod nowymi przepisami - podnosili przedstawiciele służb. Efektem będzie spadek liczby wystąpień o informację z danych telekomunikacyjnych, bo służbom niepotrzebne będą po dwu dniach informacje o porywaczu. Nie będzie też można skutecznie prowadzić poszukiwań zaginionych w oparciu o dane z nadajników komórkowych - podkreślali.

Zgodnie z projektem we wszystkich służbach, a nie tylko w CBA, jak obecnie, działałby pełnomocnik do spraw kontroli przetwarzania danych. Pełnomocnik ma sprawować wewnętrzny nadzór nad zgodnym z przepisami przetwarzaniem danych osobowych gromadzonych przez służbę.

Służby miałyby czas do końca marca na złożenie premierowi rocznych sprawozdań o liczbie i rodzajach uzyskanych danych, liczbie osób, których te dane dotyczyły. Sprawozdanie ma zawierać też rodzaje spraw, w których dane uzyskiwano a także liczbę i przyczyny odmów udostępnienia takich danych.

W Trybunale Konstytucyjnym jest kilka skarg na obecne przepisy dotyczące udostępniania billingów skierowanych m.in. przez Rzecznika Praw Obywatelskich. (PAP)