W czwartek w Sejmie Korolec, na wniosek klubu PSL, przedstawił informację w sprawie polskiego weta dotyczącego unijnych planów redukcji emisji dwutlenku węgla po 2020 r.

Polska zawetowała propozycję Komisji Europejskiej, by ustalić mapę drogową redukcji CO2 do 2050 r. Komisja chciała, by w porównaniu z 1990 r. UE zredukowała emisję o 40 proc. w 2030 r., o 60 proc. w 2040 r. i o 80 proc. w 2050 r. W debacie nad informacją posłowie - niezależnie od przynależności - chwalili Korolca za zablokowanie wspólnych ustaleń ministrów.

Minister powiedział, że siła Unii Europejskiej polega na umiejętności łączenia nawet skrajnych stanowisk poszczególnych państw i dostosowywaniu wspólnych ustaleń do różnych ambicji tych państw, a także ich różnych poziomów startowych. W jego ocenie nie należy tak stawiać sprawy, że mamy jakąś "zewnętrzną politykę klimatyczną, politykę europejską, która na nas, na nasz kraj wpływa".

"Polityka europejska jest wypadkową polityk 27 państw. Są kraje w Europie, które mają bardzo ambitne własne cele klimatyczne, ale nie ma to żadnego związku z uzgodnieniami międzynarodowymi. To jest polityka wewnętrzna danego państwa" - podkreślił.

"Myślę, że najwyższa pora, byśmy sami sobie postawili pytanie, jakie cele powinna stawiać sobie nasza wewnętrzna polska polityka; jakie cele klimatyczne chcemy sobie postawić, szczególnie przed zbliżającym się w połowie roku Szczytem Ziemi w Rio de Janeiro (Brazylia), 20 lat po globalnych ustaleniach w sprawie zrównoważonego rozwoju" - ocenił.

Minister przypomniał, że światowa konferencja klimatyczna w Durbanie w grudniu 2011 r. przyjęła ustalenia o ścieżce dojścia do kolejnego globalnego porozumienia klimatycznego, obowiązującego po 2020 r. Ale jednocześnie z deklaracji państw świata wynika, że do 2020 nie podejmą one żadnych wysiłków redukcyjnych.

Nowe negocjacje światowe, do których ma dojść w 2013 r. i które mają potrwać do 2015 r., niedobrze zaczynać od wyłożenia wszystkich kart na stół - uważa polski minister. Przypomniał, że proponowane przez Komisję Europejską cele, które zawetował w piątek w Brukseli, oznaczają w 2050 np. całkowitą redukcję emisji CO2 w energetyce w porównaniu z 1990 r., 70 proc. w transporcie, a 50 proc. w rolnictwie.

"Naszym zdaniem musimy poczekać do końca negocjacji globalnych, by wypracować wewnętrzne cele redukcyjne w Unii Europejskiej" - podkreślił Korolec.

Przypomniał, że przed spotkaniem ministrów w piątek, rozesłał do nich listy z naszym stanowiskiem i zaproszeniem do debaty pomiędzy krajami na temat celów klimatycznych. "Obecna prezydencja duńska wydaje się znakomita, żeby rozpocząć taką dyskusję na tematy klimatyczne" - dodał.

Korolec pytany, co w UE może się stać po polskim wecie, zaznaczył, że Komisja ma zawsze możliwość - nawet po naszym wecie - wnieść swój projekt dyrektywy w sprawie redukcji emisji CO2 po 2020 r. "Ale komisja występując z inicjatywą ustawodawczą słucha państw członkowskich, jaka ma być zawartość tej inicjatywy. Ministrom środowiska w piątek nie udało się określić tej zawartości, więc nie ma +zamówienia politycznego+" - tłumaczył.
"Wydaje się, że w tej sytuacji politycznej najpierw będzie bardzo trudno wewnętrznie uzgodnić projekt treści takiej dyrektywy, bo komisja jest jednak ciałem kolegialnym, a później bardzo trudno będzie ewentualnie przyjąć ją" - ocenił Korolec.

Dania od stycznia przejęła po Polsce przewodnictwo w Radzie UE, będzie je sprawowała do końca czerwca, gdy na kolejne pół roku przejmie je Cypr.
Parlament Europejski przyjął w czwartek rezolucję popierającą tzw. kroki milowe przygotowane przez KE na drodze do redukcji CO2 do 2050 r. o 80 proc. Niedawno zawetowała je Polska, ale - jak wskazuje KE - popiera je 26 krajów, a teraz dołączył PE. "Po drugiej porażce Rady UE ds. środowiska w osiągnięciu wspólnych wniosków dotyczących ścieżki redukcji emisji CO do 2050 r. jest nawet jeszcze bardziej ważne, by PE poparł ambitną politykę klimatyczną UE" - powiedziała w czasie debaty poprzedzającej głosowanie w PE komisarz UE ds. klimatu Connie Hedegaard. (PAP)