W wielu krajach europejskich m.in. w Niemczech rośnie liczba zachorowań wywołanych przez bakterie EHEC, czyli groźny szczep pałeczki okrężnicy escherichia coli. EHEC może wywołać groźny dla życia tzw. zespół hemolityczno-mocznicowy, powodujący ostrą niewydolność nerek.

W Niemczech odnotowano dotąd ponad 1200 potwierdzonych infekcji bakterią EHEC, jak i podejrzeń zakażenia. W poniedziałek poinformowano, że wskutek powikłań po zakażeniu bakterią zmarły cztery kolejne osoby: jedna w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, jedna w Szlezwiku-Holsztynie i dwie w Nadrenii Północnej-Westfalii, czyli po raz pierwszy poza północnymi landami Niemiec. Aż 12 z 14 ofiar śmiertelnych bakterii to kobiety.

Do zatruć dochodzi po zjedzeniu ogórków, sałaty i surowych pomidorów. Według mediów zakażone warzywa pochodzą z Hiszpanii. Jednak władze w Madrycie podkreślają, że nie można wykluczać, iż ogórki zostały zanieczyszczone w czasie transportu do Niemiec albo już w Niemczech.

Niestety należy się liczyć z tym, że będzie więcej chorych - przyznał w poniedziałek niemiecki minister zdrowia Daniel Bahr po kryzysowym spotkaniu z przedstawicielami władz krajów związkowych w Berlinie.

Przypadki zatruć odnotowano też we Francji, Szwecji, Wielkiej Brytanii i Holandii. W poniedziałek Belgia wprowadziła częściowy zakaz importu ogórków z Hiszpanii. Także Rosja zakazała wwozu warzyw z Hiszpanii i Niemiec.

Rzeczniczka Komisji Europejskiej Pia Ahrenkilde powiedziała w poniedziałek na konferencji prasowej, że na wstępnym etapie badania sprawy skażonych ogórków KE nie rekomenduje wstrzymania importu żywności z Hiszpanii.

Prawdopodobnie skażone warzywa pochodziły z Almerii i Malagi. W zeszłym tygodniu obecność groźnego szczepu stwierdzono w próbkach trzech ogórków sałatkowych, pochodzących z upraw ekologicznych w Hiszpanii. Trzecia podejrzana dostawa pochodzi z Holandii lub Danii.

Na razie nie wyjaśniono, jak doszło do zanieczyszczenia ogórków; nie wyklucza się, że źródeł infekcji może być więcej.

Jak zaznaczył Olgerbrand, w Polsce nie odnotowano przypadków zakażeń powiązanych z zatruciami z Niemiec. Dodał, że z jego wiedzy wynika, że do Polski nie są importowane warzywa z północnych Niemiec, jednak nie można wykluczyć, że ktoś przywiózł lub przywiezie je samemu.

Zdaniem Pawła Grzesiowskiego z Instytutu Profilaktyki Zakażeń nie można wykluczyć, że zakażenia wystąpią także w Polsce. Żeby nie dochodziło do zakażeń, konieczna jest higiena uprawy i przygotowania warzyw, mycie przed spożyciem pod bieżącą, letnią wodą, a także właściwa obróbka termiczna - podkreślił.

W szczecińskim szpitalu przebywa Polka mieszkająca na stałe w Niemczech, zakażona bakterią escherichia coli. Jej stan jest określany jako ciężki.

Sanepid wydał specjalne zalecenia dla lekarzy, by w przypadku podejrzenia zachorowania wykonywano badania w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego - Państwowym Zakładzie Higieny. W przypadku rozpoznania u pacjenta tzw. krwawej biegunki lub zespołu hemolityczno-mocznicowego lekarze powinni zgłaszać o tym informacje do powiatowego inspektora sanitarnego. Okres inkubacji bakterii zwykle trwa od kilkunastu godzin do kilku dni, maksymalnie około tygodnia.

Jak poinformował PAP rzecznik warszawskiego sanepidu Wiesław Rozbicki, nie ma informacji, by na Mazowszu sprzedawano ogórki importowane z rejonów, w których odnotowano zatrucia. Inspektorzy sanitarni sprawdzają, czy nie są one sprzedawane na bazarach, ale na razie nie ma żadnych niepokojących sygnałów - powiedział.

Wiceminister rolnictwa Andrzej Butra zapewnił, że polskie warzywa są bezpieczne. Zaapelował, by konsumenci kupowali polskie produkty. Zaznaczył, że choć na warzywach nie ma etykiet, to sprzedawca powinien informować o tym, z jakiego kraju pochodzą.

Według resortu rolnictwa, w pierwszych trzech kwartałach tego roku do Polski sprowadzono ponad 13,7 tys. ton ogórków, w tym z Hiszpanii - ok. 9,4 tys. ton wobec 12,6 tys. ton w tym samym okresie ubiegłego roku (z Hiszpanii - 9,3 tys. ton).

Małgorzata Skoczewska, rzecznik największego polskiego rynku hurtowego w Broniszach pod Warszawą, który zaopatruje m.in. stolicę, poinformowała, że na rynku od miesiąca nie ma importowanych ogórków, pomidorów czy sałaty. Import jest nieuzasadniony ekonomicznie, polska produkcja jest dużo tańsza, a podaż warzyw olbrzymia - podkreśliła.

Z danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej wynika, że w 2010 r. sprowadziliśmy 32,7 tys. ton ogórków, z tego połowa pochodziła z Hiszpanii. W 2009 r. import tych warzyw był na poziomie 44,7 tys. ton. Polska produkcja ogórków szklarniowych i spod folii w ubiegłym roku wyniosła 247 tys. ton, czyli o 3,5 proc. więcej niż rok wcześniej. (PAP)

awy/ pro/ jzi/ zbw/ awi/ amac/ gma/