Józef Kielar: Jest pan znanym radcą prawnym, który broni lekarzy oskarżanych o popełnienie błędu medycznego. Ile spraw prowadzi pan obecnie, ile zostało już zakończonych i czy można mówić o tendencji wzrostowej?

Radosław Tymiński: Na początku sprecyzuję, że moja kancelaria prowadzi medyczne sprawy karne, w których lekarz jest oskarżony o popełnienie błędu medycznego. Oprócz tego prowadzimy sprawy cywilne i zawodowe dotyczące błędów medycznych. To nasza podstawowa działalność, ale prowadzimy jeszcze dodatkowo trochę spraw rozwodowych. Obecnie mamy ponad 100 spraw medycznych na tzw. biegu. Na przestrzeni ostatnich kliku lat zamknęliśmy kilkaset spraw medycznych. W moim przekonaniu można mówić o tendencji wzrostowej na podstawie różnych danych statystycznych, którymi dysponujemy (np. liczby skarg do Rzecznika Praw Pacjenta, która w ostatnich latach znacząco rośnie). Oczywiście tendencja ta nie jest do końca poznana, ponieważ w Polsce brakuje wiarygodnych źródeł wiedzy na temat liczby błędów medycznych i liczby spraw o błędy medyczne. Najwiarygodniejszymi danymi dysponuje samorząd lekarski na temat liczby spraw zawodowych lekarzy.

Czytaj też: Przegląd spraw sądowych w kontekście najczęściej spotykanych błędów medycznych >>>

Czytaj: Lekarze nie chcą odpowiadać karnie za błędy. Muszą przekonać do tego ministra sprawiedliwości>>

Czy lekarze często popełniają błędy?

Jak już wspomniałem, w Polsce nie mamy wiarygodnych źródeł wiedzy i wielu opracowań naukowych na ten temat, więc mogę odwołać się do piśmiennictwa światowego i powiedzieć o własnych doświadczeniach. Zacznę od danych światowych. Według różnych badań osoby wykonujące zawody medyczne na całym świecie popełniają błędy i to dość często. Na przykład, w głośnym badaniu z 2017 r. w Pensylwanii w USA wykazano, że w 25 obserwowanych szpitalach popełniono 17 tys. błędów w ciągu roku (Anderson, Abrahamson 2017 r.). To daje prawie 57 błędów rocznie na szpital. W innych badaniach wskazywano, że błędy medyczne są trzecią co do częstości przyczyną zgonów w USA (Makary, Daniel 2016 r.). Wydaje się więc, że problem jest duży. Jeżeli zaś chodzi o Polskę, to zacznę od dość kontrowersyjnego stwierdzenia, że w moim przekonaniu bardzo często wielu lekarzy, którzy popełnili rzeczywisty błąd medyczny unika sprawy sądowej, a wielu tych, którzy go nie popełnili trafia do sądu. Oczywiście wynika to z różnych przyczyn, ale niestety jest to smutny fakt, który często konstatuję na rozprawie, że na ławie oskarżonych nie siedzi ten człowiek, który powinien. Na przykład, w Polsce łatwo obwinia się o błąd medyczny rezydentów, którzy nie działali samodzielnie, tylko wpisywali do dokumentacji medycznej to co kazali im przełożeni. Lekarz-rezydent jest wpisany do dokumentacji medycznej jako zleceniodawca czy decydent danego postępowania, podczas gdy nim nie był.    

Czytaj też: Odpowiedzialność za nieudzielenie pomocy przez lekarza a błąd medyczny >>>

 


Proszę wymienić najczęstsze rodzaje błędów medycznych lekarzy, ich przyczyny i skalę tego zjawiska.

Odnosząc się do własnych doświadczeń mogę powiedzieć, że dość często zdarzają mi się sprawy o: 

  • zbyt późne wykonanie cesarskiego cięcia albo niewykonanie go wcale, nierozpoznanie zawału mięśnia serca,
  • niewłaściwe połączenia lekowe, błędną diagnozę (np. nierozpoznanie złamania na SOR),
  • brak właściwego nadzoru nad pacjentem po operacji,
  • brak nadzoru nad przyjmowaniem leków przez pacjenta (np. monitorowania leczenia przeciwkrzepliwego),
  • opóźnione podjęcie działań medycznych i nieprawidłowe odstąpienie od czynności resuscytacyjnych.

