- Gminy na zadania przewidziane subwencją oświatową dostały prawie 17 mld zł, a wydały 15 mln 725 tys. zł. Owszem, generalnie ich wydatki bieżące na oświatę były wyższe i wyniosły 22 mld zł, ale przy tej kwocie uwzględnione są koszty, które z założenia ustrojowego gmina powinna sobie finansować sama np. przedszkola, oddziały przedszkolne, stołówki szkolne czy obsługa administracyjna szkół. Gdyby nie brać pod uwagę tych wydatków, to w ostatnim roku w gminach wiejskich i miejsko-wiejskich pozostałoby 12 proc. środków z subwencji i dotacji celowych na oświatę. Ponieważ państwo uwzględniło koszty usługi oświatowej w oddzielnym worku finansowania, dając wyznaczoną subwencję, to samorządy zaczynają krzyczeć, że w tym worku jest za mało pieniędzy. Nikt nie podnosi ogólnokrajowego larum z powodu niewystarczających środków na kulturę czy drogi. - mówi prof. Antoni Jeżowski, autor książki "Ekonomika Oświaty". Podkreśla także, że wobec niżu demograficznego samorządy powinny odważniej podchodzić do racjonalizacji sieci szkół. 
- Uważam, że samorządy podejmują zbyt mało kroków w kierunku racjonalizacji sieci szkolnych, zwłaszcza w środowisku wiejskim. Rozumiem, że jak wójt zlikwiduje szkołę, to nie będzie miał głosów w następnych wyborach itd., ale nigdzie nie jest powiedziane, że całe społeczeństwo w Polsce musi za takie małe szkoły płacić. Nie mówię, że takich małych szkół ma nie być, ale trzeba pomyśleć, w myśl jakich reguł mają funkcjonować. W Polsce gdy samorząd chce przekazać szkołę stowarzyszeniu, musi ją najpierw zlikwidować, a ono ją sobie odtwarza. Trzeba szukać trzeciej drogi, na zasadzie: to jest nasza szkoła, ale kto inny ją prowadzi, a my tam przekazujemy takie środki, na jakie nas stać. W końcu uczą się w niej dzieci naszych mieszkańców. - uważa profesor. Popiera także postulaty, by Karta nauczyciela dotyczyła jedynie nauczycieli pracujących przy tablicy. Zwiększyć się też - jego zdaniem - powinien czas, który nauczyciel spędza w szkole. 
- W wielu państwach Unii Europejskiej nazywa się to „dostępnością nauczyciela". Jeżeli czas pracy wynosi 40 godzin, a liczba godzin dydaktycznych 22, to dostępność w szkole np. 30 godzin. W tym czasie nauczyciel realizuje pensum i jest do dyspozycji dyrektora, dla realizacji choćby bieżących zadań w szkole. Pensum należałoby zróżnicować w zależności od nauczanego przedmiotu. Nauczyciele przedmiotów, które kończą się egzaminem powinni mieć pensum najniższe, wynoszące przynajmniej 20-22 godziny. Nieco wyższe powinno być pensum nauczycieli przedmiotów, które są częścią egzaminu, a najwyższe dla tych, którzy uczą przedmiotów wspomagających. Więcej>>