Jak tłumaczy resort, polowania na łosie mają być dopuszczone w miejscach, gdzie - według danych z liczenia - jest nie mniej niż pięć łosi na tysiąc hektarów terenów leśnych lub bagiennych. "Zgody na odstrzał będą wydawane na podstawie planów łowieckich, które muszą uwzględniać zachowanie populacji na poziomie wskazywanym przez naukowców - 5 sztuk na 1000 ha. Odstrzał będzie możliwy tylko w bardziej zagęszczonych przez łosie nadleśnictwach i tylko przy zachowaniu bezpiecznych limitów. Chcemy działać bardzo ostrożnie, dlatego też zdecydowaliśmy się znieść moratorium jedynie do końca 2016 roku"; zapewnił Ostapiuk.



Projekt zakłada, że po 1 stycznia 2017 r. łosie miałyby być objęte całkowitą ochroną. Ministerstwo w uzasadnieniu zaznacza jednak, że gdyby po inwentaryzacji łowieckiej łosi w marcu 2016 r. okazało się, że nie widać negatywnego wpływu polowań na liczebność tych zwierząt, "zasadne będzie rozważenie możliwości wprowadzenia terminowego lub bezterminowego wykonywania polowań na łosie na ustalonych obszarach".


Plany łowieckie opiniują samorządy, nadleśnictwa, Lasy Państwowe, a tam, gdzie nadleśnictwa graniczą z parkami narodowymi - dyrektorzy tych parków.


Wiceminister podkreślił, że teren Biebrzańskiego Parku Narodowego, gdzie łosi jest najwięcej, jest objęty zakazem polowań i "to się nie zmieni".


Ostapiuk dodał, że cieszy się, iż projekt wywołał dyskusję. "Konsultacje społeczne służą przygotowaniu ostatecznej i jak najlepszej treści aktu prawnego" - zaznaczył.

(PAP)