Jeżeli chodzi o przyczyny tego zjawiska, to są one oczywiście bardzo różne. Spotykałem się z błędem ludzkim – takim zwykłym przeoczeniem – problemami z organizacją pracy (np. wyznaczenie jednego dyżurnego na dwa oddziały), brakami kadrowymi (np. brak stałego lekarza na SOR), zaniedbaniami technicznymi (np. brak przeglądu sprzętu przez uprawniony serwis i tylko poleganie na przysłowiowym panu Janku, złotej rączce). Jak już mówiłem, przyczyn jest wiele, jednakże w Polsce nie ma opracowań naukowych na ten temat.

Czytaj też: Zarzut popełnienia błędu w sztuce lekarskiej - postępowanie z zakresu odpowiedzialności zawodowej- komentarz praktyczny >>>

Jak reagują lekarze, którzy popełnili błąd medyczny i jak to wpływa na ich dalszą karierę zawodową?

Lekarze różnie reagują i bardzo różnie wpływa to na ich karierę zawodową. Są tacy, który wychodzą z tego wzmocnieni z przekonaniem, że trzeba pewne umiejętności poprawić (np. prowadzenie dokumentacji medycznej). Są tacy, których to niszczy i nie są już w stanie wrócić do pacjentów. Na przykład, znam bardzo dobrego i doświadczonego lekarza wykonującego koronarografię, który przeprowadził 4 tys. takich zabiegów, ale jak został oskarżony o błąd medyczny podczas jednego z nich po miesiącu od rozpoczęcia sprawy, nie wykonuje on już koronarografii tylko zajmuje się kardiologią ambulatoryjną. Niestety, sprawa ciągnie się już 7 lat i końca nie widać, ponieważ właśnie ponownie wróciła do pierwszej instancji. Efekt: w ośrodku, w którym pracował zamiast wykonywać 1,5 tys. koronarografii rocznie wykonuje się ich mniej niż 1 tys., bo nowego lekarza na jego miejsce nie znaleziono. Zresztą widać to zjawisko w skali całej Polski, bo w 2015 r. wykonano 221 tys. koronarografii a w 2019 r. już tylko 172 tys. (choć podkreślam, że przyczyną spadku liczby koronarografii jest też zbyt niska wycena tego świadczenia).

Czytaj też: Odszkodowania i inne wydatki na rzecz poszkodowanego pacjenta jako koszt podatkowy zakładu opieki zdrowotnej >>>

Czy sądy lekarskie nie są zbyt pobłażliwe wobec lekarzy, którzy popełnili błąd medyczny i z czego to wynika?

Przede wszystkim uważam, że sądy lekarskie nie są zbyt pobłażliwe dla lekarzy. Mogę powiedzieć, że robiłem badania empiryczne na temat kar orzekanych przez sądy lekarskie – właśnie kończę artykuł, będący podsumowaniem tych badań – i mogę stwierdzić, iż orzekają one wszystkie możliwe kary od upomnienia po pozbawienie prawa wykonywania zawodu lekarza. Co więcej, nie widzę w orzecznictwie sądów lekarskich ani solidaryzmu zawodowego, ani zbytniej wyrozumiałości dla lekarzy, ani nieuzasadnionej łagodności. Wydaje mi się, że opinia o pobłażliwości ma charakter obiegowy. Mogę stwierdzić, że sądy lekarskie w większości przypadków starają się rzetelnie rozpatrzeć każdą sprawę.

Czytaj też: Odpowiedzialność karna lekarza dentysty za błąd medyczny >>>

Czy zgadza się pan z opinią, że ryzyko odpowiedzialności karnej lekarzy jest demonizowane, bo z roku na rok zmniejsza się liczba takich postępowań?

Teza o zmniejszaniu się z roku na rok liczby takich postępowań jest nieprawdziwa. Przede wszystkim zauważmy, że nie powinno się wyciągać wniosków na podstawie danych krótkookresowych. Do wychwycenia tendencji potrzeba wielu lat. Poza tym nie zapominajmy, że 2021 rok  był czasem pandemii i liczba spraw w sposób naturalny zmalała. Dopiero za 2-3 lata będziemy wiedzieli, czy nieznaczny spadek liczby wszczętych spraw w 2021 roku to trwały trend, czy tylko czasowe odchylenie. Co zaś do samych danych, to też nie są one jednoznaczne. Z jednej bowiem strony liczba wszczętych postępowań w sprawach o błędy medyczne zmniejszyła się o 46 (z 1797 w 2020 r. do 1751 w 2021 r.), z drugiej jednak strony liczba skierowanych do sądów aktów oskarżenia wzrosła (z 139 w 2017 r., 263 w 2020 r. do 283 w 2021 r.). Można więc jednoznacznie stwierdzić, że ryzyko poniesienia przez lekarza odpowiedzialności karnej realnie istnieje. Zgadzam się jednak z opinią, m. in. mec. Jolanty Budzowskiej, że nie jest ono rzeczywiście tak duże, jak niektórzy sądzą. Problem jednak jest gdzie indziej i sprowadza się do tego, czy wspomniane ryzyko w ogóle powinno istnieć w obecnej postaci. W moim przekonaniu nie i mówię to z całą jednoznacznością. Lekarz powinien odpowiadać karnie tylko za nadużycie uprawnień zawodowych i czyny umyślne, ponieważ błąd (a błąd zawsze musi być nieumyślny, bo umyślny nie jest błędem) jest wpisany w naturę ludzką.

