W piątek 21 marca 2014 minister zdrowia Bartosz Arłukowicz przedstawił założenia tzw. pakietu kolejkowego. Propozycje mają ułatwić i skrócić dostęp do lekarzy specjalistów i leczenia chorych na raka.

Hamankiewicz poinformował, że delegaci na telebimie wysłuchali wystąpienia ministra i głośno komentowali niespójność oraz brak prawdziwej wizji wyjścia z impasu „kolejkowego".

- Pan minister nie skonsultował swoich propozycji z całym środowiskiem lekarzy, ale z nielicznymi ekspertami i z jedną organizacją pacjentów. Wiadomo, że schorzenia onkologiczne są bardzo ważne, ale cały pakiet kolejkowy ma dotyczyć wszystkich specjalizacji. Jeśli pan minister, zamiast konsultować swoje plany z całym środowiskiem lekarskim, będzie konsultował np. poprawę opieki pneumonologicznej z konsultantami w tej dziedzinie, to oni mu powiedzą, jak może cierpieć chory na niewydolność oddechową i jakich pieniędzy będzie potrzeba na jego leczenie; jeśli będzie się konsultował ze specjalistami kardiologami, dowie się o tym, ilu chorych cierpi na niewydolność serca, itd. To nie doprowadzi do konstruktywnych i trwałych rozwiązań, które przyniosą ulgę wszystkim pacjentom - mówił Hamankiewicz.

- Jeśli w ten sposób kierujemy wszystkie środki finansowe w kierunku onkologii, to jest pytanie, co z innymi chorymi, czy ci inni chorzy muszą cierpieć? - dodał.

Zwrócił uwagę, że zgodnie z zapowiedziami ministra chorzy onkologicznie dostawać będą nowy typ skierowania do różnych specjalistów; będzie inny kolor tego zlecania i będzie wydawane, kiedy tylko będzie cień podejrzenia schorzenia onkologicznego.
- Oznacza to, że pan minister na niektórych zajęciach z propedeutyki interny po prostu nie bywał, bo tam uczą lekarzy, że każda dolegliwość pacjenta musi wzbudzić czujność onkologiczną - wskazywał Hamankiewicz.

Jego zdaniem zmiana koloru skierowania nie ma znaczenia, a problem zaczyna się wtedy, gdy będzie się premiować finansowo lekarzy, którzy wykażą się efektywnością w rozpoznawaniu choroby nowotworowej.

- To jest nieporozumienie, bo każdy lekarz, który pracuje z pacjentami, dobrze wie, że znacznie kosztowniejsze jest wykluczenie danego schorzenia niż jego potwierdzenie, bo wymaga więcej działań diagnostycznych - mówił Hamankiewicz.

W jego opinii rodzi to problem finansowy. Ocenił, że pomysły ministra są mało realne.
 - Tym się różni człowiek z wizją od wizjonera, że potrafi powiedzieć, jak to zrealizować. Ja się pytam, w jaki sposób pan minister chce zrealizować swój piękny pomysł przy niewielu ponad 400 onkologach w Polsce, jeśli ma do dyspozycji 450 patomorfologów. Pan minister znalazł na to znakomitą receptę: jeśli ktoś będzie pracował długo na oddziale, na którym leczy się dane choroby, to będzie zostawał specjalistą. Tysiąc dni czekamy na wprowadzenie w życie rozporządzenia dotyczącego zdobywania specjalizacji w systemie modułowym, tworzone są specjalne programy po to, żeby dobrze wykształcić specjalistów, a w tej chwili okazuje się, że pan minister widzi na to jakąś inną receptę. To jest jakieś wielkie nieporozumienie i zupełna nieznajomość zagadnienia - mówił prezes NRL.

Jego zdaniem nietrafiony jest pomysł, żeby pielęgniarki wypisywały recepty.
- Czy w związku z tym pielęgniarki będą podpisywały umowy z NFZ podobne do tych, które podpisują lekarze? Czy będą zawarte w nich kary, jakie tak bojowo lekarzom narzucono? - pytał. (pap)