"Przedstawiona reforma ustroju szkolnego ma charakter rewolucyjny. Zburzy ona wszystkie struktury systemu tworzone przez wiele lat i w bardzo krótkim czasie dotknie wszystkich poziomów edukacyjnych. Edukacja nie znosi rewolucyjnych zmian, pospiesznych decyzji nieoczekiwanych zwrotów. Rozwija się pomyślnie tylko w atmosferze spokoju, stabilizacji, ciągłości planów i konsekwencji w ich realizacji" - napisano w stanowisku prezydium zarządu głównego ZNP, przekazanym PAP w poniedziałek.

Jak oceniono, wbrew twierdzeniom pomysłodawców, ogłoszona reforma będzie niezwykle kosztowna, a koszty te w głównej mierze poniosą jednostki samorządu terytorialnego. "W budżecie państwa, ani tym bardziej w budżetach samorządów nie ma dodatkowych środków na wydatki związane z reformą oświaty. Rok 2017 – rok jej rozpoczęcia – zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Finansów będzie okresem niezwykle trudnym dla finansów publicznych. W budżecie państwa konieczne będą ograniczenia wydatków publicznych. Także zadłużone jednostki samorządu terytorialnego nie udźwigną kolejnych tak potężnych wydatków, a konstruowanie reformy w oparciu o środki unijne jest w obecnej sytuacji +budowaniem na piasku+" - uważają związkowcy.

Według nich planowana reforma ustroju szkolnego stwarza więcej zagrożeń niż szans dla dobrej edukacji, a konsekwencje jej dotkną wszystkich: uczniów, rodziców, nauczycieli, pracowników oświaty, a także samorządów.

"Naszym zdaniem skutkiem reformy ustroju szkolnego będzie obniżenie poziomu jakości edukacji i zaprzepaszczenie wypracowanych przez szkoły osiągnięć potwierdzonych w międzynarodowych badaniach PISA czy raporcie OECD. Nauczeni doświadczeniem mamy pewność, że polskiej oświaty nie stać, aby po raz kolejny uczyła się na błędach i zaczynała od zera. Tak radykalny pomysł kolejnej reformy struktury szkolnictwa uważamy za nieuzasadniony i społecznie szkodliwy" - czytamy w stanowisku.

Dlatego ZNP apeluje: "Zostawmy strukturę systemu oświaty w spokoju. Zacznijmy ten system wspierać i racjonalnie doskonalić, zamiast go burzyć. Będzie to dobra zmiana dla ucznia, rodzica, nauczyciela, a także wszystkich osób i instytucji związanych z oświatą".

Zmianę struktury szkolnictwa w Polsce zapowiedziała 27 czerwca w Toruniu minister edukacji Anna Zalewska. Zgodnie z tą zapowiedzią w miejsce obecnych 6-letnich szkół podstawowych, 3-letnich gimnazjów, 3-letnich liceów ogólnokształcących, 4-letnich techników i 2- lub 2,5-letnich zasadniczych szkół zawodowych pojawią się nowe szkoły. Mają to być: 8-letnia szkoła powszechna, w której edukacja wczesnoszkolna będzie w klasach I-IV oraz 4-letnie liceum ogólnokształcące, 5-letnie technikum, dwuetapowe 5-letnie szkoły branżowe.

Zmiany mają być wprowadzane stopniowo od roku szkolnego 2017/2018 poprzez wydłużenie nauki w szkołach podstawowych i wygaszanie gimnazjów.

Zalewska poinformowała, że projekt ustawy mówiący o nowym ustroju szkolnym powinien być gotowy jesienią.

Powrót do 8-letniej szkoły podstawowej i 4-letniego liceum zapowiedziała w listopadzie ubiegłego roku w expose premier Beata Szydło. (PAP)

dsr/ akw/