 

Jak pan ocenia pomysł obowiązkowego prowadzenia rejestru  zdarzeń niepożądanych przez szpitale, które będzie można zgłaszać także anonimowo?

Jak rozumiem, pyta pan o art. 20 ust. 3 projektu ustawy o jakości w ochronie zdrowia (znam go w wersji z października 2021 r.). Zgodnie z nim, zgłoszenie zdarzenia niepożądanego nie stanowi podstawy do wszczęcia wobec osoby, która tego zgłoszenia dokonała, postępowania dyscyplinarnego, postępowania w sprawie o wykroczenie lub postępowania karnego, chyba że w wyniku prowadzonej analizy przyczyn źródłowych zdarzenie to okaże się czynem popełnionym umyślnie. W moim przekonaniu przepis ten nie wprowadza systemu no fault ani nic tak naprawdę nie zmienia. Proszę bowiem zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, prokurator wszczyna postępowanie na podstawie zawiadomienia np. pokrzywdzonego pacjenta lub z urzędu a nie na podstawie zgłoszenia figurującego w rejestrze. Omawiany przepis nie ogranicza możliwości wszczęcia postępowania na podstawie zawiadomienia pacjenta, a jedynie przewiduje, że samo zgłoszenie zdarzenia niepożądanego nie stanowi podstawy do wszczęcia postępowania.  Po drugie, sam przepis przewiduje wyjątek – chyba że w wyniku prowadzonej analizy przyczyn źródłowych zdarzenie to okaże się czynem popełnionym umyślnie – a prokurator, żeby dokonać analizy przyczyn źródłowych musi przeprowadzić postępowanie i zasięgnąć opinii biegłych. Ta propozycja legislacyjna nic nie zmienia.

Czytaj: Chmielowiec: Zgłaszanie zdarzeń niepożądanych bez ryzyka dla personelu, ale roszczenia pacjentów dopuszczalne>>

Przedstawiciele samorządu lekarskiego domagają się wprowadzenia w Polsce systemu no-fault, który w uproszczeniu powinien polegać na odstąpieniu od orzekania o winie w sprawach dotyczących błędów medycznych, a w najbardziej pożądanym modelu również na zniesieniu odpowiedzialności karnej za nieumyślne spowodowanie śmierci. Minister sprawiedliwości domaga się jednak zaostrzenia kar powołując się na konstytucję. Co pan na to?

Uważam, że konkretnie rozmawiać można tylko o szczegółach i projektach, które leżą na stole. Rozmawianie na tak wysokim poziomie abstrakcji z punktu widzenia prawnego jest bardzo trudne, ponieważ o zgodności z konstytucją czy systemem prawa decydują szczegóły. Co do zasady, uważam jednak, że zniesienie odpowiedzialności karnej za błędy nieumyślne personelu medycznego jest zgodne z konstytucją, pod warunkiem zapewnienia pacjentom innych możliwości skutecznego dochodzenia roszczeń za wynikających z błędu medycznego.

Czytaj też: Błędy w sztuce lekarskiej w praktyce lekarza medycyny rodzinnej - aspekty prawnokarne i prawnomedyczne >>>

Jak według pana powinien wyglądać system no fault, jaki element jest najważniejszy?

Przede wszystkim w obecnej dyskusji przeszkadza mi to, że rzucono hasło no fault system i wszyscy się na jego temat wypowiadają nie definiując co rozumieją pod tym pojęciem. W ten sposób można dyskutować w nieskończoność. Dla mnie kluczowe jest bardzo poważne ograniczenie odpowiedzialności karnej lekarzy i personelu medycznego za czyny nieumyślne, a nawet jej całkowite wyeliminowanie. System no fault to trochę inna sprawa. Uważam, że na tym etapie powinno się skoncentrować na wykluczeniu bądź ograniczeniu odpowiedzialności karnej.

Czytaj także: Bukiel: Za błąd w sztuce medycznej nie można karać jak za pospolite przestępstwo>>

W Polsce dominuje pogląd, że w przypadku popełnienia błędu medycznego trzeba znaleźć winnego i przykładnie go ukarać. W związku z tym proszę powiedzieć, czy lekarze szczególnie zabiegowi będą się asekurować, żeby nie popełnić ewentualnego błędu w procesie leczenia?

