PAP: Panie ministrze, czy błędem polityki mieszkaniowej państwa nie jest wspieranie własności? W krajach rozwiniętych takich jak Niemcy czy Wielka Brytania, znaczna lub większa część mieszkań to tzw. czynszówki.

Paweł Orłowski: W Polsce powinno powstawać więcej czynszówek. Obok rynku mieszkań kupowanych na własność, należy rozwijać równolegle rynek mieszkań na wynajem. Ten cel realizuje obecnie Bank Gospodarstwa Krajowego, który w najbliższych latach chce zainwestować w ten sektor 5 mld zł. Mam nadzieję, że tę dobrą praktykę będą kontynuować deweloperzy. Chodzi o pokazanie im, że ten biznes jest atrakcyjny. Moim zdaniem, w najbliższych latach rynek najmu powinien się rozwijać. Sprzyjać temu mogłyby zmiany regulacji uelastyczniające zasady zarządzania mieszkaniami przez gminy, dzięki którym lokale trafiałyby do tych, którzy nie są w stanie pozyskać mieszkania na rynku.

PAP: Czy pomoc państwa przy zakupie mieszkań dla młodych nie jest zbyt daleko idącą ingerencją w rynek nieruchomości?

P.O.: Budżet państwa powinien wspierać programy mieszkaniowe, jeśli mają one wymiar społeczny, prorodzinny. Taki charakter ma właśnie program "Mieszkanie dla Młodych". Rząd powinien pomagać osobom, których nie stać na zakup własnego M w obecnych realiach rynkowych. Tym bardziej w sytuacji, kiedy Komisja Nadzoru Finansowego wydała rekomendację uniemożliwiającą zaciągnięcie kredytu na 100 proc. wartości nieruchomości, a kupujący musi zapewnić odpowiedni wkład własny.

PAP: Nie będzie jednak łatwo o dopłatę państwa na zakup pierwszego mieszkania. W Krakowie lub Warszawie ceny transakcyjne lokali znacznie przewyższają limity programu.

P.O.: Brak limitów cenowych oznaczałby, że działamy tak, jak deweloperzy, a nie o to chodzi. Program ma wspierać określony segment rynku i pomóc w zakupie pierwszego lokalu przede wszystkim młodym rodzinom, które nie mają dzisiaj wystarczającej zdolności kredytowej. Nie byłoby celowe dofinansowanie zakupu drogich apartamentów. W kolejnych latach powinno pojawiać się coraz więcej lokali spełniających kryteria cenowe MdM-u. Jeśli pojawi się popyt, to deweloperzy zaczną dostosowywać ceny nieruchomości. Możliwy jest więc spadek cen w segmencie mieszkań kupowanych przy wsparciu państwa.

PAP: Program ma potrwać do 2018 r. Czy rząd myśli o jego przedłużeniu?

P.O.: Wszystko zależy od powodzenia MdM-u i od potrzeb mieszkaniowych młodych osób i małżeństw. Chcemy skoncentrować się na tej grupie osób, które z jednej strony nie spełniają kryteriów, by wynająć lokal komunalny od samorządu, a z drugiej strony nie mają wystarczającej zdolności kredytowej. Program ma także ważny wymiar gospodarczy, jest bowiem próbą pobudzenia rynku mieszkaniowego i zwiększenia podaży mieszkań.

PAP: Jak to wpłynie na ceny mieszkań z drugiej ręki, skoro MdM jest adresowany tylko do rynku pierwotnego?

P.O.: Potrzeby mieszkaniowe w Polsce w najbliższych latach będą wciąż duże. Nie sądzę, aby MdM mocno wpłynął na ceny mieszkań na rynku wtórnym. Gdybyśmy go objęli programem, to nie osiągnęlibyśmy celu gospodarczego, jakim jest pobudzenie rynku i zwiększenie podaży mieszkań. Tym bardziej, że choć trend w gospodarce jest pozytywny, to nadal znajdujemy się w trudnej sytuacji ekonomicznej. Chciałbym podkreślić, że program będzie podlegał stałemu monitorowaniu. W przypadku wystąpienia przesłanek uzasadniających wprowadzenie korekt ustawowych, resort z pewnością wystąpi ze stosowną inicjatywą legislacyjną.

