Prowadząca śledztwo w sprawie lekarza Prokuratura Okręgowa w Gdańsku, po przedstawieniu mu zarzutów, złożyła w Sądzie Rejonowym Gdańsk-Południe wniosek o zastosowanie wobec podejrzanego tymczasowego aresztu. Wniosek motywowany był głównie wysokim prawdopodobieństwem popełnienia przez lekarza przestępstw oraz "obawą bezprawnego utrudniania postępowania ze strony podejrzanego".

8 lutego 2017 roku sąd rejonowy podzielił stanowisko prokuratury, wskazujące na uzasadnione podejrzenie popełnienia przez podejrzanego przestępstw, ale uznał, że brak jest podstaw do tymczasowego aresztu, i zdecydował o zastosowaniu wobec lekarza dozoru policyjnego oraz poręczenia majątkowego w wysokości 20 tys. zł. Prokuratura złożyła zażalenie na takie postanowienie sądu: śledczy nadal domagali się aresztu.

W poniedziałek 20 lutego 2017 zażaleniem zajął się Sąd Okręgowy w Gdańsku. Posiedzenie w tej sprawie było niejawne, dziennikarze mogli wysłuchać tylko ogłoszenia sentencji wyroku. Sąd postanowił podtrzymać oba wcześniej zasądzone środki zapobiegawcze, ale dodatkowo zastosował wobec podejrzanego zawieszenie w wykonywaniu zawodu chirurga onkologa.

- Trudno być zadowolonym, jeśli są orzeczone środki zapobiegawcze, ale najważniejsze jest to, że sąd uznał racje obrony, że nie jest konieczne zastosowanie środka najostrzejszego w postaci tymczasowego aresztowania – powiedział po ogłoszeniu decyzji sądu jeden z obrońców lekarza – adwokat Andrzej Krysiewicz.

Wyjaśnił, że zastosowane przez sąd zawieszenie w wykonywaniu zawodu chirurga onkologa obowiązuje prawomocnie od momentu ogłoszenia tej decyzji przez sąd, a zostało wydane na czas prowadzenia postępowania w tej sprawie, czyli do momentu ogłoszenia prawomocnego wyroku.

7 lutego 2017 prokuratura postawiła 65-letniemu lekarzowi 31 zarzutów. Dotyczyły one przestępstw w postaci "innych czynności seksualnych", których lekarz miał się dopuścić wobec 25 pacjentek (część kobiet lekarz miał molestować kilkukrotnie).

Do przestępstw miało dochodzić między 2005 a 2015 rokiem, ale większość z nich ma przypadać na lata 2013-2015. Zdaniem śledczych, ofiarami 65-letniego chirurga onkologa były głównie pacjentki jednej z publicznych poradni onkologicznych w Gdańsku. Jedna z pokrzywdzonych w momencie popełnienia na niej przestępstwa miała mniej niż 15 lat.

Do czynów miało dochodzić w trakcie badań onkologicznych. Po konsultacji z lekarzami specjalistami w tej dziedzinie, śledczy doszli do wniosku, że w przypadku wykonywanych przez podejrzanego badań 25 pokrzywdzonych kobiet standardy badań zostały przekroczone.

Prokuratura nie ujawnia, czym były "inne czynności seksualne". Śledczy wyjaśnili, że pokrzywdzone zostały - w obecności psychologów - przesłuchane przed sądem. Z opinii psychologów wynikało, że pokrzywdzone "mogą złożyć przed sądem wiarygodne zeznania".

65-letni lekarz w trakcie przesłuchania nie przyznał się do winy. Złożył obszerne wyjaśnienia, których treści prokuratorzy także nie ujawniają. Za czyny, które mu zarzucono, grozi kara do 10 lat więzienia. Aktualne przepisy mówią, że za molestowanie osoby poniżej 15. roku życia grozi do 12 lat więzienia, ale - jak wyjaśnili śledczy - do tego czynu miało dojść w momencie, gdy przepisy przewidywały maksymalną karę o dwa lata niższą.

Postępowanie w tej sprawie wszczęto w 2014 roku, kiedy to do organów ścigania zgłosiła się jedna z pacjentek lekarza. Sprawą zajęli się gdańscy policjanci. Jak dotąd ustalili personalia i przesłuchali ponad 2 tysiące pacjentek lekarza, a w planach mają przesłuchania kolejnych - przynajmniej kilkuset. Po tym, jak media poinformowały o zatrzymaniu lekarza, do funkcjonariuszy zgłosiło się też - z własnej woli - kilka kobiet.

Z prowadzącym sprawę Wydziałem Dochodzeniowo-Śledczym Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku można skontaktować się osobiście (ul. Nowe Ogrody 27) lub telefonicznie - (58) 32 16 260 (to numer do sekretariatu wydziału czynny w godzinach urzędowania).

Po zatrzymaniu lekarza przeszukano jego mieszkanie i gabinet. Zabezpieczono dokumentację medyczną i kamerę z rejestratorem znajdującą się w gabinecie. Ze wstępnych ustaleń śledczych wynikało, że rejestrowane były tylko osoby wchodzące do gabinetu, nie utrwalano przebiegu badań. Jak poinformował w poniedziałek dziennikarzy Krysiewicz, kamera miała służyć bezpieczeństwu lekarza i została zainstalowana po tym, jak onkolog został napadnięty przez "bandytów".

W gabinecie i mieszkaniu lekarza znaleziono też pistolet typu glock i 500 sztuk amunicji. Lekarz miał pozwolenie na posiadanie broni, ale nie dotyczyło ono zabezpieczonego pistoletu. (pap)

 [-OFERTA_HTML-]