Każdy rozsądny człowiek będzie się zabezpieczał w celu uniknięcia odpowiedzialności prawnej, jeżeli grozi mu ona w związku z jego legalną działalnością. Co oczywiste, lekarze również będą to robić, np. rezygnować z trudniejszych zabiegów lub mnożyć konsultacje.

Jak pan ocenia proponowane przez Ministerstwo Zdrowia zasady pozasądowego przyznawania rekompensat za błąd medyczny? Czy kwota 100 tys. zł (maksymalnie) za śmierć pacjenta nie jest zbyt mała w porównaniu z wysokością odszkodowania i zadośćuczynienia sięgającą nieraz kilku milionów złotych orzekaną coraz częściej przez sądy?

Problem z określeniem właściwego zadośćuczynienia jest rzeczywiście bardzo duży, a różnica w przyznawanych pacjentom i ich rodzinom kwotach w niemalże identycznych stanach faktycznych sięga 600 tys. zł. (tak, znam takie sprawy!). Z tego powodu sądzę, że kwestia ta wymaga regulacji ustawowej i wprowadzenia kwot maksymalnych. Osobiście jestem przekonany, że nie da się całkowicie i adekwatnie zadośćuczynić za zgon osoby bliskiej czy cierpienie dziecka, które będzie trwać całe życie i jest wywołane błędem okołoporodowym. Z tego powodu uważam za rozsądne wprowadzenie regulacji, zgodnie z którą za śmierć spowodowaną błędem medycznym można byłoby przyznać maksymalnie 300 tys. zł. zadośćuczynienia, a za rozstrój zdrowia wywołany błędem medycznym maksymalnie 1 mln. zł. zadośćuczynienia. Oczywiście kwoty te co ileś lat trzeba będzie waloryzować, ale powinniśmy mieć punkt odniesienia. Uważam, że brak limitu wysokości zadośćuczynienia jest zły i prowadzi do wielu negatywnych następstw (np. windowania cen usług medycznych czy uciekania ze specjalizacji o wysokim ryzyku prawnym).

WZORY DOKUMENTÓW:

 

Dlaczego trudne sprawy o odszkodowanie narażają pacjentów na długoletnie  procesy cywilne?

To jest pytanie wielopoziomowe, niezwykle złożone. Postaram się odpowiedzieć na tych różnych poziomach. Poziom pierwszy – nieustanne zmiany przepisów. W 2022 r. Kodeks postępowania cywilnego zmienił się już 15 razy, a w latach 2010-2021 zmieniał się kilkanaście razy rocznie. Te ciągłe zmiany hamują prowadzenie spraw, ponieważ wprowadzają nowe zasady, nowe obowiązki, których trzeba się nauczyć i do nich dostosować. Niewątpliwie zajmuje to czas. Poziom drugi – trudność spraw. Sprawy o błędy medyczne są trudne, ponieważ wymagają wiedzy prawnej i medycznej, powołania biegłych, przesłuchania świadków, studiowania dokumentacji medycznej, zrozumienia istoty problemu i opanowania trudnej terminologii w celu zrozumienia wypowiedzi biegłych i świadków. To również wymaga czasu. Poziom trzeci – oczekiwanie na opinie biegłych sądowych. W typowej sprawie medycznej uzyskanie opinii zajmuje od kilku do kilkunastu miesięcy (ja najdłużej na opinie w jednej sprawie medycznej czekałem dwa lata). Wynika to z tego, że biegłym się płaci mało, więc jest mało chętnych do opiniowania. Oczywiście są też inne czynniki, ale te wydają mi się wiodące.

Na koniec chciałbym prosić o jakąś radę dla pacjentów i dla lekarzy związaną z tym, jak uniknąć stania się stroną sprawy sądowej?

Dla pacjentów mam radę, żeby nie wahali się pytać swoich lekarzy, jeżeli czegoś nie rozumieją i mają wątpliwości. Proszę też, żeby nie bali się zasięgnąć opinii innego lekarza, bo to często pozwala upewnić się lub przekonać do pewnych decyzji. Dla lekarzy mam radę, żeby dużo notowali w dokumentacji medycznej, ponieważ jest to niezwykle ważny dowód w sprawie sądowej oraz, żeby dużo tłumaczyli swoim pacjentom, ponieważ wiele sporów prawnych wynika z tego, że pacjentowi pewnych kwestii nie wytłumaczono, nie porozmawiano z nim, nie okazano empatii.