"Godzina dla Ziemi" organizowana jest przez ekologów z WWF. Pierwszy raz światła zgasły w Sydney w 2007 roku. Od tego czasu coraz więcej osób, firm, samorządów, instytucji publicznych i miast przyłącza się do tej inicjatywy. Na całym świecie gaszone są iluminacje, czy oświetlenie charakterystycznych budynków. Ekolodzy informują, że w zeszłym roku światła "zgasły" w 162 państwach i w ponad 7 tys. miast.

Zgonie z informacją stołecznego magistratu w sobotę iluminacje zgasną na murach obronnych Starego Miasta czy przeprawach nad Wisłą. "Zgaśnie" też fasada Pałacu Kultury i Nauki od 6 piętra wzwyż. Iluminacje mają być też wyłączone na katowickim Spodku, w krakowskich Sukiennicach i Kościele Mariackim.

Do akcji tradycyjnie włącza się też administracja publiczna. Światła gasnąć będą w urzędach jak i też w części ministerstw m.in. środowiska czy infrastruktury i rozwoju.

Jak wyjaśnił w rozmowie z PAP rzecznik WWF Paweł Średziński w tym roku w Polsce "Godzina dla Ziemi" przybrała nowy kształt "Godziny dla Morświna". Ekolodzy wskazują, że ten sympatyczny kuzyn delfina, który żyje w Bałtyku jest krytycznie zagrożony wyginięciem. Pod koniec zeszłego roku liczbę tych ssaków oszacowano na 450 sztuk.

Średziński dodał, że w ramach akcji oprócz tradycyjnego już gaszenia świateł można podpisać specjalny apel na stronie godzinadlaziemi.pl. Wyjaśnił, że apel skierowany jest do resortu środowiska, by podjął działania na rzecz ochrony tych ssaków w Bałtyku. Podkreślił, że taki program przygotowany m.in. we współpracy z WWF od dwóch lat znajduje się w ministerstwie.

Rzecznik WWF poinformował, że podpisy będą zbierane do końca marca. Do tej pory apel podpisało już ponad 40 tys. osób.

"Morświn to nasze wspólne dobro, gatunek który wskazuje jak papierek lakmusowy jaki jest stan Bałtyku. Dzięki niemu wiemy, że nie jest z nim do końca dobrze" - powiedział.

Średziński wyjaśnił, że głównymi zagrożeniami dla tych ssaków są: przyłów (przypadkowe plątanie się w sieci), hałas oraz zanieczyszczenie środowiska.

W programie ochrony ekolodzy proponują m.in. raportowanie o przyłowie, a także jeśli jest to możliwe montowanie akustycznych odstraszaczy, tak by morświny omijały sieci. Posługując się echolokacją po prostu ich nie widzą. Zdaniem aktywistów powinno też się zacząć poszukiwać nowych narzędzi połowowych tak by ograniczyć zjawisko przyłowu.

Średziński wskazał, że powinno się podjąć też szczególne środki ostrożności przy dokonywaniu podwodnych detonacji. Zaznaczył, że chodzi szczególnie o okres między styczniem a marcem kiedy morświny znajdują się w bezpośredniej bliskości polskiej linii brzegowej. Dodał, że przy dokonywaniu takich eksplozji powinno się zwiększyć tzw. obszar wypłaszania by był on zdecydowanie większy niż obecne 2,5 km.

Rzecznik WWF dodał, że na razie do akcji "Godzina dla Morświna" przyłączyło się 44 polskich miast. W nich też "gasnąc" będą charakterystyczne budynki. Finał akcji ma odbyć się w sobotę w Gdyni, gdzie morświn symbolicznie ma powrócić do morza.

Morświn jest jedynym gatunkiem walenia stale zasiedlającym Bałtyk. Występuje w strefie przybrzeżnej wód chłodnych i umiarkowanych półkuli północnej. W dwudziestoleciu międzywojennym morświny były tak liczne, że polskie władze wprowadziły specjalne premie za ich łowienie lub zabijanie. Zwierzęta te były traktowane jak szkodniki, które niszczą sieci i przetrzebiają stada ryb. (PAP)

mick/ jzi/