Dieter Lorenz wyjechał z Mazur do Niemiec w 1977 roku zostawiając w rodzinnej wsi Warchały m.in. 15 ha lasu. Rok później protokołem zdawczo-odbiorczym lasem tym zaczęły się opiekować Lasy Państwowe. W 2006 roku Lorenz zaczął zabiegać o zwrot należącego do niego przed laty lasu, w tym celu najpierw starając się o unieważnienie decyzji administracyjnych o przejęciu jego parceli przez Skarb Państwa, a następnie rozpoczął batalię przed sądem w Szczytnie.

W kwietniu sąd w Szczytnie uznał, że Lorenzowi zwrot lasu się nie należy, ponieważ Lasy Państwowe opiekowały się parcelą na tyle długo, że doszło do zasiedzenia w tzw. dobrej wierze.

Mazur nie zgodził się z tym stanowiskiem i złożył apelację od decyzji sądu w Szczytnie. Podnosił w niej m.in. to, że postępowanie administracyjne w jego sprawie celowo trwało długo, interpretował to jako "rzucanie mu kłód pod nogi", podnosił także, że wpływ na to mogła mieć panująca w tamtym okresie "sytuacja polityczno-społeczna".

Sędzia Małgorzata Kasztelan w uzasadnieniu decyzji sądu przyznała, że procedury administracyjne w przypadku Lorenza trwały długo, ale zaznaczyła, że nie były one wynikiem złośliwości, czy utrudniania Lorenzowi zwrotu parceli, a wynikały "ze sporów kompetencyjnych organów administracji". Nie zgodziła się z opinią, że wpływ miała na to bieżąca sytuacja w 2006 i 2007 roku. W ocenie sądu trwające długo postępowanie administracyjne nie wstrzymywało biegu okresu zasiedzenia.

W ocenie sądu przewlekłość postępowania administracyjnego nie miała jednak wpływu na ogólną ocenę sytuacji i tym samym sąd utrzymał w mocy decyzję o tym, że las Lorenza należy teraz do Lasów Państwowych.

Decyzja olsztyńskiego sądu jest ostateczna.

Lorenz miałby szanse na odzyskanie lasu, gdyby wcześniej wystąpił o jego zwrot (tak, jak zrobiła to m.in. prekursorka procesów o zwrot pozostawionego przed laty w PRL-u mienia - Agnes Trawny). (PAP)