Chodzi o projekt ustawy o ponownym wykorzystywaniu informacji sektora publicznego (angielskie re-use), nad którym od dwóch lat pracowało ministerstwo cyfryzacji. Nie trafił on do Sejmu w poprzedniej kadencji, mimo że implementuje dyrektywę 2013/37/UE, która powinna była zostać wdrożona do polskiego porządku prawnego do 18 lipca 2015 r.

Podczas prac w komisjach przedstawiciele resortów cyfryzacji i środowiska zaproponowali zmiany, które ułatwią obywatelom dostęp do danych Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej oraz Państwowego Instytutu Geologicznego. Do tej pory organizacje pozarządowe, niezależni badacze i przedsiębiorcy skarżyli się na ograniczenia i wysokie opłaty za udostępnianie danych meteorologicznych i hydrologicznych.

"Z naszej strony deklaracja woli jest jasna i była jasna: chcemy maksymalnie otwierać to, co można otwierać, te dane, na które mamy wpływ, czyli sektora publicznego obywatelom" - podkreślił na wtorkowym posiedzeniu komisji spraw wewnętrznych i administracji wiceszef resortu cyfryzacji Witold Kołodziejski.

Dane meteorologiczne i klimatyczne mogą służyć prywatnym firmom np. do tworzenia zindywidualizowanych prognoz pogody np. dla rolników, co pozwala optymalizować opryski i inne prace rolnicze na danym obszarze. Ten rodzaj usług rozwija się dynamicznie np. w USA.

"To są niebagatelne poprawki" - przekonywał wiceminister, tłumacząc, że dane meteorologiczne nie były udostępnianie, m.in. dlatego, że stanowiły istotną pozycję w budżecie IMiGW, przynosząc ok. 6 mln zł rocznie.

"Mam nadzieję, że dokonamy przełomu i te dane będą wreszcie dostępne" - zapowiedział Kołodziejski. Jak podkreślił, chodzi o to, żeby dane wytwarzane za pieniądze podatników były tym podatnikom nieodpłatnie udostępniane.

O potrzebie zmiany przepisów dotyczących udostępniania danych meteorologiczno-hydrologicznych mówił także wiceminister środowiska Mariusz Gajda, na którym spoczywa nadzór nad IMiGW.

"Te dane są niezwykle istotne nie tylko dla nauki, ale także dla życia codziennego. Niemal każda gmina ma zapotrzebowanie na takie dane, także dane historyczne" - mówił Gajda. Podkreślił, że do tej pory, gdy gmina chciała uzyskać dostęp np. do danych o stanie wód w czasie powodzi musiała płacić za nie wiele tysięcy zł.

"To była sytuacja, moim zdaniem, patologiczna" - ocenił przedstawiciel MŚ.

Oprócz otwarcia danych meteorologicznych nowe przepisy, które są uzupełnieniem ustawy o dostępie do informacji publicznej, mają także m.in. ułatwić ponowne wykorzystanie zasobów bibliotek, muzeów i archiwów. Pozwolą one np. przetwarzać - także dla celów komercyjnych - zdigitalizowane zdjęcia z I wojny światowej, obrazy Jana Matejki, skany archiwalnych dokumentów czy starych map.

"Ustawa ma bardzo duże znaczenie z punktu widzenia społecznego, bo pod niewinną nazwą +ponownego wykorzystania+ kryje się tak naprawdę udostępnienie danych obywatelowi, czyli bezpośrednia korzyść dla obywatela, udostępnienie przedsiębiorcom tych danych, którzy będą je wykorzystywali i w sposób przetworzony udostępniali obywatelom" - podkreślił Kołodziejski.

Jak dodał przepisy są ważne "z punktu widzenia budowy społeczeństwa informacyjnego".

Nowe przepisy koncentrują się na wykorzystywaniu gospodarczej wartości informacji sektora publicznego, które mają służyć jako materiał surowy dla rozwoju nowych produktów i usług. Choć nie nakładają one na administrację publiczną obowiązku digitalizacji zasobów, a jedynie obowiązek udostępnienia w takiej formie, jaka istnieje w chwili realizacji wniosku, to resort ma nadzieję, że zachęcą one instytucje do digitalizowania swoich zbiorów i ułatwią też uzyskiwanie funduszy ze środków unijnych na ten cel.

Dodatkowo, choć udostępnianie danych publicznych do ponownego wykorzystania ma być - co do zasady - bezpłatne, w myśl projektu muzea, archiwa i biblioteki będą miały możliwość pobierania wyższych opłat niż ograniczone do kosztów bezpośrednich (przewidziane dla pozostałych podmiotów zobowiązanych).

Udostępnianiu będą jednak podlegać tylko te informacje sektora publicznego, które nie są przedmiotem praw własności intelektualnej osób trzecich. Chodzi tu przede wszystkim o autorskie prawa majątkowe.

Według wyliczeń cytowanych w teście regulacyjnym do projektu, na poziomie unijnym szacuje się, że wartość rynku opartego o udostępnioną informację publiczną to 32 mld euro w 2010 r. (ok. 0,25 proc. PKB); cały wpływ na gospodarkę (uwzględniając pozytywny wpływ na produktywność w innych obszarach) to ok. 143 mld euro w 2008 r.

W kontekście polskim, jak napisano w teście regulacyjnym do projektu, "możliwość wykorzystania informacji sektora publicznego to szansa dla przedsiębiorców, którzy chcą na ich podstawie stworzyć nowe produkty i usługi". "Głównym beneficjentem (...) będą firmy działające w sektorze kultury i kreatywnym. Jego wielkość w Polsce szacowana jest na ok. 4,8 proc. PKB, a liczba podmiotów na 173 tys. W ostatnich latach sektor sukcesywnie zwiększa swój udział w polskim PKB (z 4 proc. w 2009 r. do 4,8 proc. w 2013 r.)" - podkreślono.(PAP)