PAP: W Polsce brakuje 700-750 tys. mieszkań. Kiedy ta luka zostanie uzupełniona?

P.O. W naszym kraju powstaje średnio ok. 150 tys. lokali rocznie. Dlatego ten deficyt powinien zostać uzupełniony w niedługiej perspektywie. Na pewno duży potencjał, jeżeli chodzi o najem, mamy w zasobie mieszkań komunalnych - w sumie ponad 1 mln lokali. Chcemy rozważyć, jak uelastycznić regulacje związane z zarządzaniem tymi mieszkaniami przez samorządy. Dzisiaj to wsparcie często nie trafia do najbardziej potrzebujących. Zdarza się, że jest kierowane do osób, które mogłyby sobie poradzić na przykład na rynku najmu komercyjnego, bądź nawet posiadają własny lokal. Zmiany oznaczałyby także dla rynku najmu zmniejszenie ryzyka wynajmujących przed niewypłacalnością najemców.

PAP: Ile osób czeka dzisiaj w kolejce na lokal komunalny?

P.O.: Około 130-140 tys. osób. Chcemy, by samorządy trafiały z ofertą lokali komunalnych do osób, które najbardziej tego wsparcia potrzebują. Czyli znajdują się w trudnej sytuacji materialnej, a ich stan majątkowy uzasadniałby otrzymanie takiego mieszkania. Pytanie, czy nie warto upowszechniać, jako dobrej praktyki, modelu partnerstwa publiczno-prywatnego w budowie mieszkań komunalnych przez gminy. Mogłyby one to robić z Towarzystwami Budownictwa Społecznego czy innymi podmiotami prywatnymi. Dzisiaj jest to możliwe, choć nie zawsze atrakcyjne. Stąd potrzebna zmiana przepisów dotyczących najmu, umożliwiających lepsze zarządzanie zasobem komunalnym. Chcemy ponadto, by gminy w większym stopniu korzystały ze wsparcia budżetowego na ten cel.

PAP: Czy zgadza się pan z prognozą analityków, że ceny mieszkań w najbliższym czasie pójdą w górę?

P.O.: Analizując sytuację na rynku można przewidywać, że ceny lokali wzrosną. Sprzyja temu poprawiająca się powoli sytuacja makroekonomiczna kraju, zwiększająca się konsumpcja czy przewidywane polepszenie sytuacji na rynku pracy, a także duży popyt na mieszkania wciąż nie odpowiadający podaży. Do tego dochodzi jednak niepewność, jak zadziała nowa rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego, a także jak w najbliższej perspektywie będzie zmieniała się sytuacja gospodarcza. MdM umożliwi zakup ok. 25 tysięcy mieszkań rocznie do 2018 r. Jeśli w związku z tym zwiększy się podaż lokali na rynku, to również korzystnie wpłynie to na ceny dla kupujących. Dlatego jest szansa, że dzięki MdM ogólny wzrost cen nie będzie znaczący, a jak już wspomniałem, w segmencie mieszkań kupowanych z dopłatą, możliwy jest nawet ich spadek.

PAP: Oprócz zabezpieczenia środków na MdM, czy udoskonalenia przepisów w sprawie najmu, jakie ma pan plany na nadchodzący rok w zakresie polityki mieszkaniowej?

P.O.: Chcemy też zabezpieczyć środki na cele realizowane w ramach Funduszu Termomodernizacji i Remontów, szczególnie w tak trudnej sytuacji budżetowej. Pieniądze z tego funduszu trafiają m.in. na ocieplenie i remonty budynków. Do tej pory średniorocznie był zasilany kwotą kilkudziesięciu milionów złotych. Naszym zadaniem jest skoordynowanie pieniędzy budżetowych z funduszami unijnymi na lata 2014-2020. Środki na działania rewitalizacyjne czy termomodernizację, także budynków mieszkalnych, będą dostępne w programach regionalnych oraz w programie "Infrastruktura i Środowisko".