W poniedziałek przed sądem Sebastian L. przyznał się do winy, a w odczytywanych wyjaśnieniach mówił, że jest mu przykro z powodu tego, co się stało. Zapewniał, że nie chciał poważnie zranić kolegi, a chciał go jedynie wystraszyć.

Sebastian L. odpowiada przed sądem za to, że w nocy z 22 na 23 marca 2012 roku w prywatnym mieszkaniu w Nidzicy zadał swojemu koledze Danielowi Sz. kilka ciosów kuchennym nożem w udo. 21-letni wówczas mężczyźni przyjaźnili się, a do awantury między nimi doszło podczas zakrapianej imprezy. Gdy Sebastian L. zorientował się, co zrobił, sam zaczął dzwonić po pogotowie, a inni uczestnicy spotkania udzielali rannemu koledze pomocy, m.in. tamowali krwotok i prowadzili reanimację.

Rannego Daniela Sz. karetka przewiozła do nidzickiego szpitala. Jednak lekarz dyżurny odmówił przyjęcia go do lecznicy. Dlatego karetka zawiozła rannego do odległego o kilkadziesiąt kilometrów szpitala w Działdowie. Tam chłopak zmarł.

"Już w trakcie postępowania ws. Sebastiana L. prokuratura uzyskała opinię biegłych z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, z której wynikało, że lekarz nidzickiego szpitala winien przyjąć rannego chłopca do szpitala i jak najszybciej go zoperować" - powiedział PAP rzecznik prasowy olsztyńskiej Prokuratury Okręgowej Mieczysław Orzechowski. Dodał, że w związku z tym prokuratura wyłączyła wątek lekarza do oddzielnego postępowania. Ponieważ lekarz współpracował w przeszłości z nidzicką prokuraturą, postępowanie to przekazano prokuraturze w Szczytnie.

Prokurator Orzechowski powiedział, że w sierpniu prokuratorzy ze Szczytna przedstawili lekarzowi zarzut dotyczący błędu w sztuce medycznej - lekarz nie przyjął rannego Daniela Sz. na oddział i tym samym odmówił mu udzielenia pomocy medycznej. "Lekarz nie przyznał się do winy. Prokuratorzy ze Szczytna poprosili biegłych o dodatkowe informacje, które mają uzyskać na przełomie listopada i grudnia. Wtedy prawdopodobnie zakończy się postępowanie w tej sprawie" - powiedział Orzechowski.

Sebastian L. przed sądem odpowiada z wolnej stopy.