Sejm odrzucił w piątek propozycje Senatu, by zapis o cenie gwarantowanej zastąpić gwarantowanym prawem do odsprzedaży nadwyżek energii za 210 proc. hurtowej ceny energii.

Oznacza to, że w ustawie pozostał zapis tzw. prosumencki - wprowadzony nieoczekiwanie przez Sejm przy uchwalaniu ustawy o OZE - który gwarantuje posiadaczom przydomowych mikroinstalacji (np. paneli fotowoltaicznych) o mocy do 10 kW odkup od nich "zielonej" energii po cenie gwarantowanej i wyższej niż rynkowa.

Tzw. zapis prosumencki dzieli prosumentów (czyli jednoczesnych producentów i konsumentów energii) na dwie grupy - najmniejsze instalacje do 3 kW i te od 3kW do 10 kW. W przypadku tych pierwszych wsparcie miałoby wynieść ok. 75 gr na kWh w ciągu piętnastu lat, w przypadku drugiej grupy 40-70 gr/ kWh.

"Przyjęte zapisy dotyczące taryf gwarantowanych oznaczają odejście od jednej z głównych idei ustawy, tj. realizowania rozwoju OZE z uwzględnieniem racjonalności ekonomicznej rozumianej jako akceptowalny, możliwie najniższy koszt dla obywateli i dla gospodarki. Za pieniądze, które zostaną wydane – zgodnie z przyjętą ustawą - na wsparcie mikroinstalacji można by wyprodukować dwa razy więcej energii zielonej z tańszych instalacji (zaproponowane 750 zł versus poniżej 400 zł z obecnie produkujących). Powinniśmy racjonalizować wydatki i uczyć się na błędach innych, a nie je powielać" – powiedział w piątek dyrektor biura Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej (PKEE) Andrzej Kania.

PKEE zauważa, że Polska musi spełnić cele unijne dotyczące OZE oraz redukować emisję CO2, ale jak najniższym kosztem. Tymczasem - zdaniem PKEE, cena energii z fotowoltaiki (PV) w wysokości 750 zł za megawatogodzinę jest znacznie wyższa, niż z innych technologii odnawialnych, jak wiatr czy biomasa. Komitet zwrócił uwagę, że w polskich warunkach klimatycznych nie ma droższej energii od PV.

Zdaniem PKEE, by stać się prosumentem trzeba spełnić szereg warunków. Przede wszystkim trzeba być zamożnym. To oferta dla tych, którzy mają dom i mogą sobie na nim lub - w przypadku niewystarczającej konstrukcji dachu - na działce, zainstalować panele słoneczne, inwestując kilkanaście – kilkadziesiąt tysięcy złotych. Wszyscy inni, których na to nie stać lub którzy mieszkają w budynkach wielorodzinnych, będą dopłacać do tych posiadających OZE w swoich rachunkach za energię elektryczną. Pieniądze na zwrot z inwestycji nie wezmą się znikąd, tylko z portfela obywateli - zwraca uwagę Komitet.

Rzecznik Koalicji Klimatycznej, zrzeszającej 23 organizacje pozarządowe, Piotr Siergiej w rozmowie z PAP przyznał, że koszt założenia instalacji fotowoltaicznej o mocy ok. 3kW (taka moc pozwala na wyprodukowanie ilości prądu, jaką zużywa rocznie średnie gospodarstwo domowe - PAP) to obecnie ok. 25 tys. zł, więc to propozycja dla osób zamożniejszych. Zwrócił jednak uwagę, że ceny paneli fotowoltaicznych będą spadać, w miarę jak będzie ich przybywać.

"Spadek cen ogniw na świecie jest bezprecedensowy, w ciągu ostatnich lat 3 - 4 lat to ok. 70 proc." - zauważył "Zaistnienie energii odnawialnej w Polsce przyczyni się do obniżenia cen prądu, tak dzieje się to w Niemczech. Może się okazać, że wszyscy Polacy będę beneficjentami taniej energii produkowanej przez OZE, co wymusi na producentach energii metodą tradycyjną racjonalizację kosztów, a to z kolei przyczyni się do obniżenia cen energii w całości" - dodał Siergiej.

Jego zdaniem, ustawa z zapisem prosumenckim stanie się impulsem do rozwoju OZE w Polsce. Zapis o cenach gwarantowanych - jak podkreśla - daje szansę, że inwestycja w panel fotowoltaiczny (jego średnia przeżywalność to ok. 20 lat) zacznie się zwracać po 8 - 10 latach.

Siergiej przyznał, że z powodu dopłat gwarantowanych dla prosumentów, ceny energii płaconej przez przeciętnego Kowalskiego mogą wzrosnąć. "To wzrost o ok. 2-3 grosze miesięcznie" - przekonuje.

Jednak - jak podkreślił - zaistnienie energii odnawialnej w Polsce, z zaakceptowaną przez Sejm wersją ustawy, przyczyni się do obniżenia cen prądu, tak jak dzieje się to w Niemczech. "Może się okazać, że wszyscy Polacy będą beneficjentami taniej energii produkowanej przez OZE, co wymusi na producentach energii metodą tradycyjną racjonalizację kosztów, a to z kolei przyczyni się do obniżenia cen energii w całości" - zapewnił.

Dodał też, że obecnie w Polsce pracuje mniej niż 1000 paneli fotowoltaicznych. Jak się szacuje, wprowadzenie zapisu o taryfach gwarantowanych przy ograniczeniu mocy do 800 MW w mikroinstalacjach spowoduje, że może być nimi zainteresowanych ok. 200 tys. osób.

Siergiej, podobnie jak przedstawiciele PKEE, przyznał, że beneficjentami zakupów tych urządzeń będą firmy chińskie czy niemieckie, bo jak dodał, w Polsce paneli fotowoltaicznych się nie produkuje. Zwrócił uwagę na możliwości, jakie daje otwarcie takiego rynku. "Te panele ktoś będzie musiał założyć, przetransportować, wreszcie serwisować. To da tysiące nowych miejsc pracy" - mówi.

Jego zdaniem, rozwój fotowoltaiki w Polsce spowoduje też rozwój rodzimej produkcji. Jako przykład podaje wspierane w swoim czasie solary - urządzenia służące do podgrzewania wody, których jest już w Polsce ok. 300 tys. "W Sosnowcu powstała największa w Europie i jedna z trzech największych na świecie firm produkujących te urządzenia" - dodał Siergiej.(PAP)