Czytaj: TK: trzech sędziów wybranych legalnie, dwóch nie>>

"Decyzja Trybunału Konstytucyjnego ma charakter historyczny, odnosi się do wydarzeń, które miały miejsce w poprzedniej kadencji. Rozumiem, że wnioski, które należy wyciągnąć z tego wyroku Trybunału odnoszą się do przyszłości, w pewnej części. Natomiast to nie ma się nijak do tego, co wydarzyło się wczoraj, czyli do wyboru sędziów TK przez Sejm" - powiedział dziennikarzom w Sejmie Terlecki.

Skomentował w ten sposób czwartkowe orzeczenie Trybunału ws. ustawy o TK z czerwca 2015 roku.

Terlecki ocenił, że sam fakt wydania orzeczenia w tak ważnej sprawie jak wybór sędziów TK przez pięcioosobowy skład Trybunału jest "sytuacją niezwykłą".

Pytany, jak wygląda w tej chwili sytuacja wszystkich wybranych sędziów - także tych niezaprzysiężonych przez prezydenta, Terlecki powiedział, że to były jedynie "osoby wybrane, a nie sędziowie". Przekonywał, że skoro nie nastąpiło ich zaprzysiężenie, nie można mówić o nich jako o sędziach.

"Dziś sytuacja jest inna; jest czterech zaprzysiężonych z pięciu wybranych sędziów i to jest rzeczywistość" - powiedział Terlecki. Wyraził zarazem niepokój, że "opinia publiczna przyjmuje to ze zdumieniem, a poważne instytucje państwowe zajmują się kwestiami, których ogromna większość społeczeństwa nie rozumie".

Dowiedz się więcej z książki
Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej
  • rzetelna i aktualna wiedza
  • darmowa wysyłka od 50 zł

 

Szef klubu PiS był pytany, czy wyrok na pewno nie zmieni sytuacji nowo wybranych i zaprzysiężonych sędziów i czy nie należałoby cofnąć choćby trzech uchwał unieważniających wybór sędziów. Odpowiedział, że "Sejm jest z pewnością autonomiczny w swoich decyzjach, jest najwyższą władzą ustawodawczą".

"Trybunał nic nie ma do uchwał Sejmu, szczególnie tych podejmowanych na mocy regulaminu. Więc toczy się pewna dyskusja na temat funkcjonowania prawa w Polsce, która robi wrażenie, że coś jest nie w porządku. Teraz już chwała Bogu wszystko jest w porządku, będzie zaprzysiężony kolejny sędzia Trybunału i nie będzie już żadnych wątpliwości co do składu TK" - ocenił polityk PiS.

Ocenił, że opinia publiczna powinna otrzymać sygnał uspokajający, że "owszem, istnieje pewna różnica zdań i opinii prawników (...) ale nie mamy do czynienia z jakimś dramatycznym kryzysem, jak zdaje się to wyglądać w mediach". Według Terleckiego, oglądając serwisy informacyjne "można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z kryzysem konstytucyjnym, prawnym, parlamentarnym, a nic takiego nie ma miejsca". "Spokojnie, poczekajmy na rozwój wydarzeń" - apelował.

Zdaniem szefa klubu PiS, część klasy politycznej nie jest w stanie zaakceptować wyników wyborów - "że jedna partia uważa, że wyborów w ogóle nie było, nic się nie zmieniło i działa histerycznie, gdy dociera do niej, że nie jest u władzy", a inne uzyskały na tyle skromny wynik, że mają mały wpływ na rzeczywistość.

Terleckiego spytano też, czy to oznacza, że PiS nie uznaje wyroku TK. "Dlaczego mielibyśmy nie uznawać? Wyrok zapadł, odnosi się do rzeczywistości sprzed paru tygodni, a teraz mamy rzeczywistość już aktualną prawną i tego się trzymamy" - odpowiedział szef klubu PiS. Dodał, że jego zdaniem Sejm działa zgodnie z regulaminem, żadne przepisy przy wyborze sędziów nie zostały złamane i że nie słyszy, by "ktoś poważny to zakwestionował".

Terlecki zaznaczył, że "to nie jest tak, że przychodzi polecenie z Trybunału, że Sejm ma zaprzestać swojej działalności". Polityk dodał, że uważa wtorkowy wniosek TK do Sejmu o powstrzymanie się od wyboru nowych sędziów do czasu wydania wyroków wobec ustawy o TK oraz jej nowelizacji za "kompromitujący".

Trybunał uznał w czwartek, że niekonstytucyjny jest przepis ustawy o TK z czerwca 2015 r. w zakresie, w jakim był podstawą wyboru przez poprzedni Sejm 2 nowych sędziów TK - w miejsce tych, których kadencja wygasa w grudniu. Wybór pozostałej trójki - w miejsce sędziów, których kadencja minęła na początku listopada - był konstytucyjny. Ponadto TK uznał, że niezgodny z konstytucją jest przepis ustawy dot. zaprzysięgania sędziów TK przez prezydenta RP rozumiany inaczej niż jako zobowiązujący go do niezwłocznego zaprzysiężenia sędziów.

8 października Sejm poprzedniej kadencji wybrał pięciu nowych sędziów TK. Trzej zostali wybrani w miejsce sędziów, których kadencja wygasała 6 listopada (w trakcie kadencji poprzedniego Sejmu), a dwaj - w miejsce sędziów, których kadencja wygasa 2 i 8 grudnia (w trakcie kadencji obecnego Sejmu).

Według PO chodziło o zapobieżenie sytuacji, w której nowy parlament mógłby nie zdążyć z wyborem nowych sędziów i kadencje straciłyby ciągłość. Klub PiS nazwał ten wybór "psuciem państwa". Politycy PiS oceniali również później, że PO zmierzała do "zawłaszczenia Trybunału" po to, by blokować reformy, które ma wprowadzać rząd PiS. Prezydent Andrzej Duda nie odebrał przysięgi od wybranych w październiku sędziów.

25 listopada Sejm nowej kadencji, głosami PiS i Kukiz'15 uznał, że październikowy wybór sędziów nie miał mocy prawnej. W środę Sejm, przy sprzeciwie PO, Nowoczesnej i PSL, wybrał na sędziów Trybunału pięć osób, których kandydatury zgłosił PiS. W czwartek prezydent odebrał przysięgę od czterech wybranych w środę sędziów: Henryka Ciocha, Lecha Morawskiego, Mariusza Muszyńskiego i Piotra Pszczółkowskiego. Od piątej - Julii Przyłębskiej - prezydent ma odebrać ślubowanie po upływie kadencji sędziego, którego zastąpi ona w Trybunale. (PAP)