Aż 67 procent ankietowanych oceniło, że obecność imigrantów z UE szkodzi rynkowi mieszkaniowemu, a 57 procent wyraziło podobną opinię o stanie szkolnictwa. 55 procent negatywnie oceniło wpływ obywateli innych krajów Wspólnoty na służbę zdrowia, a 54 procent uznało, że ich obecność obniżyła poziom bezpieczeństwa w kraju.

Jak wynika z ogłoszonych w ubiegłym tygodniu danych brytyjskiego urzędu statystycznego, imigracja netto do Wielkiej Brytanii wyniosła w 2015 roku 333 tys. osób, z czego liczba obywateli innych państw UE wzrosła w ciągu 12 miesięcy o 184 tys. osób.

Według sondażu innej firmy badawczej, Ipsos MORI, aż 48 procent Brytyjczyków uważa kwestię imigracji za „bardzo istotny” czynnik w podejmowaniu decyzji o tym, jak głosować w czerwcowym referendum dotyczącym członkostwa Wielkiej Brytanii w UE. 55 procent respondentów uważa, że rząd powinien mieć całkowitą kontrolę nad imigracją, nawet jeśli miałoby to oznaczać wyjście kraju z Unii.

Zwolennicy Brexitu argumentują, że w razie pozostania we Wspólnocie Wielka Brytania nadal będzie musiała liczyć się z wysokim poziomem imigracji z państw Europy Wschodniej, w tym z Polski, Rumunii i Bułgarii. W środę 1 czerwca 2016 przedstawili oni plan wprowadzenia najpóźniej do 2020 roku nowych regulacji w sprawie imigracji, wzorowanych na australijskim systemie punktowym.

Punkty przyznawane są tam w ramach kilku kategorii dotyczących między innymi wieku (preferowane są osoby w wieku 25-32 lat, dyskwalifikowane - osoby powyżej 50. roku życia), znajomości angielskiego, kwalifikacji i wykonywanego zawodu. Decyzja dotycząca ewentualnego wjazdu zależy od liczby punktów uzyskanych przez osobę aplikującą. Nowe przepisy nie objęłyby obywateli Irlandii ani imigrantów z państw UE, którzy przenieśli się do Wielkiej Brytanii przed datą ich wprowadzenia.

Według szacunków w Wielkiej Brytanii mieszka co najmniej 853 tys. osób z polskim paszportem i stanowią one największą grupę narodową w kraju po Brytyjczykach.(pap)